Reklama
  • Środa, 19 kwietnia (11:01)

    Andrzej Młynarczyk. Biblia to dla mnie fascynują ca lektura

Gdy po ukończeniu liceum opuszczał rodzinny dom w Krakowie, mama dała mu łańcuszek z krzyżykiem. To dla niego był ważny życiowy drogowskaz.

Podziwia rodziców, którzy przeżyli ze sobą już tyle lat i ciągle się kochają. – Tata wracając do domu, nadal kupuje mamie kwiaty – mówi Andrzej Młynarczyk (36). On sam długo czekał na tę jedyną. Dziś jest zakochany, ale nie chce mówić o swoim życiu prywatnym.

Od jakiegoś czasu otwarcie opowiadasz o wierze.

Reklama

Tęsknota za Panem Bogiem jest od zawsze wpisana w naturę człowieka. Ta tęsknota to jedno z najpiękniejszych uczuć, jakie nam dano. Biblię uważam za fascynującą lekturę, często zaglądam do tej księgi. A rozmowy o sprawach wiary są dla mnie wielką przyjemnością.

Twoja religijność często wystawiana jest na próbę?

Raczej wiara. A że lubię się sprawdzać, to przyjmuję każdą próbę jako wyzwanie.

Koledzy aktorzy nie patrzą na Ciebie z przymrużeniem oka?

Wbrew pozorom nie jest tak źle. Wielu z nich mocno wierzy w Pana Boga, ma bardzo dużą potrzebę miłości i chęć niesienia pomocy, dzielenia się dobrem. Oczywiście są tacy, którzy nie przyznają się do swojej wiary, gdyż boją się odrzucenia i narażenia na śmieszność. Trzeba to zrozumieć. My aktorzy w dużym stopniu jesteśmy zależni od innych, a nasze losy często współgrają z obecną modą. Dzisiejsza nie sprzyja, by mówić otwarcie o swojej wierze.

Uważasz, że to się zmieni?

Tak i nie dlatego, że mody przemijają, bo są niestałe i kruche. Ale dlatego, że wierzę w prawdę, a Bóg jest najważniejszy. W ludziach fascynuje mnie ich wewnętrzna przemiana, to, że potrafią odrodzić się, powstać niczym Feniks z popiołów. Dla mnie najpiękniejsze są  odrodzenia, które pozwalają iść własną ścieżką bez lęku i bez strachu.

Słyszałem, że dość często jeździsz do USA, gdzie poznałeś niezwykłych duchownych.

W ubiegłym roku byłem na pielgrzymce w Pensylwanii, gdzie znajduje się tzw. amerykańska Częstochowa, czyli Sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej z repliką słynnego obrazu. Zaprzyjaźniłem się z ojcami franciszkanami z nowojorskiego Bronxu.

Czy to Ci słynni Bracia z Bronxu, o których napisano też książkę?

Tak, nowa gałąź zakonu Franciszkanów. Ich celem jest praca wśród ludzi zepchniętych na margines życia społecznego: bezdomnych, narkomanów, przestępców i prostytutek. Rozmawiając z nimi, mogłem poznać ich osobiste historie. To ludzie, którzy zanim zostali zakonnikami, przeszli wiele złego, jak i dobrego. Wśród nich jest dawny miliarder, hazardzista czy znany jazzman. Jest też Polak. Ich historie i praca, którą wykonują, nadawałyby się na kilka hitów filmowych w Hollywood.

Mówi się o Tobie „jeden z najprzystojniejszych aktorów”. Uroda Ci pomaga?

W większości przypadków pomaga, choć zdarzyło mi się, że nie zagrałem w jednej z produkcji właśnie z jej powodu. „Jest pan za ładny, za krystaliczny, za czysty. Powinien się pan jakoś ubrudzić” – usłyszałem od jednego z reżyserów. Wierzę, że otrzymując takie przyzwolenie, łatwo wpaść w złe towarzystwo i popłynąć w niebezpiecznym kierunku.

W środowisku aktorskim nie jest to chyba trudne?

Nie widzę specjalnego zepsucia, upadku obyczajów i braku moralności u osób z mojej branży. Z ludźmi, z którymi ja się spotykam, wszystko jest w porządku. Trzymają się trwałych zasad. Pomagają innym i są bardzo oddani pracy.

Rozmawiał: Artur Krasicki

Dobry Tydzień

Zobacz również

  • Przez wiele lat jako terapeutka słuchała uważnie ludzi. Czy to doświadczenie inspiruje Panią Karolinę do pisania? Mówi, że tak. Podobno najlepsze scenariusze pisze samo życie. więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.