Reklama
  • Środa, 22 lutego (08:05)

    Anna Guzik. Mam podwójną radość

Wychowana w śląskiej tradycyjnej rodzinie marzyła o własnym domu. Dziś jest szczęśliwą żoną i mamą bliźniaczek: Barbary oraz Niny.

Jej bohaterka w „Na Wspólnej” ma problemy z córką. Mania cierpi na padaczkę lekooporną. – Sprawy związane z dziećmi dotykają mnie osobiście.  Jednak grając dramatyczne sceny, korzystam przede wszystkim z własnej intuicji oraz wyobraźni. Nie myślę o tym, że teraz sama jestem matką – mówi nam Anna Guzik (40).

Po urodzeniu bliźniaczek z radością wróciła Pani do pracy?

Reklama

Zawsze wracam z radością, bo praca to motor, który mnie napędza. Odkąd jednak na świecie są moje dziewczynki, wymaga to ode mnie dużego zaangażowania sił i dobrej logistyki. Bycie podwójną mamą to podwójna radość i szczęście, ale też spore wyzwanie.  Przy dzieciach życie staje na głowie. To, co do tej pory wydawało się proste, już takie nie jest. Ale jestem dość dobrze zorganizowana. Mogę też liczyć na pomoc męża i rodziny.

Ciąża Pani bardzo służyła...

Doskonale się czułam. Miałam dobrą motywację, by prowadzić zdrowy tryb życia. Przez kilka miesięcy w ogóle nie jadłam słodyczy, ważna też była jakość produktów, regularność posiłków. Wiedziałam, że zaspokajam nie tylko swój głód.

Na jakie dziewczynki chciałaby Pani wychować córki?

Na szczęśliwe. Będę chciała im przekazać te wartości, które sama wyniosłam z rodzinnego domu.

Mówi Pani, że to: pracowitość, uczciwość, lojalność, pokora i wiara. Zacznijmy od pracowitości. Jest Pani pracoholiczką?

Nie, bo bardzo lubię i potrafię wypoczywać. Urodziłam się 15 sierpnia w niedzielę, i to w święto, więc troszkę lenia we mnie siedzi, ale to chyba bardziej dotyczy zajęć domowych. W pracy zawodowej staram się nie odpuszczać, za każdym razem sprawdzam się na nowo. Wróciłam do serialu, do teatru, można mnie oglądać m.in. w monodramie „Singielka” i do innych zajęć zawodowych m.in. recitali.

Wspomniała Pani o zajęciach domowych, ale przecież jest Pani Ślązaczką i porządek w domu musi być.

Oczywiście, że tak, uwielbiam porządek, ale już jakiś czas temu okazało się, że nie da się wszystkiego robić na sto procent, zawsze któraś dziedzina szwankuje. Proszę mi wierzyć, próbowałam, ale kończyło się irytacją albo niedosypianiem. Dlatego musiałam ustalić priorytety. Teraz najważniejsze są dzieci, dom i praca, a przy sprzątaniu, raz w tygodniu, pomaga mi profesjonalistka. Tak jest zdecydowanie efektywniej. Zaoszczędzony czas mogę poświęcić dzieciom lub pracy.

Uczciwość, lojalność, pokora...

To ważne wartości, zarówno w sferze prywatnej, jak i zawodowej. Staram się otaczać ludźmi, którzy są wobec mnie w porządku i odwdzięczam się tym samym. Zawodowo nie lubię chałturnictwa i lekceważenia widza. Każdy widz jest dla mnie ważny i chcę, żeby spotykając mnie, coś przeżył i wyniósł: śmiech, wzruszenie, rozrywkę czy też odrobinę przemyśleń.

Staram się być lojalna wobec najbliższych i współpracowników i tego samego wymagam w zamian, a co do pokory… No cóż, życie uczy nas pokory,  scena również. Zdaję sobie sprawę, że nie jestem pępkiem świata, zawsze znajdą się ode mnie lepsi, zdolniejsi, coś mi może nie wyjść, ale znam swoją wartość i wiem, co chcę ludziom przekazać. A ewentualne porażki przyjmuję ze spokojem, podnoszę się i idę dalej.

Wiara jest dla Pani bardzo ważna, choć wiem, że miała Pani chwile buntu...

Jeszcze w podstawówce przestałam chodzić do kościoła. Zawsze jednak wierzyłam w Boga, raczej miałam problem z instytucją Kościoła. Ale potem sama odbudowałam mój świat wiary i odczułam potrzebę praktykowania, bycia we wspólnocie religijnej. Kiedy modlę się w kościele, czuję inny rodzaj skupienia, wyciszenia, mam świadomość tego, że jestem blisko Boga.

Dzięki wierze nie przejmuję się drobiazgami. Bo wiara jest takim buforem bezpieczeństwa. Jeśli coś ci nie wyjdzie, to znaczy, że tak musiało być. Ty zrobiłeś wszystko, co do ciebie należy, ale nie wszystko zależy przecież od ciebie. Wiara daje spokój. A co do instytucji, no cóż, tworzą ją ludzie, a ludzie bywają omylni.

Dom w Bielsku to Pani azyl?

Pamiętam z dzieciństwa dom z ogródkiem u babci, drzewo, a pod nim stół, przy którym spotykała się cała rodzina. Marzyłam o takim domu. Bardzo się cieszę, że moje życie tak się ułożyło. W Bielsku-Białej nabieram dystansu do świata show-biznesu. To oczywiście istotne, żeby pracować, spełniać się, ale nie można zapominać, że są sprawy ważniejsze i najważniejsze. Poza tym w domu z widokiem na góry wypoczywa się zupełnie inaczej.

Co jest podstawą dobrego związku według Pani?

Poza miłością, absolutnie najważniejsze są zaufanie i wzajemny szacunek. Często kobiety i mężczyźni inaczej interpretują te same zdarzenia. Trzeba szczerze rozmawiać, wyjaśniać sprawy od razu, nie zostawiać miejsca na niedomówienia. Wykonuję taki zawód, że często jestem poza domem.

Gdybyśmy z mężem nie mieli do siebie zaufania,  trudno byłoby nam razem żyć. Poza tym zawsze trzeba się starać o tę drugą osobę. Nie zapominać o niej. No i dobrze mieć wspólne pasje. One sprawiają, że spędzamy ze sobą beztroski czas i mamy co wspominać.

Rozmawiała: Ewa Modrzejewska

Szczęśliwa mama

Aktorka wspomina moment, kiedy opuszczała szpital po porodzie. – Poczułam się odpowiedzialna za życie tych kruszynek. To było przejmujące – mówi gwiazda. Basia i Nina w marcu skończą roczek.

Dobry Tydzień

Zobacz również

  • Gdy po ukończeniu liceum opuszczał rodzinny dom w Krakowie, mama dała mu łańcuszek z krzyżykiem. To dla niego był ważny życiowy drogowskaz. więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.