Reklama
  • Środa, 15 lutego (15:00)

    Marta Manowska: Mogłabym już mieć męża i dzieci. Dojrzałam!

Dziewczyna ze Śląska. Wierzy w miłość, która przekracza granice. Kiedyś nie była gotowa na rodzinę i dzieci. Dziś jest!

W tym sezonie oglądało ją 5 mln widzów. Gospodyni 3. edycji programu „Rolnik szuka żony” Marta Manowska (32) tylko nam zdradza, jaka jest naprawdę, co jest dla niej ważne i kogo szuka na resztę życia.

Reklama

Nie smutno ci?

Dlaczego?

Bo w tej edycji programu nie urodziła się żadna miłość...

Nie żal mi, bo cel został osiągnięty. Nasi bohaterowie podjęli ryzyko poznania drugiej osoby. Szymon z programu powiedział mądrą rzecz – że jak ktoś pozna drugiego człowieka, otworzy się i z tego powstanie jakaś więź, niekoniecznie miłość, ale też przyjaźń czy zwykła relacja, to też jest sukces. Cieszę się z tego, że bohaterowie postawili na szczerość.

W niektórych przypadkach nawet bardzo mocną...

To był ich wybór. Oni czuli wielką odpowiedzialność przed widzami, ale to nie uzależniło na szczęście ich decyzji.

Irena i Zbyszek byli najbardziej rokującą parą. Dlaczego się rozstali?

Nie wiem. Zbyszek dyplomatycznie powiedział, że ta osoba która ma wiedzieć, to wie. Nie chcieli tłumaczyć się przed kamerami. Wiele rzeczy wydarza się poza kamerami. Przed finałem bohaterowie mają dwa miesiące wolnego, mogą układać sobie relacje jak chcą, nikt w to nie ingeruje, jak później. Nie zmusza, by przed kamerą zdradzał każdy szczegół. To nie jest program, który z założenia ma wyłonić pięć małżeństw.

Ale poprzednia edycja przecież zakończyła się ślubami.

To jest miłość właśnie. Wiele osób z pierwszej edycji jest w związkach z osobami, z którymi poznali się już po zakończeniu zdjęć, np. napisał list ktoś, kto był za granicą i zobaczył program po czasie.

Para, która cię zaskoczyła?

Kasia z Dawidem. Nie wiedziałam o tym, że już podczas zdjęć do pierwszych odcinków ona spóźniłaby się na pociąg, gdyby nie pomoc Dawida, który podwiózł ją na dworzec. O zaręczynach i ślubie w czerwcu 2017 r. dowiedziałam się w czasie finału. I teraz jak na nich patrzę, takich zakochanych, to mam wrażenie, że oni właśnie na siebie czekali.

Spotykasz czasem byłych uczestników programu?

Ostatnio na targach rolniczych, które prowadziłam, wpadłam na Grzesia i Anię Bardowskich i serdecznie się przywitaliśmy. Spotkałam też rodziców boha terów z poprzednich edycji i zrobiło się bardzo rodzinnie. I to jest pokłosie bycia w tym programie. Powiększyło mi się grono znajomych.

Popularność zmieniła cię?

Moi przyjaciele mówią, że jestem taką jak dawniej dziewczyną ze Śląska, która wymyka się trochę schematom. Bo z jednej strony racjonalnie stąpam po ziemi, jestem zadaniowa, bardzo konkretna. A z drugiej strony mam duszę artysty, abstrakcyjne myślenie, noszę w sobie ogromną emocjonalność.

Świetnie czuję się na plaży z gitarą, jak i na imprezie w ambasadzie. Mogę słuchać ostrego hard rocka, a potem Osieckiej. Jestem fanką Martyny Wojciechowskiej i miłośniczką gry Janusza Gajosa.

Możesz prowadzić program dla samotnych rolników i grać w teatrze...

I to mi zupełnie nie przeszkadza. Z jednego świata wchodzę w drugi. Szybko się dostosowuję. Tak chyba mają Ślązacy, są otwarci na nowe. W tym roku wystarczyła mi gra w teatrze Capitol w sztuce „Hawaje, czyli przygody siostry Jane” i praca w programie. Ale już czuję, że podjęłabym się nowego wyzwania.

A wyzwanie, które nazywa się miłość?

Zawsze przychodziła do mnie sama. Jestem otwarta na miłość, która jeśli ma się przydarzyć, to się przydarzy. Nie myślę, że trzeba coś zrobić, że zegar biologiczny tyka, że czas na miłość.

A rolnicy z twojego programu działają...

Może dlatego mniej rokuję (śmiech). Mam chyba w sobie więcej naiwności. Ale życie nauczyło mnie też, że wszystko przychodzi do mnie trochę naokoło, jakby z opóźnieniem i znienacka. Tak było w przypadku miłości do teatru, gdzie na swój debiut w zawodowym gronie aktorów musiałam długo czekać, albo wygranie castingu na prowadzącą program. Wychodzę z założenia, że muszę być cierpliwa.

A może nie jest łatwo znaleźć miłość kobiecie niezależnej, która idzie przez życie śpiąc po kilka godzin dziennie?

Inni pracują więcej. Jestem wrażliwa i wierzę w miłość, która może przekroczyć granice. Miłość mnie rozaniela, gdzieś tam chowa się moja zadaniowość, racjonalność, którą mam w pracy.

Ile razy byłaś zakochana?

Kilka. Ale właściwie to... mało.

Czyli tak naprawdę raz...

Podobno człowiek w życiu zakochuje się trzy razy. Ale w książce, którą teraz czytam, pt. „Małe życie”, autorka Hanya Yanagihara twierdzi, że prawdziwą miłością jest człowiek, któremu opowiadasz całe swoje życie, z zakręta- mi, wstydem, upadkami i radościami. I tylko jedną taką osobę spotykasz w życiu.

Jesteś gotowa na rodzinę?

Dziś tak. Mogłabym mieć już męża i dzieci. Ale do tej myśli też musiałam dojrzeć. W przeszłości uważałam, że jeśli czegoś nie osiągnę, to nie mogę brać odpowiedzialności za drugie życie, że nie jestem na to gotowa. Może to teraz strasznie zabrzmi, ale tak było. A teraz wiem, że bardzo tego chcę. To jest znowu taka trochę dłuższa droga dojrzewania, bo mam już 32 lata.

A może ty zwyczajnie lubisz takie pokrętne drogi, trochę pod górkę?

Miałam przyjaciółkę, która mieszkała w bloku na 10. piętrze. Kiedy od niej kiedyś wyszłam, popędziłam schodami w dół. Byłam pierwszą osobą z jej towarzystwa, która nie skorzystała z windy. A ja nawet o tym nie pomyślałam. Ona mi wtedy powiedziała, że taka właśnie jestem, że nawet nie biorę pod uwagę łatwiejszej opcji.

Twój ideał mężczyzny?

Nie mam. Mogę sobie wyobrażać, że chciałabym mieć partnera spełnionego, pracowitego, z umiejętnością rozmawiania o uczuciach, z poczuciem humoru. Ale miłości nie da się zaplanować.

Twoi rodzice oglądają program?

Cała moja rodzina i ja też.

Pochodzisz z bardzo szczęśliwej rodziny...

To prawda, moi dziadkowie są fenomenalnym przykładem, rodzice również, mocni charakterem, każdy pod innym względem. Urodziłam się w Siemianowicach Śląskich. Mama jest technikiem budowlańcem, tata – inżynierem-górnikiem. Rodzina taty to geny artystyczne, historie malarskie, aktorskie, muzyczne. Jestem trzecim pokoleniem, które marzyło o aktorstwie. Ta ciągłość, wielopokoleniowość jest dla mnie ważna. Czasem gram z dziadkami w karty i oni mi wtedy opowiadają różne historie.

Grasz z dziadkami w karty?

I z rodzicami, w remika. Jak jestem w domu, to często jedziemy do dziadków i „szpilamy”, jak to się u nas na Śląsku mówi.

A marzenia – jakie masz?

Właściwie w tym moim małym życiu marzę już jedynie o tym, aby być zdrową i aby moja rodzina była zdrowa.

Życie zmusiło cię do takiej refleksji?

Parę grzechów na sumieniu mam, więc staram się bardzo dbać o zdrowie. Resztę w życiu można sobie narysować i do tego dążyć, wciąż się rozwijać. Ja przeszłam długą drogę, kosztem wielu wyrzeczeń. Dziś w końcu czuję, że wszystko co robię, robię z pasji. W końcu mogę żyć tak jak chcę.

Aleksandra Jarosz

ŚWIAT I LUDZIE

Świat & Ludzie

Zobacz również

  • Monika zalewska, reporterka „Wydarzeń”, jest ekspertką od spraw medycznych. Dlatego właśnie ją zapytaliśmy, czy w obliczu nowych pomysłów ministra zdrowia pacjenci mają powody do obaw. więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.