Reklama
  • Czwartek, 25 lutego (08:05)

    Jennifer Jason Leigh: Amantka? To nie ja

Nie jest klasyczną pięknością, ale zabiegają o nią najlepsi reżyserzy. Grała u Altmana, Cronenberga i Tarantino. To właśnie do Jennifer Jason Leigh należy początek tego roku.

Antygwiazda. Kiedy spotykamy się w Wenecji, ma na sobie za duży beżowy sweter i wygląda jak turystka, która przyszła na kawę, by podziwiać widok na zatokę. Jennifer Jason Leigh zaczyna zaraz zdjęcia do nowej odsłony serialu „Twin Peaks”, a teraz promuje „Anomalisę” Duke’a Johnsona i Charliego Kaufmana (w kinach od 22 stycznia) oraz western Quentina Tarantino „Nienawistna ósemka” (już na ekranach), za rolę w którym dostała nominację do Złotego Globu.

Reklama

PANI: Prostytutka, skandalistka, morderczyni, schizofreniczka. Mam wymieniać dalej?

Jennifer Jason Leigh: Zapomniała pani dorzucić do tej litanii słodkie i naiwne dziewczątka, bo i takie w młodości grywałam. Choć faktycznie te demoniczne role przeważają. Dlatego ludzie myślą, że naprawdę jestem szalona (śmiech).

A jaka jest Jennifer Jason Leigh prywatnie?

Wiodę spokojne życie i nie chadzam na hollywoodzkie przyjęcia, bo nudzi mnie paplanina o niczym z kieliszkiem wina w dłoni. Nie lubię rzucać się w oczy. Na tyle, że kiedy po raz pierwszy pojawiłam się na planie filmu Altmana, to ten poprosił, żebym przyniosła mu kawę. Nie rozpoznał mnie (śmiech).

Tłumaczył potem, że mam taką fizjonomię, że zlewam się z otoczeniem, ale kiedy staję przed kamerą, od razu nabieram głębi i staję się wyrazista. Potraktowałam to jako komplement.

Powiedziałaś kiedyś, że aktorstwo to dla Ciebie sposób na poznanie emocji, których nie chciałabyś doświadczyć w realnym życiu.

Znakomicie ujął to Sartre. Według niego kobieta, która obserwuje przez okno bezpiecznego mieszkania polujące na mężczyzn prostytutki, to przykład czystej sytuacji egzystencjalnej. W każdej chwili może też wyjść na ulicę albo pozostać w domu. To wyłącznie kwestia jej wyboru.

Ale gdybym za każdym razem szła na całość i np. faktycznie zaczęła przyjmować klientów, żeby przekonać się, jak to jest być prostytutką, albo gdybym wstrzyknęła sobie heroinę, kiedy grałam narkomankę, to pewnie byśmy już nie rozmawiały. Są pewne granice, których nie przekroczę.

Kim jest postać, do której podkładasz głos w animowanej „Anomalisie”?

Lisa jest wycofaną, niepewną siebie kobietą, która pod wpływem nocy spędzonej z żonatym mężczyzną przełamuje się i otwiera. Emocjonalnie oraz seksualnie. Po raz pierwszy moja bohaterka nie miała mojej twarzy i to uświadomiło mi, jak potężnym środkiem wyrazu jest głos.

W filmach fabularnych zagrałam wiele scen łóżkowych, często byłam naga, a teraz to nie ciałem, ale głosem, siedząc oddalona od mojego partnera co najmniej o dwa metry, musiałam przekonać widzów o ogromnej skali emocji, jakich doświadcza Lisa podczas intymnego zbliżenia.

W filmie Tarantino grasz więźniarkę i morderczynię. O tę rolę rywalizowały m.in.Robin Wright, Demi Moore i Hilary Swank.

Na szczęście o tym nie wiedziałam (śmiech). Także o tym, że Quentin oglądał wiele moich wcześniejszych filmów. To jest facet, który naprawdę kocha kobiety i stworzył dla nich jedne z najlepszych ról w historii kina. Jego bohaterki są szalone, odważne, śmiałe, wręcz brawurowe. Jestem dumna, że mogłam zagrać jedną z nich.

Mówi się, że możesz być nominowana do Oscara za rolę drugoplanową.

Ja nie walczę o role dla nagród, kasy, kariery. Naprawdę! Nigdy nie zależało mi na tym, aby grać w filmach kasowych, i nie rozumiem aktorek, które zgadzają się na role ozdobników w takich produkcjach.

Nie chcesz grać amantek?

Mam 53 lata i nie ukrywam swojego wieku za pomocą operacji plastycznych. Ale wierzę, że mam jeszcze sporo do zaoferowania. Późno zdecydowałam się na macierzyństwo – syna urodziłam w wieku 48 lat – i to sprawiło, że czuję się młodo.

Choć gdybym starała się o role w komediach romantycznych i każdy wypominałby mi wiek oraz brak urody amantki, to pewnie wpadłabym w depresję.

Dorastałaś w rodzinie z aktorskimi tradycjami. To wpłynęło na Twój wybór drogi życiowej?

Pierwsze rólki grałam już jako dziecko, a potem nastolatka, i to sprawiło, że dość szybko pozbyłam się złudzeń co do fabryki snów. Wiedziałam, że nie warto gonić za blichtrem i że lans na czerwonym dywanie, jeśli nie jest poparty ciężką pracą, na dłuższą metę nie gwarantuje sukcesu.

Co uważasz za swój największy atut?

Umiem walczyć o to, na czym mi zależy.

Rozmawiała Mariola Wiktor

Tekst pochodzi z magazynu

Pani

Zobacz również

  • Jak mówi, żadnej pracy się nie boi – ostatnio była żoną gangstera w filmie „Pitbull. Nowe porządki”. Siły dodały jej trudne życiowe doświadczenia. więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.