Reklama
  • Piątek, 3 marca (09:40)

    Honorata Witańska. Mundur, poker i...

W roli policjantki ujmuje widzów zdecydowaniem i odwagą. Prywatnie bardzo sobie ceni bliskość i przyjaźń. – A na pierwszym miejscu jest tradycja i rodzina – mówi nam Honorata Witańska.

Reklama

W „Barwach szczęścia” grasz wrażliwą Magdę. W „Policjantkach...” widzimy Cię w zupełnie innej roli. Jak się czujesz, wkładając mundur?

Bardzo dobrze, zwłaszcza że ekipa przyjęła mnie niezwykle ciepło i przyjaźnie. Nawet wstając przed szóstą rano na plan zdjęciowy uśmiechałam się sama do siebie. Mimo intensywnej pracy nie czułam, że jestem w kieracie.

Zdjęcia kręcone są we Wrocławiu, mieście, które bardzo cenię i lubię, i może to właśnie sprawiło, że trafiłam na fantastycznych ludzi. Stolica Dolnego Śląska zawsze kojarzy mi się z otwartością, bezinteresownością, większą radością życia i mniejszym pośpiechem.

Przeszłaś policyjne szkolenie?

Mój serialowy partner Mariusz Węgłowski jest byłym antyterrorystą i często wypytywałam go o różne detale – jak się przeładowuje broń, w których momentach należy jej użyć, w jaki sposób trzymać.

W trakcie zdjęć na strzelnicy również czuwali nad nami fachowcy. Po roli zagubionej, niespełnionej uczuciowo kelnerki Magdy w „Barwach szczęścia”, była to dla mnie fajna odmiana.

Moja postać jest policjantką z krwi i kości, twardo stąpa po ziemi. Jeździ na motorze, pije piwo i gra w pokera.

Co jest dużym atutem tej roli?

Przy zawrotnym tempie realizacji scen nauczyłam się wykorzystywać każdą minutę i wypracowałam sobie błyskawiczną koncentrację. Od dziecka byłam pracowita, więc dobrze się czuję w sytuacjach, kiedy nie wiadomo, w co ręce włożyć!

„Policjantki i policjanci” to serial paradokumentalny. Nie było to dla Ciebie problemem?

Staram się doceniać wszystko, co dostaję od losu, a jeśli gram w tego rodzaju produkcji, korona mi przecież z głowy nie spadnie! Oczywiście mogłam odmówić, ale tego, czego najbardziej u nas w kraju nie lubię, to ciągłego narzekania. Jest źle, gdy nie mamy pracy, jeszcze gorzej, kiedy mamy jej zbyt dużo.

Potraktowałam ten projekt jako ciekawe wyzwanie. Sądzę, że widzowie doceniają „Policjantki i policjantów” za wiarygodność i autentyczność, bo rzeczywistość, która jest tam przedstawiona, nie jest wymuskana, nie pachnie sztucznością.

Jeśli idziemy na interwencję, to rzeczywiście wchodzimy do obskurnego, zatęchłego bloku. Jedynie nasz serialowy komisariat znajduje się w hali zdjęciowej pod Wrocławiem. Poza tym sprawy, które przedstawiamy, są wzięte z policyjnego archiwum, wszystko z prawdziwego życia.

W Twoim zdecydowaniu i otwartości widać śląski charakter.

Pochodzę z Tychów, a tam nieco inaczej niż w Warszawie patrzy się na pewne sprawy. W stolicy brakuje mi głębszych relacji, poczucia, że tradycja i rodzina są ważne.

Kiedy siedzimy w domu przy stole, to nie musimy sięgać do telefonów czy sprawdzać Facebooka. Wolimy ze sobą rozmawiać twarzą w twarz, cieszyć się swoim towarzystwem, a kiedy imprezujemy, to na całego. W mojej rodzinie każdy powód jest dobry do świętowania!

Rozmawiał Artur Krasicki

Tele Tydzień

Zobacz również

  • Gdy po ukończeniu liceum opuszczał rodzinny dom w Krakowie, mama dała mu łańcuszek z krzyżykiem. To dla niego był ważny życiowy drogowskaz. więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.