Reklama
  • Czwartek, 17 lipca 2014 (11:05)

    Aleksandra Seghi: Mój romans z kuchnią włoską

Kulinarna jazda przez regiony Półwyspu Apenińskiego, czyli Domowa kuchnia włoska. Aleksandra Seghi, autorka książki, opowiada o swoim szczęśliwym romansie z kuchnią Italii.

Zdjęcie

Aleksandra Seghi  Domowa kuchnia włoska, Wydawnictwo SBM /Mat. Prasowe
Aleksandra Seghi Domowa kuchnia włoska, Wydawnictwo SBM
/Mat. Prasowe

Wyłącznie domowe receptury zebrane podczas podróży i licznych rozmów, czyli wiarygodne podstawy kuchni włoskiej dla wszystkich. Wiarygodne tym bardziej, że autorka od lat mieszka we Włoszech, prowadzi kursy gotowania i zawodowo pisuje o tamtejszej kuchni na swoim blogu i w książkach.

Reklama

Twój STYL: Pani przygoda z Toskanią wygląda jak realizacja mitu z niezliczonych książek o „nowym życiu” gdzieś nad Morzem Śródziemnym. I jeszcze to gotowanie... Jak się Pani udało?

Aleksandra Seghi: Studiowałam italianistykę i wyjeżdżałam na kursy językowe do włoskich szkół. W jednej z nich zrobiłam kurs gotowania. Potem poznałam Toskańczyka, zakochałam się, w końcu pobraliśmy się i osiadłam we Włoszech na stałe.

TS: A gdzie odbywał się pierwszy kurs kulinarny, w którym wzięła Pani udział?

AS: We Florencji. Włoch, który go prowadził, używał wyłącznie świeżych składników. Pamiętam pierwsze zetknięcie z bazylią, jej zapach. Mięta, tymianek, rozmaryn – całe to bogactwo ziół było oszałamiające. W polskiej kuchni królował wtedy suszony majeranek; potem wraz z pizzą weszło w obieg oregano, świeżych ziół w ogóle się nie używało...

TS: Skąd bierze Pani przepisy do swoich książek? Od teściowej?

AS: Teściowa nie chce ich zdradzać. Trzyma je głęboko ukryte. Przepisy powstawały przede wszystkim na podstawie rozmów z ludźmi. Szukam prawdzi- wych receptur u rdzennych mieszkańców, rozmawiam z ludźmi starymi. Moi rozmówcy sami gotują w domu, sami zagniatają makaron itd.

TS: W swoich książkach często powołuje się Pani na znajomych, przyjaciół. Dużo się w tym Pani środowisku rozmawia o kuchni.

AS: Tak, we Włoszech wszystko krąży wokół jedzenia. Stoimy np. na przystanku, czekamy i ktoś zaraz pyta: „Byli wczoraj goście? Co jedliście?”, starsze panie chwalą się wypiekami. Zawsze mnie to ciekawi. Lubię rozmawiać z ludźmi, jeżdżę na targi kulinarne, festyny poświęcone rozmaitym potrawom. Lubię wejść za kulisy, zobaczyć, jak tam mieszają, jak kroją...

TS: Jakich nawyków kulinarnych nabrała Pani we Włoszech?

AS: Kupuję tylko świeże, ekologiczne produkty z targu, na tarasie mam mały ogródek, żadnych mrożonek. Jedyne, co można u mnie znaleźć w zamrażarce, to pokrojona w kosteczkę dynia. Co roku znajomi, którzy mają kawałek ziemi, obdarowują mnie właśnie dyniami. Kiedyś mroziłam jeszcze kasztany, ale doszłam do wniosku, że to nie ma sensu. Tracą smak. Poza tym gotuję na spokojnie. Myślę, że trzeba być zrelaksowanym, żeby coś dobrze ugotować.

Zdjęcie

/Mat. Prasowe
/Mat. Prasowe

Zapiski z podróży

Zdjęcie

/Mat. Prasowe
/Mat. Prasowe

Podróżować można na różne sposoby. Wiedzą o tym pisarze, ruszając w drogę na miarę własnego temperamentu. Trzy nowości i trzy style podróżowania. Wybierzmy, który nam najbliższy.

Krzysztof Varga po świetnym Gulaszu z turula kontynuuje trasę przez rodzinne Węgry w Czardaszu z mangalicą.

To zbiór ocierających się o reportaż esejów o antropologicznym zacięciu z istotnym wątkiem kulinarnym.

Chwilami zabawnie, chwilami wzruszająco i bardzo osobiście. Językowo – rozkosz. Zeszyty Literackie z kolei złożyły podróżniczy drobiazg z odnalezionych pism Zbigniewa Herberta.

Tytuł nawiązuje do niezapomnianego Barbarzyńcy w ogrodzie. Kilka erudycyjnych miniesejów przypomina tamten klasyczny dziś zbiór. Oprócz nich wśród niepublikowanych znalezisk także impresyjka na temat irlandzkiej wyspy Iona, drobiazg o Montaigne’u i dwa „podróżnicze” wiersze. Inny rodzaj podróży podjęła reporterka Aleksandra Gumowska.

Niemal wiek po słynnej wyprawie Bronisława Malinowskiego postanowiła sprawdzić, jak dziś wygląda „życie seksualne dzikich”. Dotarła na Wyspy Trobrianda. I napisała reportaż. Zaskakujący.

Więcej na temat:Pani | Krzysztof Varga | romans | kuchnia | kuchnia+ | Panie | O.N.A.

Zobacz również

  • Gdy po ukończeniu liceum opuszczał rodzinny dom w Krakowie, mama dała mu łańcuszek z krzyżykiem. To dla niego był ważny życiowy drogowskaz. więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.