Reklama
  • Środa, 8 marca (13:05)

    Hubert Urbański. Grać va banque!

13 lutego 2017 na antenę stacji TVN powraca teleturniej, „Milionerzy”. A wraz z nim Hubert Urbański. Gospodarz zdradza nam, że tym razem droga do głównej wygranej będzie krótsza. Jednocześnie opowiada, dlaczego nie martwi się o uczestników, którzy zdobywają w programie duże sumy.

Gdy padła propozycja prowadzenia nowej edycji, wahał się Pan? Wykonał telefon do przyjaciela?

Reklama

To był telefon od przyjaciela. Zadzwonił do mnie producent, Jan Kępiński z informacją „tajne przez poufne”, że coś się kroi i jesteśmy bliżej powrotu na antenę niż kiedykolwiek wcześniej. Ucieszyłem się, ale pomyślałem też: „Spokojnie. Poczekamy, zobaczymy”. Reaktywowanie programu to nie jest prosta sprawa. Musi się zbiec wiele czynników.

Kiedy startują zdjęcia?

Za kilka dni. Już nie mogę się doczekać, bo to tak, jakbym znowu zaczął śnić to, co kiedyś.

Ma Pan tremę?

Jak zawsze. Nagraliśmy setki odcinków „Milionerów” i nawet kiedy po miesiącu znów wchodziłam do studia, by nakręcić kolejne, towarzyszyła mi trema. Długa przerwa w emisji spowodowała, że teraz jest ona większa.

Zasady gry się zmienią?

Droga do miliona będzie krótsza – tym razem wystarczy odpowiedzieć na 12 pytań. Reszta pozostaje bez zmian. Program nadal bazuje na kilku świętych regułach: by wygrać, trzeba być najszybszym w konkurencji wstępnej, czas na odpowiedź jest nieograniczony i z każdym kolejnym pytaniem jest coraz więcej do stracenia.

Paradoks polega jednak na tym, że uczestnik, siadając naprzeciwko mnie, ma zero złotych, ale za chwilę w sposób wirtualny, bo nadal przecież gra, nagle zdobywa kilkadziesiąt czy kilkaset złotych i myśli sobie: „Czy warto zaryzykować dla większej sumy?”.

A przecież dowcip tkwi w tym, że tych pieniędzy wcale jeszcze nie ma, na razie są one tylko pikselami na monitorze. Dopiero później zmieniają się w realną gotówkę. Ludzie ryzykują więc coś, czego tak naprawdę jeszcze nie mają albo nie chcą stracić czegoś, czego jeszcze nie mają.

Po kilku edycjach potrafił Pan sklasyfikować uczestników?

Z czasem tak i przyznam, że pozory mylą. Powta rzam banał, ale tak jest. Wiem to i z tego programu, i z życiowego doświadczenia. Na potrzeby codzienności klasyfikujemy ludzi, oczywiście powierzchownie, i najczęściej się mylimy. To sprawdza się w przypadku „Milionerów”. Niepozorni czasami pozostawali niepozorni do końca, a czasami budził się w nich tygrys.

W przypadku osób sprawiających wrażenie pewnych siebie niekiedy po kilku pytaniach okazywało się, że tak naprawdę walczą o nową pralkę czy wyjazd na wczasy z żoną. Nie potępiam tego. Każdy stawia sobie inne cele. Uważam że warto w tym teleturnieju zagrać o wszystko.

Zdarza się jeszcze, że gdy zamawia Pan kawę…

…non stop słyszę: „Ale czy jesteś pewien?”, „To ostateczna decyzja?”. To za każdym razem bardzo miłe. Świa- dczy też o tym, że „Milio- nerzy” mocno zapadli w pamięci widzów, zarówno ze starszego, jak i młodszego pokolenia.

Gdyby to Pan wygrał milion, na co przeznaczyłby te pieniądze?

Nie lubię mówić o rzeczach, na które nie mam szans. Nie zagram przecież sam ze sobą. Czytałem reportaże o ludziach, którzy wygrywali duże pieniądze w grach losowych. Rzadko się o tym mówi, a moim zdaniem, odpowiedzialność za pieniądze, które się wygrywa, jest ważna. Zdobyć je to jedno, umieć nimi zarządzać to drugie.

Wielkie pieniądze zmieniają przecież ludzi i ich życie. O uczestników „Milionerów” akurat się nie martwię – u nas, żeby wygrać, trzeba wykazać się inteligencją i otwartą głową. To dobrze rokuje.

Rozm. M. Pokrycka

Kurier TV

Zobacz również

  • U chodzi za jedną z najbardziej tajemniczych aktorek. Chociaż żywiołem Magdaleny Cieleckiej (44) jest teatr, aktorka zagrała w wielu popularnych serialach, m.in.: Magda M., Oficer, Hotel 52,... więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.