Reklama
  • Środa, 23 marca 2016 (08:05)

    Patricia Kazadi: Spełniły się moje marzenia

Wkrótce zobaczymy ją w jednej z głównych ról w serialu „Bodo”. Patricia Kazadi zdradza nam, co zabawnego wydarzyło się na planie i dlaczego miłosne doświadczenia tak bardzo pomogły jej w pracy przy tej produkcji.

Reklama

Wielu aktorów chciało otrzymać rolę w „Bodo”. Jak Ty zdobyłaś swoją?

Biłam się o nią (śmiech). A tak na poważnie – wiedziałam, że na castingu muszę dać z siebie wszystko i udało się. Choć początkowo, gdy zadzwoniła do mnie agentka i powiedziała, nie wymieniając tytułu, że jest przesłuchanie do serialu, którego akcja toczy się w Polsce w okresie międzywojennym i mam szansę na jedną z głównych ról, zaniemówiłam. Myślałam, że to żart. Dopiero potem dodała, że chodzi o postać etniczną – Reri.

Ile kontrkandydatek pokonałaś?

Wiem, że o tę rolę starało się kilka aktorek również z zagranicy. Wygrałam, ponieważ reżyserowi i produkcji spodobało się to, jak zagrałam pijaną i agresywną Reri. Istotny był również śpiew i taniec.

Jak się przygotowywałaś do pracy na planie?

Etapów było kilka. Od akcentu, z którym mówiła moja bohaterka, po śpiew i taniec. Reri pochodziła z Tahiti, dlatego na początku mówię w serialu tylko po francusku.

Miałam styczność z tym językiem w dzieciństwie, ale od lat go nie używałam. Idąc na casting, starałam się oddać Reri jak najwierniej. Obejrzałam wszystkie filmy z jej udziałem. Później, podczas pracy nad „Bodo” wraz z reżyserem stworzyliśmy kreację, która nie była idealnym odwzorowaniem Tahitanki. Została zainspirowana jej postacią.

Fizycznie też się musiałaś zmienić?

Przychodziłam na plan łysa i w dresie. Do bólu współczesna. Po dwóch godzinach charakteryzacji stawałam się kimś innym. Zakładałam kostium, perukę, makijaż – to niesamowite uczucie, czułam się jak przedwojenna dama.

Chciałabyś się przenieść w tamte czasy?

Zawsze o tym marzyłam. Ta klasa, ten szyk. Wszyscy pięknie się wysławiali, panowie byli szarmanccy, panie – kobiece. Cudownie było choć na chwilę poczuć ten klimat.

Możesz się podzielić jakąś anegdotą z planu?

Najzabawniejsza była scena z psem należącym do głównego bohatera. Nagrywaliśmy ujęcie, w którym szamoczemy się z Eugeniuszem. Bodo dość gwał townie pchnął Reri na łóżko. Pupil uznał, że to się dzieje naprawdę i rzucił się na niego w mojej obronie. A myśmy dalej kręcili.

Nie wiem, jak Tomek się czuł, ale ja z trudem powstrzymałam się od śmiechu. Potem ten olbrzymi zwierzak wskoczył na łóżko i zaczął lizać mnie po twarzy by upewnić się, że nic się nie stało. Kochany pies.

Mimo że zdemolował mi makijaż i fryzurę, byłam nim zauroczona. Nigdy tego nie zapomnę. Kto wie, może zobaczymy to ujęcie na ekranie?

W serialu jest dwóch Bodo. Młodszy, w którego wciela się Antoni Królikowski i starszy – Tomasz Schuchardt. Z którym z nich grasz?

Z Tomkiem. Reri poznała Eugeniusza, gdy był już sławnym artystą. Moja bohaterka pojawi się w 9. odcinku.

Jak Ci się z nim współpracowało?

Od początku dobrze nam się razem grało. Jestem ogromną fanką jego talentu i profesjonalizmu. Był otwarty na propozycje i nie gwiazdorzył, choć mógłby (śmiech). Bardzo ciężko pracowaliśmy. Nie mieliśmy dublerów, nikt też za nas nie podkładał głosu. Każdą piosenkę i każdy taniec wykonaliśmy sami. Choć bywało ciężko, to zabawa na planie była niesamowita.

A kim dla Ciebie była Reri?

Niesamowicie ciepłą, prostolinijną dziewczyną, która pochodziła z małej wioski, a nagle stała się jedną z największych gwiazd Hollywood. I nie było przy niej nikogo, kto by nią pokierował czy pomógł. Gubiła się w tym świecie blichtru.

Bodo to jej pierwsza miłość, w dodatku niezbyt szczęśliwa. Rzuciła dla niego wszystko.

Ty, jako Patricia Kazadi, byłabyś w stanie zaangażować się w związek w ten sposób?

Tak. Jeśli to też byłaby moja pierwsza miłość. Ona poznała go jako młodziutka dziewczyna. Ja mam dwadzieścia siedem lat i kilka miłosnych zauroczeń za sobą. Te doświadczenia pomogły mi wczuć się w rolę. Jednak nie wyobrażam sobie, by ktoś nade mną aż tak zapanował, jak Bodo nad Reri.

Rola w tym serialu to spełnienie twoich marzeń?

Tak. W „Bodo” łączę wszystkie moje pasje: aktorstwo, taniec i śpiew. Ważne jest dla mnie również to, że jako stuprocentowa Polka zawsze chciałam zagrać jakąś postać ważną dla naszej historii. Ze względu na mój wygląd wydawało się to niemożliwe, a tu taki prezent!

Rozmawiała Monika Ustrzycka

Kurier TV
Więcej na temat:Patricia | Bodo | Tomasz Schuchardt | marzenia | rola | Nie

Zobacz również

  • Przez wiele lat jako terapeutka słuchała uważnie ludzi. Czy to doświadczenie inspiruje Panią Karolinę do pisania? Mówi, że tak. Podobno najlepsze scenariusze pisze samo życie. więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.