Reklama
  • Wtorek, 21 lutego (08:05)

    Rudi Schuberth: Spędzam czas z wnukiem

Trzynaście lat temu kupił Pan ziemię na Kaszubach. Skąd pomysł, by wyprowadzić się na wieś?

Reklama

Marzyłem o miejscu, gdzie mógłbym się wyciszyć, nigdzie nie spieszyć, żyć w symbiozie z przyrodą. Wielkomiejska bieganina nigdy nie sprawiała mi przyjemności, stresowała i irytowała. A tutaj mam wszystko, czego dusza zapragnie.

Niepowtarzalne wschody i zachody słońca, jezioro, ciszę, czyste powietrze, lasy, biegającą zwierzynę. No i mogę się z kimś umówić z dokładnością do pięciu minut, co w dużym mieście było raczej nie do pomyślenia. To wszystko sprawia, że stres odszedł w niepamięć, a ja czuję się szczęśliwy, nie ma we mnie tej nerwowości co kiedyś.

Życie na wsi nie jest dla Pana zbyt monotonne?

Absolutnie nie! Tutaj zawsze jest coś do zrobienia, nie ma mowy o nudzie. Nawet zwykłe, wydawałoby się banalne, koszenie trawy jest sporym wyzwaniem, bo parę hektarów przecież mam. W zimie natomiast lubię odrestaurowywać stare lampy, mam zresztą bzika na punkcie staroci. Zbieram je od ponad czterdziestu lat, trudno mi przejść obojętnie obok pięknych, przedwojennych rzeczy. Nie lubię współczesnej, nijakiej tandety.

Codzienne obcowanie z przyrodą zmieniło Pana nastawienie do życia?

Oczywiście na plus, bo dzięki niej więcej się widzi, intensywniej czuje rzeczywistość, docenia ją. Dla mnie na przykład nie istnieje brzydka pogoda, gdyż nawet padający deszcz ma w sobie coś z magii. Jedyne czego żałuję to tego, że człowiek w swoim życiu zbyt mało przeżywa wiosen. Średnia wieku pozwala nam obserwować budzącą się przyrodę zaledwie siedemdziesiąt kilka razy. To jednak zaniżona liczba.

Nie brakuje Panu błysku fleszy, występów na scenie?

Uważam, że odszedłem z show-biznesu w najlepszym dla siebie momencie, ani nie za późno, ani za wcześnie. Odpracowałem swoje w telewizji, choć, prawdę mówiąc, Warszawa nigdy nie była mi po drodze. Zapewniała dochody, więc pojawiałem się regularnie i tu, i tam. Nie wyłączyłem jednak do końca światła, niekiedy przyjmuję jakieś zlecenia.

To znaczy?

Koncertuję od czasu do czasu z wieloma muzykami, to miły przerywnik w moim spokojnym, pozbawionym nerwowości życiu. Zdecydowanie odmawiam tylko wojaży zagranicznych, bo już się wystarczająco w swoim czasie najeździłem! Nie mam jednak parcia na szkło, chęci pojawiania się w telewizji czy prowadzenia rozrywkowych programów.

Dlaczego?

Wolę posiedzieć na pomoście nad jeziorem, zatopić się w myślach, powędkować. Albo, co szczególnie uwielbiam, pobawić się z wnukiem, na którego punkcie oszalałem. Spędzam z Wiktorem każdą wolną chwilę, pokazuję mu, jak ciekawy jest świat. Nie sądziłem, że bycie dziadkiem to coś tak wspaniałego!

Rzadko opuszcza Pan swoje królestwo. To wpływ wnuka?

Jak najbardziej! Podporządkowałem mu swój grafik. I czuję, że moje życie jest dokładnie takie, jakie powinno być, jakiego pragnąłem. Mam przy boku ukochaną żonę, córkę i zięcia. Jesteśmy wielopokoleniową, tradycyjną rodziną. Może trochę nie z tej epoki, ale ja nigdy nie mogłem się odnaleźć w swoich czasach. Gdybym urodził się sto lat wcześniej, pewnie czułbym się lepiej.

W Folwarku Otnoga, gdzie Pan mieszka, prowadzicie z żoną gospodarstwo agroturystyczne. Klientów chyba Wam nie brakuje?

Gospodarstwem zajmują się najbliżsi. Nie reklamujemy się, bo kto ma do nas trafić – wcześniej czy później się pojawi. Nie każdy jednak przechodzi pierwszą selekcję: najpierw trzeba zadzwonić do mojej żony, która już po pierwszej rozmowie wie, z kim ma do czynienia, co niejednokrotnie pomogło mi w życiu. Rozm. Artur Krasicki

Rudi Schuberth personalia

Urodzony: 30 sierpnia 1953 roku w Gdańsku. Kariera: Piosenkarz, autor tekstów, kompozytor, satyryk, prezenter telewizyjny i aktor. W 1977 roku w Gdańsku współtworzył Okolicznościowo-Rozrywkowy Syndykat Wały Jagiellońskie.

Od 1979 roku współpracował z Kabaretem Tey. Koncertował w kraju i za granicą (m.in. w USA i Kanadzie).

Współpracował również z orkiestrami Zbigniewa Górnego oraz Aleksandra Maliszewskiego. Był też prowadzącym teleturnieje „Rekiny kart” i „Zgadula” oraz program „Śpiewające fortepiany”. Zasiadał w jury programu „Jak oni śpiewają”.

Życie na gorąco

Zobacz również

  • Talent do bawienia innych odziedziczył po mamie. Od lat ciągle w drodze, bo publiczność wciąż go kocha. Prywatnie kochający mąż i oddany ojciec. więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.