Reklama
  • Wtorek, 28 lutego (08:05)

    Anna Seniuk. W życiu trzeba umieć dzielić się i dawać

Życie w świetle fleszy omija szerokim łukiem. Niezwykle skromna, sentymentalna, z ogromnym poczuciem humoru. Święta? Tylko rodzinnie.

Reklama

Gdyby nie książka „Nietypowa baba jestem”, którą napisała jej córka Magdale- na Małecka-Wippich, prywatnie o Annie Seniuk (74) wiedzielibyśmy niewiele. Od zwierzeń o sobie woli pracę w teatrze i w szkole aktorskiej, spotkania z publicznością, pomoc innym, wakacje na wsi i zabawy z czwórką wnucząt. Bo taka już jest... nietypowa.

Naprawdę to pani namówiła córkę Magdalenę, aby napisała o pani książkę?

Tak. Chciałam uporządkować historię mojej rodziny, pozostawić na kartach papieru swój prawdziwy obraz. Bo zazwyczaj jest tak, że dzieci czy wnuki zaczynają interesować się dziejami rodziny, kiedy już jest za późno.

To bardzo szczera i odważna rozmowa. Odpowiada pani na wszystkie trudne pytania nurtujące dorosłą córkę, m.in. o życie z mężem, walkę z nowotworem piersi, wiarę. Był jakiś fragment, do którego miała pani wątpliwości?

Tak, było ich wiele. Ale to nie jest książka dla tych, którzy oczekują bardzo prywatnych i zaskakujących zwierzeń. Nie jestem skandalistką, a nasze rodzinne sprawy pozostawiam w domu. Ja już taka Dulska jestem (śmiech). To książka o życiu – pięknym, trudnym, niejednokrotnie samotnym, ale w gruncie rzeczy szczęśliwym. To książka o moich przyjaciołach, podróżach i pasjach.

Pani córka miała jednak z panią nie lada problem, bo pani ciągle gdzieś pędzi. Co dziś tak wypełnia pani dzień?

Mam etat w Teatrze Narodowym, uczę w Akademii Teatralnej, reżyseruję, jeżdżę na spotkania z publicznością, udzielam wywiadów, tak jak dziś pani. Mam czwórkę wnuków, nie omijam akcji charytatywnych i...

Wystarczy! Zaczynam podejrzewać, że pani dzień ma więcej niż 24 godziny. W książce mówi pani również rzecz bardzo cenną, że w życiu najważniejsze jest, żeby umieć się dzielić i dawać.

Trzeba przede wszystkim dawać innym swój czas, wysłuchać, przytulić. Oczywiście najprościej i najłatwiej jest dawać pieniądze, a to przecież nie to samo.

Choć czasem tym głównym problemem jest właśnie brak pieniędzy.

Tak też się przecież zdarza. Sama w młodości miałam takie momenty, że musiałam pożyczać do pierwszego. I wtedy na mo- jej drodze pojawiali się dobrzy ludzie.

Ale z drugiej strony pani podobno zapomina o sobie, swoim zdrowiu, bardziej liczy się ten drugi człowiek!

To prawda, ale do momentu, kiedy dolegliwości dają się ostro we znaki: a to naderwane ścięgno, a to ból kolana czy kłopoty ze wzrokiem. Wtedy interweniuję.

Ma pani ogromny sentyment do pamiątek. W pani domu jest mnóstwo pamiątek rodzinnych – po pradziadkach, dziadkach, rodzicach, ale też kupione gdzieś na targu starocie. Skąd ta pasja zbieractwa?

Kiedy przyjechałam z rodziną ze Wschodu, nie mieliśmy prawie niczego. Rodzina po wygnaniu rozproszyła się po Polsce w poszukiwaniu swojego miejsca i pracy. Trudno było spotkać się nawet na święta. Te pamiątki to próba ocalenia wspomnień o nich.

A która ma dla pani największe znaczenie?

To pamiętnik cioci Małgorzaty Magerlowej, siostry mojej babci, a właściwie sztambuch, w rzeźbionych, drewnianych okładkach, spisany od końca XIX wieku aż do lat 30. XX wieku. Jest ręcznie zdobiony akwarelami, z wklejanymi listkami, zasuszonymi kwiatkami.

Współczesny świat jest zupełnie inny niż ten, w którym żyli nasi pradziadkowie i dziadkowie, a nawet w którym żyła dawniej pani. Czego pani w nim dziś najbardziej brakuje?

Raczej czego jest zanadto! To przyspieszenie życia, tempo, pośpiech. Ludzie chcą szybko osiągnąć sukces, pieniądze, chłopcy chcą szybko zdobyć dziewczynę... Jest w tym jakaś powierzchowność, jednorazowość. Na szczęście nie zmienia się za to w ludziach jedno – uczucia, bo ludzie wciąż mają te sa- me pragnienia.

Zmienił się też status bycia gwiazdą. Czasem wystarczy pięknie się ubrać, bywać na imprezach i fotografować na ściankach... Pani konsekwentnie nie bywa na przyjęciach, jubileuszach...

Wyobraża mnie sobie pani na ściance? (śmiech). Najlepiej dziś czuję się w gronie moich przyjaciółek i na wsi – w dresie i w kaloszach.

I to jest pani fenomen, pani nie trzeba tego upiększenia, tego blichtru, by być docenioną. A ma pani dziś jeszcze jakieś marzenia?

Zacytuję to, co powiedziałam kiedyś mojej córce: „Żeby broń Boże nie przyszedł taki czas, kiedy będę siedziała bezmyślnie w oknie z łokciami na poduszce”. Krótko mówiąc – żebym jak najdłużej mogła pracować i była aktywną.

Postój akurat pani nie gro- zi. Pani kocha swoją pracę, uwielbia podróżować, poza tym ma pani wspaniałe dzieci. Z córką Magdaleną ma dziś pani świetne relacje, syn Grzegorz to ceniony aktor. Jak to się pani udało?

Pogodzenie aktorstwa z wychowaniem dwójki dzieci to wielkie wyzwanie. Ciągle brakowało mi czasu, ciągle byłam zmęczona. Dlatego przez mój dom przewinęło się kilkanaście niań, a jak musiałam zostawiać dom, bo wyjeżdżałam do pracy za granicę, to ze wszystkim dzielnie radził sobie mój mąż Maciej Małecki.

Pani dzieci wychowują swoje pociechy podobnie czy już jednak inaczej?

Dają na pewno moim wnukom więcej swobody. Jak ich dzieci chcą wejść w kałużę, to im tego nie bronią. Nie ma problemu, że się ubrudzą. W tych kwestiach byłam bardziej zasadnicza.

A pani jaką jest babcią? Słyszałam, że bardzo opiekuńczą.

Wydaje mi się, że idealną (śmiech). Gdy mają katar, natychmiast biegnę do nich z moim lekarstwem – sokiem z cebulki lub sokiem z malin.

To proszę jeszcze zdradzić jak spędzi pani święta?

Niezmiennie tak samo, jak od kilkudziesięciu lat, rodzinnie. Będzie barszcz z uszkami, karp, pierogi, kutia. Do dziś pamiętam rytuał przyrządzania kutii w moim rodzinnym domu. Pszenicę trzeba było sparzyć, zawinąć w lniany woreczek, potem tłuc wałkiem w worku i po wyjęciu przebierać. I pamiętam, że jako dziecko na święta bardzo czekałam, bo była to jedna z niewielu okazji, kiedy dostawało się prezenty. To był magiczny czas.

A czego życzy sobie pani w przyszłym roku?

A czego pani by mi życzyła?

Przede wszystkim, żeby się pani nie zmieniała! Aby była pani zdrowa, aby dzieci były szczęśliwe, wnuki wspaniałe i żeby powstała jeszcze jakaś książka o pani. A może już czas na biograficzny film?

Bardzo pani dziękuję, to są piękne życzenia.

Świat & Ludzie

Zobacz również

  • Zaangażowała się w kampanię społeczną Ogólnopolskiej Organizacji Kwiat Kobiecości, by ratować kobiety przed rakiem szyjki macicy. Tegoroczna akcja przebiega pod hasłem: „Wpadnij na... więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.