Reklama
  • Czwartek, 25 lutego (08:05)

    Jonas Karlsson: Nie ma nic za darmo

PANI: Jesteś szczęśliwy?

Reklama

Jonas Karlsson: (śmiech, potem długa cisza) Sam ciągle zadaję sobie to pytanie. I chyba mogę powiedzieć, że tak. Pewnego razu, po całym dniu spędzonym w teatrze, przyjechałem do mojego domu w Sztokholmie, niedaleko kawiarni, w której teraz rozmawiamy, i poczułem ogromną satysfakcję. Bez żadnego konkretnego powodu.

Zamiast się z tego ucieszyć, pomyślałem: czy mam do tego prawo? Zacząłem się zastanawiać, jaką cenę będę musiał kiedyś zapłacić, bo przecież w życiu nie ma nic za darmo. I pojawił się strach, że jeśli przyznam się do szczęścia na głos, nawet tylko przed samym sobą, to ono zniknie. I tak narodził się pomysł na książkę „Rachunek”.

Twój bohater dostaje kuriozalnie wysoki rachunek za przeżyte szczęście, a przecież jest samotny, ma kiepską pracę w wypożyczalni wideo, wynajmuje mieszkanie, które przypomina norę, a jego najlepszy przyjaciel to koszmarny egoista.

Okazuje się, że jest najbardziej usatysfakcjonowanym z życia człowiekiem w całej Szwecji, a może i na ziemi, chociaż wydawałoby się, że nie ma ku temu powodów. Chodziło mi o to, żeby czytelnik pomyślał sobie: ten gość ma beznadziejne życie, moje jest znacznie lepsze – to dlaczego ja nie jestem tak szczęśliwy?

Problem z naszym społeczeństwem polega na tym, że wiecznie porównujemy się do innych. I oceniamy: ten ma lepszą pracę, ten większe mieszkanie, jeszcze inny ładniejszą żonę lub nowszy model iPhone’a. Uwielbiamy mierzyć i ważyć szczęście.

A Ty nigdy nie porównujesz się do innych?

Oczywiście, że to robię! (śmiech) Ostatnio przyglądałem się koleżance, również aktorce, która jest w tym samym wieku i podobnie zarabia. Też ma fajną rodzinę i nawet mieszkamy w tej samej dzielnicy. Można powiedzieć, że osiągnęliśmy ten sam status społeczny. Ale ona jest o wiele bardziej radosna.

Potrafi przyjść do mnie i powiedzieć: „Właśnie byłam w pewnej knajpie i jadłam boską sałatkę. Co to było za cudowne przeżycie, musisz koniecznie jej spróbować!”. I z entuzjazmem opowiada o tej sałatce przez kilka minut. A ja potem idę w to samo miejsce, zamawiam tę samą sałatkę i myślę: OK, rzeczywiście dobra. I tyle, żadnej ekscytacji. To nie fair, że ona potrafi doceniać drobne rzeczy, których ja nawet nie zauważam.

Bohater mojej książki jest taki jak moja koleżanka. I jaki ja sam chciałbym być. Gdy drą mu się ulubione dżinsy, najpierw myśli: cholera, dziury na kolanach są już niemodne. Ale po chwili stwierdza: ale i tak mi się podobają. Czyli tak jak śpiewał Monty Python: „Always look at the bright side of life” (zawsze patrz na jasną stronę życia).

Myślisz, że nieumiejętność doceniania małych rzeczy to problem ludzi Zachodu?

Teoretycznie powinniśmy być bardziej szczęśliwi niż mieszkańcy Trzeciego Świata, bo mamy więcej materialnych rzeczy, a przecież wcale tak nie jest. Wpadliśmy w pułapkę, chcemy więcej i więcej.

W Skandynawii poziom życia jest najwyższy w Europie, a mimo to wskaźnik samobójstw też jest bardzo wysoki. Jak to możliwe?

Mam nadzieję, że nikt z moich norweskich czytelników nigdy nie zobaczy tego wywiadu… (śmiech). W Szwecji uważamy, że Norwegia to strasznie depresyjny kraj, bo chociaż mają tam mnóstwo pieniędzy, to nic się nie dzieje. Kompletna nuda! Jeśli mamy jechać do Oslo, to jest to dla nas wielka męczarnia.

A w zeszłym tygodniu obejrzałem w gazecie ranking najlepszych miejsc do życia i na pierwszym miejscu była właśnie Norwegia. I to jest najlepszy dowód na to, że wszystkie takie zestawienia są, za przeproszeniem, do d…y.

Twój bohater, gdy dostaje wezwanie do zapłaty, zaczyna się zastanawiać, czy rzeczywiście dobrze przeżył swoje dotychczasowe życie. I ma wątpliwości.

Myśli na przykład: może w pewien piękny, słoneczny dzień powinienem był wyjść na dwór i cieszyć się pogodą, a ja zostałem w domu i popełniłem błąd. Ale w tym domu grał z rodzicami i siostrą w karty i to był jeden z najprzyjemniejszych momentów jego dzieciństwa.

Każdy z nas czasem myśli: gdybym postąpił inaczej, na pewno byłbym szczęśliwszy. Jednak to nie jest prawda. W ten sposób oszukujemy tylko samych siebie.

Pewna kobieta złamała bohaterowi serce, ale on i tak jest szczęśliwy. To znaczy, że miłość nie jest aż tak ważna, jak nam się wydaje?

W tej książce opisuję dwie historie miłosne. Pierwsza z nich to miłość zabroniona, która nie miała prawa się wydarzyć, więc trzeba ją przed światem ukrywać. Wszyscy marzymy o takiej opowieści rodem z komedii romantycznej.

Dlatego kiedy mój bohater musi rozstać się ze swoją kobietą – bo ta pochodzi z porządnego, bogatego, hinduskiego domu i planuje wrócić do ojczyzny, żeby wyjść tam za mąż – to na początku myśli: oto najsmutniejszy moment mojego życia, bez niej już nigdy nie będę szczęśliwy. Ale tak naprawdę gdyby ich romans nie został przerwany, to w końcu przestałby przypominać filmowy scenariusz. Skończyłoby się na rozczarowaniu.

Druga opowieść nie jest już typową love story, to raczej stopniowe poznawanie siebie i dorastanie do uczucia. I taki związek ma, moim zdaniem, znacznie większe szanse powodzenia. Nie możemy uzależniać swojego dobrego samopoczucia od innych i wymagać od nich, żeby uczynili nas szczęśliwszymi.

Jesteś w Szwecji popularnym aktorem. Ten zawód wpływa na Twój sposób pisania?

Lubię improwizację. Zaczynam pisać i patrzę, gdzie poniesie mnie historia. Nie wiem, czy powstanie z tego gruba powieść, czy krótkie opowiadanie. Nie potrafię trzymać się planu. Kilkukrotnie próbowałem, ale bez większego powodzenia. Bo dla mnie pisanie jest jak jazz – musi płynąć swoim własnym, nieprzewidywalnym rytmem.

Rozmawiała Iga Nyc

Tekst pochodzi z magazynu

Pani
Więcej na temat:Jonas | Nie | za darmo | Monty Python | ma | za | darmo | t | Sam | Sam | Bohater

Zobacz również

  • W filmach „80 milionów” i „Bogowie” zwrócił na siebie uwagę widzów i krytyków. Z kolei fani seriali śledzą perypetie jego bohaterów w produkcjach „Na noże”, „Belfer” oraz „Na dobre i na złe”. Nam... więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.