Reklama
  • Wtorek, 21 lutego (08:05)

    Maryla Rodowicz: Podobno, w moim życiu jest za mało dramatu

Gwiazda „Sylwestra z Dwójką” zdradza nam, w jakich kreacjach zobaczymy ją na scenie w Zakopanem i jak się wybiera utwory na taki koncert. Maryla rodowIcz opowiada również o serialu, który miał powstać na kanwie jej biografii i wyjaśnia, dlaczego reżyser zrezygnował z tego pomysłu.

Reklama

W swoim repertuarze ma Pani ponad 2 tys. piosenek. Według jakiego klucza dobiera je Pani na występy przed publicznością?

Zasada jest prosta, na dużej scenie – tylko hity. Nie gra się utworów nieznanych, lirycznych i smutnych. Zawsze też konsultuję się z reżyserem odpowiedzialnym za całość imprezy. Razem uzgadniamy, które przeboje wykonam.

Na sylwestra wybiera się inne piosenki niż na letnie koncerty?

Pora roku nie ma znaczenia. 31 grudnia, ponieważ koncert odbędzie się w stolicy Tatr, zacznę od mojego przeboju o Zakopanem „Trzy, albo nawet cztery dni”.

Zawsze ma Pani dopracowane kreacje na scenę. Powie Pani, w czym ją teraz zobaczymy?

Staram się, by moje stroje były wyjątkowe, ale też zgodne z trendami mody, dlatego na pierwszy występ zaplanowałam kostium w czarno-srebrnej kolorystyce. Zaś w drugim będzie dominowała czerwień oraz kwiaty.

Skorzysta Pani z okazji i wybierze się na narty?

Niestety nie. Muszę uważać, by coś mi się nie stało. Mam zakontraktowane trasy koncertowe, nie mogę nikogo zawieść. Podzieli się Pani przepisem na energię, którą Pani emanuje? W momencie, kiedy wchodzę na scenę i zaczyna grać muzyka, dosta- ję tak zwanego kopa. Do tego entuzjastycznie nastawiona publiczność i już mi skrzydła rosną (śmiech).

Bardzo rzadko, ale zdarza się, że nie występuje Pani w sylwestra. Brakuje Pani wówczas sceny?

Zazwyczaj spędzam wtedy czas w Zakopanem, w gronie przyjaciół. Przez cały rok gram koncerty, więc lubię się też pobawić się w miłym towarzystwie wśród bliskich. A w takich momentach nie tęskni się za występami.

Terminy, koncerty, wywiady – tu trzeba doskonałej organizacji. A Pani mówi o sobie: „Jestem spontaniczna, lubię iść na żywioł”. Jak Pani to godzi?

To nie jest proste, bo trzeba mieć dwie natury: jedną szaloną, ale ona wyzwala się tylko wtedy, kiedy można, na przykład na scenie, i drugą – racjonalną. W życiu muszę być poukładaną osobą, by logistycznie zgrać swoje obowiązki. Zawsze mam przy sobie notes, w którym wszystko zapisuję: zakupy, plany zawodowe, spotkania.

Rok temu powiedziała Pani: „Zaczynam wreszcie spełniać swoje marzenia”. Co się udało, a co jeszcze ma Pani w planach?

Wróciłam do gry w tenisa, którą uwielbiam. Staram się codziennie wyjść na kort. A marzenia? No cóż, gdy się pojawiają, dążę do tego, by je jak najszybciej spełnić.

Napisano już kilka książek o Maryli, zgodziłaby się Pani na film biograficzny?

Oczywiście. Był nawet taki pomysł – miał powstać serial pod tytułem „Maryla”, ale reżyser stwierdził, że w moim życiu jest za mało dramatu. Powie dział: „Ani pani nie umarła, ani nie była chora”. Jako przykład dawał mi Annę German.

Czego można Pani życzyć na nowy rok?

By udała mi się płyta. W lutym wchodzę do studia nagrywać, ale pracuję nad nią już od wielu miesięcy. Nie miałam w planach wydania albumu, ale poznałam gitarzystę, który jest również poetą. Zachwyciłam się jego kompozycjami. I tak wiosną ukaże się mój kolejny krążek z premierowymi numerami.

Rozmawiała Monika Ustrzycka

Kurier TV

Zobacz również

  • U chodzi za jedną z najbardziej tajemniczych aktorek. Chociaż żywiołem Magdaleny Cieleckiej (44) jest teatr, aktorka zagrała w wielu popularnych serialach, m.in.: Magda M., Oficer, Hotel 52,... więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.