Reklama
  • Wtorek, 28 lutego (11:05)

    Ewa Wachowicz. Jak dbać o siebie?

Zapytaliśmy Ewę Wachowicz, kobietę wielu pasji, jakie ma plany na 2017 rok. Poprosiliśmy też o wskazówki dla osób, które po świątecznym nieumiarkowaniu w jedzeniu zamierzają rozpocząć walkę z dodatkowymi kilogramami.

Podobno nie robi Pani postanowień noworocznych?

Lubię siebie, staram się sprawiać sobie różne przyjemności i nieustająco o pewne sprawy dbać. Sylwester czy Nowy Rok nie są dla mnie momentem przełomowym. To raczej czas podsumowań. Zastanawiam się, czy to, co sobie wymyśliłam lub założyłam, udało się zrealizować.

Reklama

Bywa Pani wówczas krytyczna?

Jestem optymistką, taki już mam charakter. Zawsze wstaję prawą nogą i to jest świadoma decyzja. Entuzjastycznie podchodzę do rzeczywistości, pomimo wszystko. Nawet jeśli okazuje się, że coś mi nie wyszło... Na przykład od dawna nie miałam czasu umyć samochodu. Myślę sobie wtedy: „Jesteś mistrzem świata. Nikt nie ma tak brudnego auta, jak ty” (śmiech).

Gdyby zatem miała Pani podsumować mijające 12 miesięcy?

Bilans wychodzi na plus! Udało mi się wejść na najwyższy wulkan świata, Ojos del Salado. To dla mnie wielka rzecz. Zwłaszcza że w 2016 roku tego samego dokonało tylko dziesięć osób! Pozostał mi więc już tylko jeden szczyt Korony Wulkanów Ziemi do zdobycia. Zawodowo zaś – kolejne edycje „Ewa gotuje” i „Top Chef”, które uważam za bardzo udane.

Ponadto mnóstwo rozmów z fantastycznymi ludźmi podczas spotkań autorskich związanych z moimi książkami. Jest się z czego cieszyć. 

A plany na 2017 rok?

Jeśli wszystko się uda, to w grudniu chciałabym uczestniczyć w wyprawie na Antarktydę na wulkan Mount Sidley, czyli ostatni niezdobyty przeze mnie szczyt Korony Wulkanów Ziemi. Pracuję też nad nową książką pt. „Obiady”, czyli nad zamknięciem tryptyku, do którego należą już wydane „Sałatki” i „Ciasta”. Myślę, że tuż po wakacjach będzie gotowa.

Co więcej, ma Pani szansę zdobyć Telekamerę „Tele Tygodnia”.

Jestem dumna z tej nominacji. I szczęśliwa. W mediach pracuję od wielu lat i przecież robię programy nie dla siebie, tylko dla widzów.

Sporo kobiet w Nowy Rok postanawia przejść na dietę. Miałaby Pani dla nich radę?

Po cudownej świątecznej rozpuście, która absolutnie wszystkim nam się należy, dobrze przez dwa, trzy tygodnie stosować dietę wegańską. Przetestowałam to na sobie. Zimą zdaje się to dość trudne. Choć nie ma aż tylu świeżych warzyw, co latem, nie zapominajmy, że są jeszcze kasze, a także przyprawy: imbir, curry, które rozgrzewają. I według mnie, gdy ktoś chce zimą stosować dietę wegańską, powinien wszystkie posiłki jeść ciepłe.

Dobrze by było, żeby codziennie w jadłospisie znalazła się kasza jaglana. Warto też robić np. zupę z kapusty kiszonej, którą uwielbiam. Ma więcej probiotyków niż te kupowane w aptece. Rzecz jasna, tylko prawdziwa, z beczki czy z kubełka z oddychającą folią, pod żadnym pozorem nie z worka foliowego!

Czyli wychładzanie organizmu jest niewskazane?

Jesienią i zimą musimy dbać, żeby nie powodować tego dodatkowo jedzeniem. Odpadają więc cytrusy. Nie ma nic gorszego niż wychładzanie organizmu, bo wtedy zaczyna on magazynować tłuszcz i w konsekwencji przybieramy na wadze.

O czym jeszcze należy pamiętać?

O regularnym spożywaniu posiłków i piciu dużej ilości płynów. Nie lubię słowa „dieta”. Kojarzy mi się z zakazami i przymusem. Załóżmy więc, że nastał czas, gdy chcemy po prostu zadbać o siebie – o zdrowie, cerę i włosy. Dieta to tak naprawdę prawidłowe odżywianie. 

A jak skończymy pierwszy etap?

Cały czas dbamy o siebie, ale zaczynamy wprowadzać do jadłospisu rzeczy, które lubimy. A przede wszystkim te, które mają dobry wpływ na nasz organizm. Według mnie nie istnieje uniwersalny sposób odżywiania. Każdy z nas ma inny metabolizm, kod genetyczny, gospodarkę enzymów i hormonów.

Trzeba słuchać swojego organizmu, bo on wie, co jest dla niego najlepsze. Obserwujmy siebie, czy gdy coś zjemy, nie mamy przypadkiem spadku energii. Ja odstawiłam mleko. W badaniach genetycznych z krwi wyszło, że to słuszna decyzja. 

Rozumiem też, że jest Pani przeciwniczką np. monodiet?

Absolutnie. Jestem zwolenniczką różnorodności, mądrego podejścia do siebie i respektowania tego, w jakim klimacie żyjemy, do jakich produktów mamy dostęp, jaką wykonujemy pracę. Właściwie odżywianie ma nam zapewnić zdrowie, siłę i witalność.

Rozm. M. Pokrycka

Kurier TV

Zobacz również

  • Gdy po ukończeniu liceum opuszczał rodzinny dom w Krakowie, mama dała mu łańcuszek z krzyżykiem. To dla niego był ważny życiowy drogowskaz. więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.