Reklama
  • Piątek, 10 marca (09:40)

    Adam Fidusiewicz: Praktykuję już z dyplomem

Popularność przyniosła mu rola Maksa („Na Wspólnej”) oraz Stasia Tarkowskiego w filmie „W pustyni i w puszczy”. Wystąpił też w „Tańcu z gwiazdami”, a także w programie „Twoja Twarz Brzmi Znajomo”.

Tak źle u Maksa jeszcze nie było. Choroba Ilony wywróciła jego świat go góry nogami! Jak sobie radzi?

Reklama

Jak prawdziwy mężczyzna. Bez mazgajstwa, bez żadnych wahań, rzuca wszystkie siły na jedną szalę, by ją ratować. Dotychczasowe animozje odkłada na bok i nie ma żadnych wątpliwości co do tego, że to właśnie ona jest najważniejszą kobietą w jego życiu. Mają wspólnego synka i razem, we trójkę, są jednością.

Nie miałeś chyba dotąd okazji do grania z dzieckiem?

Podchodzę do dzieci niepewnie, boję się, że je uszkodzę, choć wszyscy przekonują mnie, że dzieci są niezniszczalne! Wiktorka uosabia uroczy 2-latek, Kajtek, przybija mi piątkę, zakumplowaliśmy się. Ale najlepszy kontakt ma z nim Ania Samusionek – podziwiam jej łagodność i cierpliwość do dzieci, do mnie zresztą również.

W „Na Wspólnej” grasz już 14 lat. To szmat czasu, co Ci dał ten serial?

To niezła szkoła refleksu. Praca w serialu przebiega w pośpiechu i polega w dużej mierze na umiejętności błyskawicznego ogarniania nowych sytuacji. Bywa, że uruchamia  głębsze poziomy wrażliwości, empatii, jak choćby teraz, w wątku choroby Ilony, którą przeżywamy tak, jakby to działo się naprawdę.

Dlaczego nie zdawałeś na studia aktorskie po maturze?

Postawiłem na psychologię, jako kierunek ogólnorozwojowy, w dodatku po angielsku – czyli było dwa w jednym. Po 5 latach odkryłem, że to nie to i powróciłem do myśli o studiach aktorskich. Szczęśliwie udało mi się za pierwszym razem zdać do Akademii Teatralnej, gdzie przez 4 lata zgłębiałem tajniki sztuk, które dotychczas praktykowałem „na czuja”. Dyplom akademicki podniósł moją samoocenę.

Wciąż się jednak uczysz.

Zapisałem się do Szkoły Impro przy Klubie Komediowym w Warszawie, fascynuje mnie improwizacja sceniczna. Korzystam z nabytych tam umiejętności do prowadzenia warsztatów z dziećmi w Teatrze Buffo i czasami do pogadanek z młodzieżą w szkołach.

Prowadzisz także blog „Mroczne kalesony”. Co za intrygująca nazwa!

I o to chodzi! Połączenie tych dwóch słów to pełen absurd!

Może nie do końca? Na dworze mróz, kalesony by się przydały, ale chłopaki ich nie chcą nosić!

Ja noszę. Mam takie „termointeligentne”, jak jest zimno, grzeją, jak ciepło, chłodzą. Tyle na temat kalesonów w realu, te wirtualne, czyli mój blog, ostatnio zszedł na plan dalszy na rzecz Instagramu. Tym kanałem głównie kontaktuję się ze światem.

Rozmawiała Jolanta Majewska

Tele Tydzień

Zobacz również

  • Przez wiele lat jako terapeutka słuchała uważnie ludzi. Czy to doświadczenie inspiruje Panią Karolinę do pisania? Mówi, że tak. Podobno najlepsze scenariusze pisze samo życie. więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.