Reklama
  • Piątek, 10 marca (09:40)

    Anna Lucińska. Mam dużo szczęścia

W Leśnej Górze gra spokojną pielęgniarkę. Prywatnie za to jest wulkanem energii. Ma mnóstwo zawodowych planów. – Będzie o mnie głośno – zapowiada aktorka.

Od blisko czterech lat gra Pani w „Na dobre i na złe” pielęgniarkę Annę Styczeń. To niezwykle spokojna osoba.

Reklama

Może gdyby miała na nazwisko Lipiec lub Sierpień, byłaby gorętsza. Jest moim przeciwieństwem. Ja idę do przodu, stawiam sobie cele i je konsekwentnie realizuję. Szukam, próbuję, a jak coś się nie udaje, to wyciągam z tego lekcje i mądrzejsza o nowe doświadczenie idę dalej.

Ania Styczeń jest spokojna i miła, a ja jestem „tylko” miła, bo spokojna na pewno nie. (śmiech)

Przyznała Pani, że chciałaby, aby Anna miała romans. Jest szansa, by scenarzyści spełnili to marzenie?

Każda kobieta marzy, żeby się zakochać. I tu akurat mam ze swoją bohaterką wiele wspólnego. (śmiech) Korzystając z okazji, pragnę oficjalnie poprosić scenarzystów o ukłon w stronę mojej bohaterki. Nie musi to być love story między Anną a doktorem Falkowiczem. W Leśnej Górze jest wielu przystojnych lekarzy.

Skąd wzięło się Pani zamiłowanie do aktorstwa? Zaczynała Pani karierę jako modelka.

W wieku 18 lat zaczęłam chodzić na castingi reklamowe i gdy byłam na jednym z nich, reżyserka zapytała, czy nie chciałabym przyjść na casting do serialu „Plebania”. Pomyślałam, przygotowałam się i poszłam.

Kiedy zobaczyłam, że takich jak ja jest około 80 dziewczyn, stwierdziłam, że nie mam szans. Weszłam do studia przekonana, że nie wygram. Dzięki temu, że się nie denerwowałam, wypadłam naturalnie i dostałam rolę. Gdy znalazłam się na planie serialu, stwierdziłam, że to jest dokładnie to, co chcę w życiu robić.

Grała Pani także w zagranicznych produkcjach, m.in. w serialu „CSI – Kryminalne zagadki Las Vegas” – jak to się robi?

Mieszkałam w Los Angeles przez 4 lata. Pracowałam i uczyłam się w trzech szkołach aktorskich. Poznany w jednej z nich znajomy zaprosił mnie do udziału w tej produkcji. To był wprawdzie tylko epizod, ale praca na planie była niesamowita.

Niedawno weszła do kin komedia „Po prostu przyjaźń”, w której gra Pani u boku Piotra Stramowskiego. Lubi Pani ten gatunek filmowy?

Bardzo. Najlepiej się w tym gatunku czuję. Ale i tak koleżanki zazdroszczą mi przede wszystkim tego, że grałam dziewczynę Piotrka i jeszcze się z nim całowałam!

To były pocałunki „służbowe”, Piotrek jest profesjonalistą, ja też, więc Kasia Warnke nie ma powodów do zazdrości.

Rozmawiała Joanna Bogiel-Jażdżyk

Tele Tydzień

Zobacz również

  • Monika zalewska, reporterka „Wydarzeń”, jest ekspertką od spraw medycznych. Dlatego właśnie ją zapytaliśmy, czy w obliczu nowych pomysłów ministra zdrowia pacjenci mają powody do obaw. więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.