Reklama
  • Poniedziałek, 6 marca (08:00)

    Agustin Egurrola. Pracuję nad tym, by być lepszym człowiekiem

Sylwestra od lat spędza w pracy. Tworzy widowiska, przy których bawią się inni. Ambitny, wrażliwy, zawsze otoczony przyjaciółmi, na których może liczyć.

Reklama

Na wywiad z Agustinem Egurrolą (48) umawiam się w jego biurze, w szkole tańca. Tu, otoczony przedmiotami, z których każdy ma jakąś historię, czuje się swobodnie. Jest tam np. naturalnej wielkości rzeźba psa Pitbulla.

Juror zobaczył ją kiedyś w galerii sztuki, a że zawsze bardzo chciał mieć psa, przygarnął. I czasem, kiedy brak mu sił, patrzy na swego silnego towarzysza, który jakby dodawał mu odwagi. Jest też figurka Napoleona i zdobyte trofea z konkursów tańca. W takim towarzystwie toczy się nasza rozmowa o minionych latach, pasjach, zmianach w ostatnim roku i córeczce Carmen.

Jak spędziłeś sylwestra?

Jak zwykle, w pracy. Przygotowywałem w tym roku choreografie do dwóch sylwestrowych koncertów – w Warszawie dla stacji TVN i w Zakopanem dla Telewizji Polskiej. Od kilku tygodni pracowałem 24 godziny na dobę.

A prywatnie nie było żadnej imprezy sylwestrowej?

Już nie pamiętam, kiedy prywatnie bawiłem się w Nowy Rok. Chyba jako nastolatek. Ale wtedy były inne czasy, tak zwanych domówek. Umawiało się w mieszkaniu kolegi, brało pod pachę co miało i świętowało. Jak to młodzież, chcieliśmy ten dzień uczcić do utraty tchu.

Przy jakiej muzyce wtedy tańczyłeś?

Bardzo dobrze pamiętam hity Perfectu z tamtego okresu. Później, gdy zacząłem profesjonalnie tańczyć, udzielać lekcji, to w każdą sylwestrową noc pracowałem. Ale taka jest rola tancerza. Sylwester to występy przed publicznością, a dla choreografa często wielkie przedsięwzięcia, stres...

Pamiętasz szczególnie jakiś sylwestrowy rok?

W 2000 roku robiliśmy niesamowite widowisko, transmitowane na cały świat. O pomyłce czy wpadce nie było mowy. Był siarczysty mróz. Teatr Wielki wizualnie miał się zamienić w wielki tort ze świeczkami. Pamiętam do dziś panikę, kiedy jedna z wielkich lamp-świeczek nie chciała się zapalić. Na szczęście udało nam się wybrnąć.

Od lat pracujesz z gwiazdami. Zdradzisz jak to z nimi jest?

Zawsze gdy z nimi pracuję, przekonuję się, że nie przez przypadek noszą miano gwiazd. Są profesjonalne, zdyscyplinowane, a przede wszystkim wiedzą co chcą osiągnąć na scenie.

Z którą gwiazdą pracujesz najdłużej?

Z Marylą Rodowicz, już od kilkunastu lat.

I...

Jest profesjonalistką w każdym calu. Zawsze ma oryginalny pomysł na siebie.

Niezapomniany strój na scenie...

I nad każdym koncertem pracuje z nieprawdopodobną pasją i energią. Kocha i czuje publiczność, nie boi się wyzwań i ryzyka.

A jak pracuje się z Edytą Górniak?

Mam wrażenie, że ona panuje nad wszystkim. Nad choreografią, światłem. Jest taką „multiwizjonerką” swojego show. Wchodząc na scenę, zwraca uwagę na to, czy tancerze są równo ustawieni, czy dany ruch jest muzyczny. Praca z nią jest wielkim wyzwaniem. Jeśli już pytasz o gwiazdy, to uwielbiam też pracować z Kayah, Beatą Kozidrak, Natalią Kukulską, Justyną Steczkowską. To są naprawdę niezapomniane artystyczne przeżycia.

A ty tańczysz jeszcze?

Cały czas dla siebie i oczywiście na próbach. Ale chyba można powiedzieć, że zawodowstwo i publiczne występy mam za sobą.

Ale w ubiegłym roku w programie „You Can Dance – Po Prostu Tańcz!” pokazałeś na co cię stać, zatańczyłeś ognistą salsę.

I przyznam szczerze, że było to dla mnie wyjątkowe przeżycie. Może w tym roku też coś wymyślę ze swoim udziałem (śmiech).

A w którym tańcu czujesz się najlepiej?

Zdecydowanie w rumbie. Bo tam mężczyzna i kobieta są na swoim miejscu. On temperamen- tny, energetyczny, chce ją zdobyć, a ona uwodzi, wymyka się, podejmuje grę. Jest namiętnie i bardzo zmysłowo.

To taniec miłości... Wracając do minionego roku, był czas na podsumowanie?

To był świetny rok pod względem zawodowym. Przygotowałem choreografię do filmu „Wszystko gra”, a także do serialu „Bodo”. Za mną świetne edycje programów „You Can Dance – Po Prostu Tańcz! i „Mam Talent!”. Otworzyłem kolejną szkołę tańca Egurrola Dance Studio, więc artystycznie rok należy do udanych. Rozliczenie z życiem osobistym zostawiam dla siebie, ale na pewno ubyło mi parę kilogramów i bardzo się z tego cieszę.

A czy ubiegły rok zmienił coś w tobie?

Na pewno staram się mieć więcej dystansu do wszystkiego, znajdować przestrzeń dla siebie. I chyba jak każdy, wciąż pracuję nad sobą, by być coraz lepszym człowiekiem. Najważniejsze jednak jest to, że wciąż, od dwudziestu lat, są wokół mnie ci sami przyjaciele, którzy dają mi wsparcie.

Córka Carmen przygląda się twojej pracy?

Oczywiście. Często jest ze mną na próbach, chodzi też na zajęcia taneczne. Taniec jest dla niej coraz ważniejszy. Dużo rozmawiamy, widzę jak jest za- angażowana.

I pewnie trzyma kciuki za twoją nominację do Telekamery dla najlepszego jurora.

Tak, trzyma mocno. Jestem szczęśliwy, że nominowano mnie już po raz drugi. W ubiegłym roku zdobyłem statuetkę w tej kategorii i cieszyłem się jak dziecko. To bardzo ważna nagroda przyznawana przez widzów. Jestem dumny z tego, że doceniają to co robię i darzą mnie zaufaniem. Kolejna nominacja dowodzi, że nie obniżam lotów. Mam nadzieję, że uda mi się obronić tytuł.

A czy w tym roku wybierzesz się z córką na Kubę, do twojego ojca?

Bardzo bym chciał pojechać z nią na Kubę, ale sytuacja tam musi się ustabilizować. Z drugiej strony, w tym roku mam jubileusz 25-lecia mojej szkoły, a za chwilę zaczynam pracę nad autorskim spektaklem „Boxality” z tancerzami grupy VOLT. Większość z nich jest też finalistami programu „You Can Dance”, premiera już 8 marca. Jestem więc wciąż w wirze pracy. Ale Carmen ma kontakt z dziadkiem. Piszą do siebie e-maile, rozmawiają o wspólnej pasji – zwierzętach. Jest między nimi więź.

Aleksandra Jarosz

Świat & Ludzie

Zobacz również

  • Zaangażowała się w kampanię społeczną Ogólnopolskiej Organizacji Kwiat Kobiecości, by ratować kobiety przed rakiem szyjki macicy. Tegoroczna akcja przebiega pod hasłem: „Wpadnij na... więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.