Reklama
  • Piątek, 3 marca 2017 (09:40)

    Honorata Witańska. Mundur, poker i...

W roli policjantki ujmuje widzów zdecydowaniem i odwagą. Prywatnie bardzo sobie ceni bliskość i przyjaźń. – A na pierwszym miejscu jest tradycja i rodzina – mówi nam Honorata Witańska.

Reklama

W „Barwach szczęścia” grasz wrażliwą Magdę. W „Policjantkach...” widzimy Cię w zupełnie innej roli. Jak się czujesz, wkładając mundur?

Bardzo dobrze, zwłaszcza że ekipa przyjęła mnie niezwykle ciepło i przyjaźnie. Nawet wstając przed szóstą rano na plan zdjęciowy uśmiechałam się sama do siebie. Mimo intensywnej pracy nie czułam, że jestem w kieracie.

Zdjęcia kręcone są we Wrocławiu, mieście, które bardzo cenię i lubię, i może to właśnie sprawiło, że trafiłam na fantastycznych ludzi. Stolica Dolnego Śląska zawsze kojarzy mi się z otwartością, bezinteresownością, większą radością życia i mniejszym pośpiechem.

Przeszłaś policyjne szkolenie?

Mój serialowy partner Mariusz Węgłowski jest byłym antyterrorystą i często wypytywałam go o różne detale – jak się przeładowuje broń, w których momentach należy jej użyć, w jaki sposób trzymać.

W trakcie zdjęć na strzelnicy również czuwali nad nami fachowcy. Po roli zagubionej, niespełnionej uczuciowo kelnerki Magdy w „Barwach szczęścia”, była to dla mnie fajna odmiana.

Moja postać jest policjantką z krwi i kości, twardo stąpa po ziemi. Jeździ na motorze, pije piwo i gra w pokera.

Co jest dużym atutem tej roli?

Przy zawrotnym tempie realizacji scen nauczyłam się wykorzystywać każdą minutę i wypracowałam sobie błyskawiczną koncentrację. Od dziecka byłam pracowita, więc dobrze się czuję w sytuacjach, kiedy nie wiadomo, w co ręce włożyć!

„Policjantki i policjanci” to serial paradokumentalny. Nie było to dla Ciebie problemem?

Staram się doceniać wszystko, co dostaję od losu, a jeśli gram w tego rodzaju produkcji, korona mi przecież z głowy nie spadnie! Oczywiście mogłam odmówić, ale tego, czego najbardziej u nas w kraju nie lubię, to ciągłego narzekania. Jest źle, gdy nie mamy pracy, jeszcze gorzej, kiedy mamy jej zbyt dużo.

Potraktowałam ten projekt jako ciekawe wyzwanie. Sądzę, że widzowie doceniają „Policjantki i policjantów” za wiarygodność i autentyczność, bo rzeczywistość, która jest tam przedstawiona, nie jest wymuskana, nie pachnie sztucznością.

Jeśli idziemy na interwencję, to rzeczywiście wchodzimy do obskurnego, zatęchłego bloku. Jedynie nasz serialowy komisariat znajduje się w hali zdjęciowej pod Wrocławiem. Poza tym sprawy, które przedstawiamy, są wzięte z policyjnego archiwum, wszystko z prawdziwego życia.

W Twoim zdecydowaniu i otwartości widać śląski charakter.

Pochodzę z Tychów, a tam nieco inaczej niż w Warszawie patrzy się na pewne sprawy. W stolicy brakuje mi głębszych relacji, poczucia, że tradycja i rodzina są ważne.

Kiedy siedzimy w domu przy stole, to nie musimy sięgać do telefonów czy sprawdzać Facebooka. Wolimy ze sobą rozmawiać twarzą w twarz, cieszyć się swoim towarzystwem, a kiedy imprezujemy, to na całego. W mojej rodzinie każdy powód jest dobry do świętowania!

Rozmawiał Artur Krasicki

Tele Tydzień

Zobacz również

  • Przez wiele lat jako terapeutka słuchała uważnie ludzi. Czy to doświadczenie inspiruje Panią Karolinę do pisania? Mówi, że tak. Podobno najlepsze scenariusze pisze samo życie. więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.