Reklama
  • Poniedziałek, 23 stycznia 2017 (11:00)

    Sławomira Łozińska: Czasu nie można zawrócić

Życie okrutnie ją doświadczyło. Wie, że świat może zawalić się w sekundę. Nie chce jednak mówić o cierpieniu i bólu. Życie musi toczyć się dalej.

Lubi działać, ma naturę społecznika, chętnie pomaga innym. Od niemal dziesięciu lat gra Basię w serialu „Barwy szczęścia” i bardzo lubi tę rolę. Sławomira Łozińska (63) ma też wielką słabość do... samochodów. Jeździ szybko i brawurowo.

Przywiązuje Pani wagę do metryki, do upływu czasu?

Reklama

To dwie różne rzeczy. Metryka jest dokumentem, ona czemu innemu służy, np. w pewnym wieku obowiązuje zniżka na pociąg. A czym innym jest szacunek do upływu czasu. Można oczywiście oszukiwać, ukrywać prawdę, odmładzać się.

Ale czas dotyczy wszystkich. Są ludzie starsi, którzy cieszą się każdym dniem, i młodsi, już zmęczeni życiem, z syndromem wypalenia. To są rzeczy indywidualne. Czasem zastanawiam się nad tym, czy dobrze wykorzystuję ten czas, który jest mi dany. Świadomość sensu życia, radość i brak strachu – razem to daje wielką ulgę.

Są rzeczy, których Pani żałuje w swoim życiu?

Powrót do przeszłości jest niemożliwy, nie da się zrobić czegoś jeszcze raz, inaczej i lepiej, więc w ogóle się nad tym nie zastanawiam. Raczej myślę o czasie w znaczeniu organizowania życia. Nie można sobie pozwolić na to, żeby robić rzeczy bez sensu. Czasem tak się dzieje z powodów asekuracyjnych, z powodu braku odwagi czy świadomości. Warto wykonywać taką pracę, która daje satysfakcję, sprawia przyjemność, a nie jest przyczyną zawału czy nadmiernego stresu.

W pracy upatruje Pani sens?

Znajomy powiedział, że jestem w tym wieku, że nie powinnam pracować dla pieniędzy, ale ja mam poczucie, że robię to, co lubię. Zajmowałam się w życiu różnymi rzeczami i cieszę się z tej różnorodności. To nie zawsze było aktorstwo. Byłam np. dyrektorką teatru, członkiem Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Nie bałam się takich zmian zawodowych w swoim życiu i zarówno praca aktorki, jak i zajęcia poza aktorstwem sprawiały mi równą satysfakcję. Nawet jak dziergam sweterek na drutach, też mam z tego dużo radości.

To jest jedna z wartości, którą wpojono Pani w domu?

Tak. Myślę, że przekazano mi też taką harcerską uczciwość. W naszym domu powtarzało się często, jak refren: „jak nie wiadomo, jak się zachować, to trzeba się zachować przyzwoicie”. Cenna jest też cywilna odwaga.

Łapie się Pani czasem na tym, że robi Pani coś tak jak mama czy babcia?

Dość wcześnie straciłam dziadków, więc nie zdążyłam ich dobrze poznać. Natomiast zachowania mamy i taty cały czas odnajduję w sobie. Mama była łodzianką, taty rodzina pochodziła ze Wschodu. Zamieszkali w Warszawie i tutaj się urodziłam. Długo miałam rodziców, więc mogłam świadomie czerpać z ich obecności, uczyć się od nich. Kiedy odeszli, byłam na tyle dojrzała, że mogłam to przeżyć z ogromnym bólem, ale stosunkowo łatwiej było mi się z tą stratą pogodzić. Długie życie naszych rodziców to jedna z większych łask.

Przeżyła Pani ogromną tragedię, śmierć syna. Jak uporać się z taką stratą?

Nie znam dwóch takich samych sposobów przeżywania żałoby. To jest bardzo trudne. Mamy prawo do zachowań, które mogą nawet bardzo zaskakiwać otoczenie, wydawać się irracjonalne. Czasem trzeba skorzystać z pomocy specjalisty, wziąć leki uspokajające, nasenne.

Gdy mamy grypę, nikogo nie dziwi, że idziemy do lekarza po pomoc. A gdy wydarza się tragedia, z którą nie dajemy sobie rady, przecież nie może być inaczej. Też mamy prawo do pomocy lekarskiej.

Terapia to modny dziś sposób na radzenie sobie z problemami.

Uważam, że jeśli jest potrzebna taka pomoc zewnętrzna, to nie należy się tego bać, trzeba z tego korzystać. Z każdego punktu widzenia – czy to pewnej duchowości, religijności, czy agnostycyzmu – całe życie jest po to, żeby wykonywać pracę nad sobą. Bardzo to cenię, jeśli widzę w ludziach chęć niekoniecznie zmiany, tylko pogłębienia swojego życia.

Do kogo o każdej porze dnia i nocy może Pani zadzwonić w sytuacji kryzysowej?

Nie mam takiego zwyczaju, żeby się dzielić kłopotami, problemami, nie chcę obciążać bliskich swoimi sprawami. Ale mam grono przyjaciół, rodzinę.

Jak spędza Pani wolny czas?

Zależy od sytuacji. Czasem zamykam się z książką, a innym razem chcę przebywać w grupie znajomych, rodziny. Lubię patrzeć na szczęśliwych ludzi. Rozmawiała: Aga Stalińska

Dobry Tydzień

Zobacz również

  • Gdy po ukończeniu liceum opuszczał rodzinny dom w Krakowie, mama dała mu łańcuszek z krzyżykiem. To dla niego był ważny życiowy drogowskaz. więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.