Reklama
  • Środa, 25 stycznia (13:00)

    Marcin Kwaśny: Ludzie dziś potrzebują wzorów

Jako aktor starannie wybiera role. Chciałby zagrać Cypriana Kamila Norwida.

Zagrał Pan niedawno w filmie „Dwie korony” opowiadającym o życiu ojca Maksymiliana Kolbe. Jak ważna jest dla Pana duchowo rola w tym filmie?

Reklama

Gram tam postać lekarza brata Zeno, któremu pod wpływem ojca Maksymiliana zmienia się optyka patrzenia na rzeczywistość. Ważny jest dla mnie sam udział w tym projekcie, który uważam za szalenie ważny i potrzebny w obecnych czasach. My ludzie tak często, niestety, zapominamy o duchowych wartościach. Przyjąłem tę rolę, ze względu na temat oraz dlatego, że prywatnie przyjaźnię się z reżyserem tego filmu Michałem Kondratem.

Jak Pan przygotowywał się do zagrania tej postaci?

Ważne były charakteryzacja, kostium i rekwizyty: przedwojenna fryzura, okulary, kitel i przyrządy lekarskie. To stworzyło tę postać zewnętrznie. Od siebie musiałem dodać tylko trochę aktorskiego żaru.

Trudna do zagrania jest rola ojca Maksymiliana, ale kiedy grałem z Adamem Woronowiczem, nie miałem wątpliwości, że jest świetnie dobrany, by odtwarzać tę postać.

Czy myśli Pan, że w dzisiejszej Polsce potrzeba nam takich bohaterów jak ojciec Kolbe?

Kolbe jest patronem na trudne czasy, a takie chyba w naszym kraju mamy obecnie. Ludzie, zwłaszcza młodzi, potrzebują wzorców. Kolbe przed wojną był w Polsce bardzo dużym autorytetem moralnym, powszechnie znanym i szanowanym. Dziś jest znany głównie za sprawą swojego poświęcenia życia w Auschwitz.

Mało kto już wie, że był też przedsiębiorcą, sprawnym organizatorem, wynalazcą i wizjonerem. Założył w Niepokalanowie największy klasztor na świecie i wydawnictwo, które miało milionowe nakłady. Planował stworzyć lotnisko i telewizję, ale wojna udaremniła mu te plany. Takich ludzi z pasją i ogromną wiarą nam dziś potrzeba.

Czy wojna i ciężkie, dramatyczne momenty sprzyjają takim heroicznym czynom, jakiego dokonał ojciec Kolbe?

Człowiek zna się na tyle, na ile się sprawdził lub na ile go sprawdzono. Wojna jest chyba takim wielkim testem ludzkiego charakteru. Dziś sytuacja nie wymaga od nas aż takich poświęceń, ale nigdy nie wiadomo, co przyniesie życie i jak się trzeba będzie zachować.

Ogromne wrażenie zrobiła na mnie kiedyś wiadomość, że kobieta podniosła samochód, by wyciągnąć swoje dziecko spod kół auta. Skąd nagle wzięła w sobie tyle siły? Natura ludzka i jej zasoby wciąż są dla nas ogromną zagadką.

Myśli Pan, że wiara daje siłę? I czy tylko człowiek głęboko wierzący jest zdolny do wielkich poświęceń?

Sądzę, że wiara w Boga bardzo pomaga człowiekowi w życiu. Nie znam przykładów ludzi, którzy oddali swe życie za innych, a sami byli niewierzący. Ale to, że ich nie znam, nie musi oznaczać, że takich nie było.

A jak udaje się Panu godzić rolę męża z byciem aktorem?

Mężem się jest, aktorem się bywa. Gdyby było na odwrót, z pewnością bym tego nie pogodził.

Ciągle słyszy się o romansach i rozstaniach aktorskich par. Jak Pan broni się i chroni przed różnymi pokusami rozrywkowego życia świata show-biznesu?

Pomaga mi w tym moja wiara i miłość do żony.

Pana żona jest architektem. Jak się poznaliście?

Na przejściu dla pieszych na ul. Ząbkowskiej w Warszawie!

Kto kogo zauroczył?

Oboje mamy podobne poczucie humoru, które nam bardzo pomogło we wzajemnym i jednoczesnym zauroczeniu. Jesteśmy też małżeństwem partnerskim, to znaczy, że wspólnie, po konsultacji, podejmujemy decyzje w ważniejszych kwestiach.

Żona jest dla Pana ideałem kobiety?

Jest najbliższa mojemu ideałowi. Idealnych kobiet, tak samo, jak idealnych mężczyzn, chyba nie ma. Mam nadzieję, że czytelniczki mi to wybaczą.

A gdzie Pan czuje się lepiej jako aktor, na deskach teatru czy też przed kamerą?

Czuję się dobrze i tu, i tu, ale muszę powiedzieć, że po 13. latach zmieniłem teatr i chyba ta zmiana wyszła mi na dobre. Jestem obecnie aktorem Teatru Polskiego w Warszawie, do którego serdecznie zapraszam.

Jaka rola jest dla Pana najważniejsza w karierze?

Cenię sobie rolę w filmie „Rezerwat” Łukasza Palkowskiego, rolę rotmistrza Pileckiego w filmie Mirosława Krzyszkowskiego oraz rolę Pogody w „Historii Roja” Jerzego Zalewskiego. Marzę, by zagrać postać Cypriana Kamila Norwida, który jest moim ulubionym poetą.

A jakie są pańskie najbliższe plany zawodowe?

Zacząłem zdjęcia do filmu „Dywizjon 303”, gdzie gram kanadyjskiego kapitana Johna Kenta. Reżyseruję spektakl o Maksymilianie Kolbe w Teatrze Oratorium na warszawskiej Pradze, pt. „Mój syn, Maksymilian”.

Rozm. Marta J. Rawicz

Życie na gorąco

Zobacz również

  • Przez wiele lat jako terapeutka słuchała uważnie ludzi. Czy to doświadczenie inspiruje Panią Karolinę do pisania? Mówi, że tak. Podobno najlepsze scenariusze pisze samo życie. więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.