Reklama
  • Środa, 25 stycznia 2017 (10:05)

    Kamil Durczok: To dzięki żonie się odrodziłem

W jednej chwili jego życie wywróciło się do góry nogami. Stracił pracę, pozycję, popadł w depresję. Cały czas stała przy nim wyjątkowa kobieta.

Przyznaje, że na plecach niesie spory bagaż grzechów. Nie był dobrym mężem ani idealnym ojcem. Obwiniany o mobbing i molestowanie w pracy wytoczył proces oskarżycielom. Dziś Kamil Durczok (48) wraca go gry. Prowadzi nowy program, otworzył portal internetowy o Śląsku. Znowu jest w domu.

Dlaczego napisał Pan książkę „Przerwa w emisji”?

Reklama

To nie miała być książka. Kiedy zacząłem pracować z terapeutką i stawać na nogi, to jednym z elementów terapii było pisanie. Pomyślałem, że warto coś z tym zrobić. Ktoś, kto przeczyta tę książkę, będzie miał możliwość dowiedzieć się, co myśli, czuje i przeżywa facet, którego przez 18 miesięcy mieszano z błotem.

Jestem tym kim jestem i mam całkiem duży plecak grzechów, który targam na plecach. Przyznaję się do tego i wielu z nich bardzo się wstydzę. Ale też wydaje mi się, że w życiu zrobiłem parę dobrych, fajnych rzeczy. Wielu ludziom pomogłem.

Wybrałem osobę, która z pewnością zapłaciła za to wszystko najwyższą cenę i płaci ją do dzisiaj. Pamiętam, że kiedy książka była już właściwie gotowa, Marianna przeczytała ją jako pierwsza. Powiedziała mi wtedy, że nie ma nad czym się zastanawiać, muszę ją opublikować. Pytałem, czy jest na to gotowa, usłyszałem, że tak.

Bał się Pan, że żona będzie atakowana?

Media donoszą na temat Marianny niestworzone rzeczy, atakują ją i przedstawiają jako kobietę, która jest ze mną dla szmalu. Mogę powiedzieć tylko tyle, że Marianna jest samodzielna, od lat pracuje w TVP i ma swoje pieniądze.

Nie był Pan zaskoczony pomocą niesioną przez Mariannę?

I byłem, i nie byłem. Byłem, ponieważ po pierwsze już od dawna nie tworzyliśmy prawdziwego związku. Po drugie dlatego, że zachowałem się wobec mojej żony bardzo niedobrze.

Ale z drugiej strony wiem, jaki Marianna ma system wartości. To skłoniło ją do tego, aby być obok mnie. Pamiętam doskonale dramatyczny poranek w szpitalu, do którego trafiłem po przeczytaniu szkalujących mnie tekstów. Kiedy zobaczyłem, że ona też tam jest, pośród osób, które mi wtedy ratowały życie, bardzo się ucieszyłem. Od tego momentu wiedziałem, że mam najlepszą opiekę.

Pamięta Pan pierwszą rozmowę z synem po wybuchu tej całej afery?

Odbyła się w dwóch etapach. Pierwsza wtedy, kiedy nie ukazał się jeszcze drugi tekst, chociaż już wiedział o pierwszym. A druga już po szpitalu. Ale to, co sobie powiedzieliśmy i jakie emocje temu towarzyszyły, to zostanie tajemnicą ojca i syna. To jest bardzo intymne i nasze.

To on Pana przekonał, że trzeba stawić czoła, spojrzeć ludziom w oczy?

Mój syn zachował się wtedy fantastycznie. On nie miał z tym żadnego problemu. Wsiadaliśmy w auto, jechaliśmy do centrum handlowego, robiliśmy zakupy albo szliśmy coś zjeść. Ja widziałem, jak patrzą na nas ludzie i przerażało mnie to. Terapeutka wyjaśniła mi, że to głównie moje myślenie, że to wcale nie znaczyło, że patrzą źle. A Kamil nie miał z tym najmniejszego problemu. Jestem z niego bardzo dumny.

To jakim junior jest człowiekiem, to jednak w głównej mierze zasługa Pana żony?

Oczywiście, to na szczęście dużo większa praca Marianny niż moja. Byłem weekendowym ojcem. Rozpieszczałem go do granic możliwości. Wszystko mu kupowałem, szalałem z nim na quadach, ale jego charakter kształtowała Marianna. Jest facetem poukładanym, cechuje go rozsądek, dystans do świata i kapitalna ironia. Ma świadomość tego, co jest dobre, a co złe.

Czy ten cios doprowadzający do upadku gwiazdy Kamila Durczoka przewartościował Pana życie? Czy zmieniła się Pana postawa wobec Boga?

W kwestii wiary moment zwrotny nastąpił w moim życiu w czasie choroby nowotworowej. Po tym co zobaczyłem w szpitalu, bardzo dużo mi się pozmieniało. Natomiast teraz przewartościowało się moje podejście do ludzi. Bardzo bym chciał, aby ktoś za jakiś czas powiedział, że jestem fajnym, potrafiącym pozytywnie motywować szefem, który nie miota się, nie szarpie i nie wykonuje głupich ruchów. Nad tym ciągle pracuję.

Pochodzi Pan z tradycyjnej, śląskiej rodziny. Jak skandal przyjęli Pana rodzice?

Bardzo to przeżyli. Przygotowywałem się do spotkania z nimi. Na początku komunikowaliśmy się przez mojego brata Dominika. On był łącznikiem między rodziną i mną. Moi rodzice przesłali jasny komunikat, że kochają mnie i bardzo się martwią. Minęło trochę czasu i spotkaliśmy się. Trudno mi do tego wracać...

Wielu jest tych, którzy się od Pana odwrócili?

Na Śląsku jest ich niewielu.

A w Warszawie?

No cóż, nie chcę o tym mówić.

Chciałby Pan cofnąć czas?

Nie, bo tylko ja wiem, jaką cenę zapłaciłem za trudne miesiące po tym wszystkim. Dzisiaj dochodzę do wniosku, że dobrze się stało, bo nie wiem, w jakim miejscu swojego życia byłbym za rok albo za dwa. To był moment, kiedy powinienem był odejść z TVN-u.

Ale sam nigdy nie podjąłbym tej decyzji. Dziś otwieram nowy rozdział. Przede mną ciekawe zawodowe wyzwania.

Co zmieniło się w Pana życiu?

Wszystko jest bliżej domu, nie mieszkania, a domu, za którym zawsze tęskniłem, bo Katowice to mój dom. Przez wiele lat byłem tam tylko na weekendy. Tam są moje korzenie, moja rodzina. Widzę, jak wiele się zmieniło i odkrywam ten region na nowo. Dzisiaj to zupełnie inne miasto niż Katowice, z których wyjeżdżałem lata temu. Wtedy to była kraina węgla i stali. Teraz to uczelnie, studenci, architektura, kultura. Coś zupełnie innego, ze swoim smakiem, zapachem i charakterem.

Rozmawiała: Paulina Pawlak

Dobry Tydzień

Zobacz również

  • Jako dziecko straciła rodziców. Nie miała szczęścia w miłości, zawiodła ją córka, ma problemy ze zdrowiem. Ale mimo to z jej twarzy nie znika uśmiech. więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.