Reklama
  • Piątek, 27 stycznia (14:00)

    Izabela Trojanowska: Nie cierpię bylejakości

Właśnie wydała nową płytę, dzięki której możemy ją jeszcze lepiej poznać.

Jako nastolatka marzyła Pani o scenie?

Tak, choć zastanawiałam się również nad tym, czy nie zostać malarką. Nieźle rysowałam, szczególnie na lekcjach matematyki, gdzie w zamian za ściągi kreśliłam różne rysunki dla koleżanek i kolegów!

Reklama

Miałam spory problem z tym przedmiotem, wolałam zajęcia z plastyki i robótek ręcznych, na których szczególnie dobrze szło mi szydełkowanie. Moja mama zdecydowała jednak, że zamiast do szkoły plastycznej, zapisze mnie do muzycznej. Powiedziała, że nie dopuści do tego, żebym w przyszłości sprzedawała obrazy pod mostem.

Dzięki mamie trafiła Pani nie tylko na zajęcia z pianina i wokalu, ale także z baletu.

Zamiast trenować na sali baletowej, wolałam siedzieć na cichej plaży, bo mieszkaliśmy między dwoma niewielkimi jeziorami. Jeśli nie padał deszcz, spędzałam tam każdą wolną chwilę z rówieśnikami z podwórka, z którymi zresztą utrzymuję kontakt do dzisiaj.

Kiedy jestem w Olsztynie, zawsze się spotykamy, odwiedzam też szkołę podstawową numer 7, w której się uczyłam. Z matematyczką, panią Ciołkowską, ze śmiechem wspominamy, jak wywoływała mnie do tablicy, mówiąc: „Zaśpiewaj mi ostatnią lekcję z matematyki”. Wtedy było wiadomo, że stoję na straconej pozycji, nie mam szans na dobrą ocenę.

Jakiej muzyki wówczas Pani słuchała?

W przeciwieństwie do młodszego brata (szanty) i starszego, który był fanem hard rocka (Deep Purple), bardzo lubiłam Halinę Frąckowiak oraz nieodżałowanego Tadeusza Nalepę. Do dziś ubolewam, że nie zdążyłam z nim pojechać w trasę koncertową.

To były czasy, kiedy artyści musieli lawirować między wierszami, starając się przechytrzyć cenzurę. Istotny był niuans, podtekst, lecz dzięki temu autorzy tekstów ostro wysilali swoją inteligencję. Teraz możemy już wszystko, a mimo to odczuwalny jest deficyt niezłych tekściarzy. A dla mnie to, o czym śpiewam, jest niezwykle ważne.

Dlatego na nowym albumie „Na skos” większość utworów napisał Wojtek Byrski, który współpracował z Panią przy wydanej pięć lat temu płycie „Życia zawsze mało”?

Oczywiście. Sprawdził się jako tekściarz. Poznał moją wrażliwość, wiedział, z kim ma do czynienia, dzięki czemu na krążku jest trochę prawdziwej Izy Trojanowskiej. Kiedy dodać do tego kompozycje Jana Borysewicza, niezwykle płodną artystyczną osobowość, dostajemy nie tylko szczere przesłanie, ale i mocno dynamiczne kawałki, które są mi bardzo bliskie. Nie lubię jednak opowiadać o muzyce, bo sztuki się nie waży, to przecież nie mąka. Lepiej się w nią wsłuchać, poczuć ją.

W takim razie zapytam o tę prawdziwą Izę, o której Pani wspomina?

Nie cierpię bylejakości, typowo polskiego „jakoś to będzie”. Na każdym kroku walczę o odpowiednią jakość, każdego dnia szarpię się o nią z samą sobą. Nigdy nie wchodziłam w żadne układy, koniunkturalizm zawsze był mi obcy, unikałam go za wszelką cenę.

Jeśli coś robię to faktycznie z ogromną pasją, oddaniem i zaangażowaniem. Zawsze jednak powtarzam, że moja rozpoznawalność wynika nie tylko z ciężkiej, satysfakcjonującej mnie pracy, bo uważam, że w dużej mierze wykreowała mnie publiczność. To dzięki niej jestem tutaj, gdzie jestem.

Stąd potrzeba częstych koncertów?

Uwielbiam kontakt z publicznością, bo nic nie jest w stanie mi jej zastąpić, żaden telewizyjny program czy nawet najbardziej spektakularny show. Cały czas występuję ze świetnymi muzykami, ale nie jesteśmy wesołą trupą do wynajęcia.

Jeśli dostajemy konkretną, ciekawą propozycję – przyjmujemy ją bez wahania. Na naszych koncertach pojawią się zarówno fani serialu „Klan”, jak i wielbiciele rockowych brzmień. Łączymy pokolenia, co wszystkich nas cieszy.

Woli Pani rockowe czy liryczne brzmienia?

Akurat w tym przypadku nie ma żadnych reguł. Lubię śpiewać zarówno mocne, jak i bardziej wyważone utwory. Wszystko zależy od nastroju, psychicznej kondycji w danym dniu. Można to porównać do występów podczas przeziębienia czy innej choroby – inaczej się wówczas śpiewa, co oczywiście nie oznacza, że gorzej.

Ale skoro jesteśmy przy brzmieniu, odpowiedzialny za nie przy ostatniej płycie jest wspaniały Rafał Paczkowski, wielkie dzięki, Rafale! Korzystając z okazji, zapraszam serdecznie wszystkich fanów, i nie tylko, na koncerty związane z wydaniem mojej nowej płyty „Na skos”.

Rozm. Artur Krasicki

Izabela Trojanowska personalia

Urodzona: 22 kwietnia 1955 roku w Olsztynie.

Kariera: Piosenkarka i aktorka. Pierwszy sukces odniosła na Festiwalu Pieśni Sakralnej Sacrosong w Chorzowie w 1971 roku. W 1980 roku zaczęła współpracować z Budką Suflera. Potem zajęła się solową karierą.

W międzyczasie zagrała też w wielu filmach i serialach (m.in. „Kariera Nikodema Dyzmy”, „Klan”). Na rynku właśnie pojawiła się jej nowa, pierwsza od pięciu lat, płyta „Na skos”.

Życie na gorąco

Zobacz również

  • Mówią o Pani: kobieta wielu talentów. Zgadza się Pani z tym twierdzeniem? Z grzeczności nie zaprzeczę, choć nigdy nie byłam zarozumiała i zawsze dziwiłam się, że potrafię nie tylko nieźle rysować... więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.