Reklama
  • Wtorek, 28 lutego (13:00)

    Janusz Panasewicz. Wielbi go tłum…

Legendarny muzyk ani myśli spoczywać na laurach. Razem z zespołem koncertuje, nagrywa nowe płyty, a niedługo zobaczymy go w roli zupełnie nowej – jurora w „Idolu”!

Reklama

 Jak to było z jurorowaniem w „Idolu”? Pan o to zabiegał czy o Pana się starano? Dał się Pan długo prosić?

Nie, nie startowałem w castingach ani nic takiego. Otrzymałem propozycję z Polsatu, a ponieważ nigdy wcześniej tego nie robiłem, to przez jakiś czas w domu się zastanawiałem i powiedziałem: ok – jeżeli terminy nie będą kolidowały z naszym graniem, to się zgodzę.

Teraz nagrywamy, ale tak naprawdę tak zwane life’y zaczną się w maju, kiedy Lady Pank ma mnóstwo koncertów. Wtedy trzeba będzie to pogodzić. Z tego, co się orientuję, w te dni, kiedy będzie program, nie planujemy koncertów, czyli raczej nie grożą nam komplikacje.

 Łatwo przychodzi Panu ocenianie innych?

Nie. W ogóle ciężko jest kogoś oceniać, bo to duża odpowiedzialność, a ludzi, którzy śpiewają, to już w ogóle. Ale to też jest jakieś doświadczenie. Trzeba podchodzić do tego z dystansem – i do siebie, i do tych osób. Tak naprawdę zamierzam do tego przystąpić z radością i uśmiechem. Ja tam nikogo nie skazuję na banicję, nikogo nie wyciągam za nogi… Po prostu obserwuję i dzielę się wrażeniami.

 Zamierza Pan być ostrym jurorem czy raczej dobrym wujkiem?

Nie dostałem żadnych wytycznych (śmiech). Mogę robić, co chcę. Jeśli danego dnia będę chciał być ostry, to będę, mogę też nic nie mówić. W zasadzie moja rola wygląda tak, że nic nie muszę. Postępuję naturalnie, tak jak wtedy, gdy jestem na scenie, rozmawiam z ludźmi, nie mam żadnych nakazów i zakazów. Co czuję, to mówię.

 Uważa Pan, że w dzisiejszych czasach, by wypromować wokalistę, potrzebne są jeszcze takie programy? Przecież jest Internet, YouTube…

Oczywiście, że mamy to wszystko, ale YouTube można sobie zrobić w domu po wypiciu drinka i tak dalej. To później słychać i widać. Tu chodzi o to, żeby wyjść na scenę. A ona ma swoją zupełnie inną specyfikę niż nagranie do kamerki w domu. To w ogóle nie o to chodzi.

Natomiast nie umiem powiedzieć, czy program jest konieczny, by kogoś wypromować. Po pierwszych przesłuchaniach mogę powiedzieć, że zainteresowanie programem jest ogromne, przychodzą tłumy. A więc skoro ludzie chcą pokazywać siebie, to czemu nie?

 Śledził Pan kiedyś jakiś program typu talent show?

Od początku do końca to raczej nie. Głównie z tego powodu, że nadawane są w takich porach, kiedy gram i nie ma mnie w domu. Ale jeżeli zajdzie potrzeba, zobaczę sobie, jak to wygląda. Mam ogólne pojęcie, od którego mogę wyjść.

 Jak wrażenia z castingów?

Na razie jest nie najgorzej. W Warszawie sporo osób przeszło do następnej rundy, tak że zapowiada się ciekawie.

 Gracie koncerty od tylu lat. Nie miewacie czasem dość swoich największych przebojów? Przecież to głównie ich ludzie chcą słuchać…

Takich piosenek się nigdy nie ma dość! One dały nam popularność, dały nam życie i w ogóle patrzenie na świat, więc je kochamy! Oczywiście staramy się śpiewać różne rzeczy i gramy jak najwięcej piosenek nowych. Najważniejsze, że cały czas coś robimy. Kiedy wychodzi płyta, są większe emocje, bo ludzie jeszcze tego nie znają.

 A który z hitów uważa Pan za najcenniejszy? Który najbardziej Pan lubi?

Jest ich bardzo wiele. Nagraliśmy za dużo utworów, żeby dało się coś w ten sposób wybrać. Są „Zamki na piasku” ze słowami Andrzeja Mogielnickiego, które uwielbiam, jest „Granica”, „Zostawcie Titanica” z tekstem Grzegorza Ciechowskiego. Musiałbym długo wymieniać, a wszystkie one są w mojej głowie.

 Czy kiedykolwiek wzorował się Pan na jakimś artyście?

Niespecjalnie. Oczywiście słuchałem mnóstwa różnych zespołów – Stonesów, The Police, Led Zeppelin – ale ja pochodzę z niedużego miasta i tam się kreowałem sam.

 Miał Pan kiedyś idola?

Szczerze mówiąc, nie. W każdym razie nie w branży muzycznej, bo już w sportowej tak. Bardzo lubiłem Johana Cruyffa, takiego holenderskiego piłkarza, nieżyjącego już. To był mój idol w dzieciństwie, patrzyłem z uwielbieniem na jego sposób gry, zachowanie. To był dla mnie naprawdę ważny człowiek.

 Prowadziliście intensywne rockandrollowe życie. Teraz, kiedy przystopowaliście, to co? Macie pracę jak każda inna?

Nie, nie. Dalej jest bardzo rockandrollowo. Gramy chyba najwięcej ze wszystkich grup w Polsce – po 10-12 koncertów w miesiącu. Jest to nasza praca, zawód, ale przede wszystkim radość. My się sprawdzamy i spełniamy na scenie. Dla nas to jest sposób bycia.

Rozmawiała Katarzyna Sobkowicz

Super TV

Zobacz również

  • Z niecierpliwością czekamy na chyba najgorętszą premierę wiosny. W „Belle Epoque” zobaczymy Magdalenę cielecką. Udało nam się porozmawiać z aktorką na planie serialu. więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.