Reklama
  • Środa, 19 kwietnia (11:05)

    Marcin Daniec. Jestem najlepszym tatą na świecie! Mężem też...

Talent do bawienia innych odziedziczył po mamie. Od lat ciągle w drodze, bo publiczność wciąż go kocha. Prywatnie kochający mąż i oddany ojciec.

Reklama

Naprawdę trudno umówić się z nim na wywiad, bo kalendarz Marcina Dańca (59) wypełniony jest po brzegi. A kiedy ma wolne, zaszywa się w rodzinnym Krakowie, w którym woli spędzić czas z rodziną: żoną i córeczką Wiktorią (9). Rozmawiamy więc na raty, poważnie i na wesoło, o życiu, o scenie. Bo on jest wciąż zabiegany i wciąż ma w życiu „kocioł”.

Od 38 lat zawodowo rozśmiesza pan ludzi. Czy dziś śmieszy to samo co kiedyś?

Kiedyś publiczność najbardziej lubiła żarty z polityków. „Dowalenie komuchom” było celem każdego satyryka. Na drugim miejscu w „tabeli” byli milicjanci. A dziś ludzie chętnie śmieją się z księdza, brata, szwagra albo sąsiada. Z siebie...rzadziej! A najbardziej bawi ich kabaret „Panocków z góry”!

A trudniej jest dziś rozśmieszyć publiczność?

Jeśli wybierasz elegancki pastisz, nie używasz nazwisk, nikogo nie obrażasz, a publiczność „pracuje” na podobnych falach, to nie jest trudno...

Ale żart polityczny w dzisiejszych czasach, mam wrażenie, dzieli publiczność.

Uważam, że artyści powinni być neutralni. Zarówno w życiu, jak i na scenie jestem zawsze obiektywny! Dostaje się sprawiedliwie każdej opcji politycznej. Tym bardziej, że nie byłem i nie jestem przez nikogo sponsorowany! Podczas moich recitali śmiech dociera od całej widowni, a nie z poszczególnych jej zakamarków...

A jest coś, co dziś śmieszy pana najbardziej?

Od zawsze bawiła mnie sztuczność i to właśnie z niej sobie dworowałem. Od dziecka parodiowałem też tych, którzy najpierw mocno się nadymali, a potem nic z tego nadęcia nie wychodziło!

Nie wiem czy ktoś panu już to mówił, ale ma pan coś takiego w sobie, że człowiek tylko spojrzy, a uśmiech sam się pojawia. Pana oczy się nie starzeją i wciąż mówią: chętnie bym coś nabroił.

Stawia mnie pani w trudnej sytuacji, bo jeśli ochoczo zgodzę się z panią, to wyjdzie, że jestem nieskromny. Jednak – żeby nie wyszło na to, że występuję na scenie przypadkowo – muszę się przyznać, że od najmłodszych lat wiedziałem, że mam łatwość przedstawiania świata w krzywym zwierciadle.

A te zdolności ma pan po...

Moja śp. mamusia miała rewelacyjną zdolność narracji. Żadna impreza nie mogła się odbyć bez... Haneczki. Gdyby nie trudna sytuacja rodzinna, na pewno zdawałaby do szkoły teatralnej.

Prywatnie jest pan pogodnym człowiekiem?

Mogę zdecydowanie potwierdzić, że na scenie nie muszę niczego udawać! Ale nie mam obsesji, by ciągle być wesołym.

Najśmieszniejsza historia, która zdarzyła się panu w ostatnim czasie?

Góral, który podaje orczyki na Kotelnicy, powiedział mi: „Panie Marcinie, na scenie lepi nis na stoku”!

Córka Wiktoria poszła w pana ślady?

Wikusia ma ogromną lekkość opowiadania. Nie peszą jej występy, nawet przed dużą widownią. Świetnie śpiewa i uwielbia zajęcia teatralne. Teraz ma przed sobą 6 spektakli w Szopce Szkolnej. Po udanych eliminacjach będzie reprezentować szkołę w eliminacjach Festiwalu Piosenki Angielskiej. Śpiewa piosenkę, którą miała zaszczyt śpiewać przed swoim idolem, Michałem Szpakiem.

Jakim jest pan tatą?

Odpowiem anegdotę. Natychmiast po występie w Kabaretonie na Sopot Hit Festiwal, a przed... bankietem, wsiedliśmy do auta i pojechaliśmy do Krakowa! Nasza córka Wiktoria na drugi dzień rano miała zawody pływackie. Panie z basenu powiedziały, że telewizja kłamie, bo kilka godzin temu widziały mnie na ekranie, a w narożniku ekranu było: „na żywo”. Wikusia zdobyła trzy medale! Powiedziała mi wtedy: Jesteś najlepszym tatą na świecie!

W takim razie jakim pan jest mężem?

Żona twierdzi, że jestem najlepszym mężem na świecie!

Potrafi pan zdenerwować żonę? Trudno nawet to sobie wyobrazić w pana wykonaniu.

Bardzo rzadko się kłócimy. Żonie przechodzi szybko, mnie kilkanaście minut później...

A kiedy pan nabroi, to co wtedy? Jest jakiś pana sposób, by wyjść cało?

Dojrzały facet, który kocha rodzinę, nie broi!

O różnicę wieku między panem a żoną nie zapytam, bo podobno nie lubi pan tego pytania...

U nas nie ma żadnej różnicy wieku!

A jakim jest pan dziadkiem? Cztery lata temu pańska starsza córka urodziła córeczkę Julię.

W skali szkolnej oceniam siebie na piątkę.

Zatem: mąż, tata, dziadek. Proszę się przyznać, w której roli czuje się pan najlepiej?

W każdej, ponieważ nie jestem egoistą (!!!). Mam też sporą umiejętność asymilacji.

Rodzina przyzwyczaiła się do pana trybu życia... na walizkach, bo przecież kabareciarze wciąż gdzieś podróżują...

Podróżują konduktorzy, kiero- wnicy pociągów, piloci, menedże- rowie, taksówkarze, akwizytorzy, kierowcy tirów, marynarze...

Dość, dość...

I okazuje się, że podróżują tak naprawdę wszyscy. To cudowne, że widzowie ciągle przychodzą na moje występy! Jednak pamiętam o tym, że nie można występować przez 365 dni w roku!

To teraz jeszcze zapytam o wiek, jeśli mogę, bo w tym roku skończy pan 60 lat. Nie boi się panu tego wieku?

Wkurzyłem się teraz na panią, za użycie słowa „boi”! Przecież mam teraz kilka miesięcy więcej, niż miałem w zeszłym roku!

To cofam pytanie i coś przyjemniejszego. Wiem, że pan bardzo dużo udziela się charytatywnie.

Biorę udział w kilkudziesięciu akcjach charytatywnych każdego roku. Od 1 stycznia zaliczyłem już cztery takie działania, ale... nie będę się rozgadywał, bo jeszcze ktoś pomyśli, że się chwalę...

To jest piękne co pan robi. Wszyscy znają Marcina Dańca wesołka, a pan ma do tego dobre serce! I jeszcze świetnie pan wygląda. Jaka jest recepta na długowieczność?

Potrafi pani jednak wkurzyć! Co to znaczy długowieczność? Dobrze, że dodała pani to „świetnie wygląda”. A teraz poważnie: trzeba mieć dla kogo żyć, uprawiać sport, porządnie się wysypiać i zakładać codziennie dwie pary różowych okularów.

Pana życiowe motto?

„Z samych siebie się śmiejecie” – to z Gogola. Zaś moje: „Nie można prześmiać całego życia”. Aleksandra Jarosz

Świat & Ludzie

Zobacz również

  • Mówią o Pani: kobieta wielu talentów. Zgadza się Pani z tym twierdzeniem? Z grzeczności nie zaprzeczę, choć nigdy nie byłam zarozumiała i zawsze dziwiłam się, że potrafię nie tylko nieźle rysować... więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.