Reklama
  • Środa, 25 stycznia (15:00)

    Anna Guzik: Każdego dnia staram się doceniać to co mam

Pojawienie się na świecie dzieci zmieniło ją i życie, które do tej pory wiodła. Jaką jest mamą? Bardzo zorganizowaną, ale przede wszystkim szczęśliwą!

O życiowych zmianach, mobi lizacji rodzicielskiej i harcie ducha, wyniesionym ze sportowej przeszłości, rozmawiam z aktorką Anną Guzik (40) w niezwykle szczerym wywiadzie.

Reklama

Jak czujesz się w roli mamy bliźniaczek?

Nie nazywamy naszych dziewczyn bliźniaczkami, bo w ten sposób traktowalibyśmy je jako jedną osobę. Są naszymi córeczkami, do każdej i o każdej mówimy po imieniu. Bycie podwójną mamą to oczywiście duże wyzwanie, ale też i ogromna, podwójna radość.

I jest też dużo pracy, właściwie dwa razy więcej...

Nie mam porównania, więc się nad tym nie zastanawiam. Na szczęście nie jestem w tym wszystkim sama. Mam pomoc najbliższych, a to niezwykle ważne, zwłaszcza na początku, kiedy obowiązków jest tak wiele.

Pamiętasz, co cię zaskoczyło, kiedy w twoim życiu pojawiły się dziewczynki?

Mentalnie i merytorycznie byłam przygotowana na ich przyjście, ale to co mnie naprawdę uderzyło z ogromną siłą, to odpowiedzialność, która spadła na moje barki, kiedy miałam zabrać te kruszynki ze szpitala do domu. Odpowiedzialność za ludzkie życie to jest naprawdę coś wielkiego.

Ktoś ci doradzał jako debiutującej mamie?

To zabawne, bo każda z moich znajomych miała zupełnie różne rodzicielskie doświadczenia i prawie każda uważała, że tak jest ze wszystkimi dziećmi (śmiech).

Stwierdziłam więc, że muszę wsłuchać się w siebie i działać instynktownie. Każde dziecko jest inne i ma troszkę inne potrzeby. Te podstawowe są oczywiście takie same, ale już indywidualne preferencje bywają zupełnie różne. Myślę, że trzeba zawierzyć intuicji i instynktowi macierzyńskiemu.

Zatem – jaką jesteś mamą?

Na pewno zorganizowaną i trochę nadopiekuńczą. Zawsze miałam sporą wyobraźnię i wiem, co może przydarzyć się ludziom nawet jeśli nie kuszą losu…

A zdarzyło ci się jako dziecku niebezpiecznie bawić?

Generalnie byłam grzeczną dziewczynką, ale miałam kuzyna, którego uwielbiałam, a który bardzo lubił igrać z losem. Kiedy wymyślał jakąś zabawę, nie potrafiłam mu odmówić. Bawiliśmy się więc na torach kolejowych, przechodziliśmy nad rwącą rzeką po wąziutkiej kładce bez zabezpieczeń, skakaliśmy z nasypów w piaskowni. Już wtedy podejrzewałam, że nie jest to do końca bezpieczne, ale zabawa była przednia (śmiech).

A skąd u ciebie miłość do piłki ręcznej? Przez osiem lat ją trenowałaś. Zdobyłaś nawet brązowy medal podczas Akademickich Mistrzostw Polski.

W mojej szkole po prostu nie było żadnej innej sekcji, a ja chciałam uprawiać sport, więc padło na szczypiorniaka.

Na jakiej pozycji grałaś?

Zaczynałam jako skrzydłowa, ale – ponieważ byłam wysoka – w końcu trafiłam na rozegranie. Po szkolnym klubie był katowicki klub KS Słowian, potem AZS Katowice.

A potem musiałaś podjąć decyzję o przyszłości...

I zdecydowałam się na szkołę teatralną, choć muszę przyznać, że piłka ręczna śniła mi się jeszcze przez lata.

Sport ukształtował twój charakter?

Na pewno uczy dyscypliny, systematyczności, pracy zespołowej i umiejętności przyjmowania ciosów, dosłownie i w przenośni. Nawet jeśli cię to boli i uwiera, musisz uznać, że porażka jest częścią życia, tak samo jak sukces. Przegrana mobilizuje do pracy i analizy, co poszło nie tak, w czym zawiniłam, a co było poza moją kontrolą. To bardzo przydatne cechy w moim zawodzie.

W aktorstwie zdarzały ci się porażki, jakaś rola przeszła obok ciebie?

Tylko nieudana rola jest dla mnie porażką w tym zawodzie. Zupełnie inną kategorią są role, których nie zagrałam, choć zostały mi zaproponowane. Przeszły obok mnie, bo np. wybrałam inny projekt. I żałuję każdej roli, którą oddałam, bo wiem, że każda z nich byłaby niesamowitą przygodą. A ja kocham przygody i niewiadomą, która się za nimi kryje.

Utrzymały się jakieś przyjaźnie z tego twojego „sportowego” okresu życia?

Mam kontakt z niektórymi koleżankami z mojej byłej drużyny. To naprawdę świetne kobiety, dla których, tak jak i dla mnie, sport był i jest ważny. Bywają u mnie od czasu do czasu na spektaklach w Bielsku-Białej. Ten czas, który przeżyłyśmy razem na treningach, meczach, a przede wszystkim obozach sportowych, był niesamowity, wspominam go z nostalgią. Bywało zabawnie.

Niedawno Agnieszka Chylińska wyznała, że wychowując trójkę dzieci, zapomniała o sobie. Ty się tego nie boisz?

Jestem teraz matką, ale nigdy nie przestałam być aktorką i oczywiście boli mnie, kiedy muszę zrezygnować z kolejnej roli, bo nie dam rady pogodzić jej w tej chwili z wychowaniem dzieci. Staram się jednak schować swoje aktorskie ambicje do kieszeni. Wiem, że ten czas, kiedy dzieci są malutkie, mija bardzo szybko. Teraz cieszę się tym co mam i staram się doceniać to każdego dnia.

Powoli wracasz do teatru w Bielsku-Białej.

Wróciłam do spektakli, które grałam wcześniej, czyli do „Singielki” i „Ifigenii”. I to bardzo ciekawe przeżycie grać spekta- kle po tak długiej przerwie. Tak odmieniona.

A rola Żanety w „Na Wspólnej” jeszcze ci się nie znudziła? Grasz ją od 12 lat.

Wciąż mam wrażenie, jakbym zaczynała tę przygodę wczoraj. Bardzo lubię postać, którą udało mi się stworzyć przez te lata. Gram teraz bardzo intensywny i dramatyczny wątek związany z chorobą córeczki, więc nie mogę narzekać na nudę.

Podziwiam cię, że udaje ci się łączyć wychowanie dzieci z pracą w Bielsku-Białej i Warszawie. Jak ty to robisz?

To jest bardzo skomplikowane wyzwanie logistyczne. I ono by się nie udało, gdyby nie moi najbliżsi. Planuję moje wyjazdy służbowe do Warszawy ze sporym wyprzedzeniem, więc wszyscy jesteśmy na nie dobrze przygotowani.

A macie z mężem Wojciechem jeszcze w tym wszystkim czas tylko dla siebie?

Córeczki są w centrum naszego życia, zmieniły je, ale to my jesteśmy powodem, dla którego znalazły się na tym świecie. Staramy się nie zapominać o sobie nawzajem i o tym, co lubimy robić. Mamy teraz mniej czasu, to oczywiste, więc ten czas spędzony wspólnie jest dla nas tym bardziej cenny.

Zdarza ci się zabierać dziewczynki do pracy?

Jeszcze nie, ale na pewno pokażę im gdzie pracuję i na czym polega moja praca.

Może i one pójdą w twoje ślady?

Staram się nie wybiegać myślami aż tak daleko. Ale myślę, że nie będę im stawiała ograniczeń. Zostaną tym, kim będą chciały. Oczywiście w granicach rozsądku! (śmiech).

Aleksandra Jarosz

Świat & Ludzie

Zobacz również

  • Z niecierpliwością czekamy na chyba najgorętszą premierę wiosny. W „Belle Epoque” zobaczymy Magdalenę cielecką. Udało nam się porozmawiać z aktorką na planie serialu. więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.