Kategorie
Znane osoby

Ewa Wachowicz: Nie muszę być taka jak inni. Lubię być sobą.

Jej życiorys to gotowy scenariusz na film. Wychowana na wsi, była Miss Polonią, rzeczniczką rządu, dziś jest gwiazdą telewizji. Wciąż piękna i mądra życiowo.

Ewa Wachowicz (46) – szczera, pełna radości, z zasadami, których trzyma się od dawna. Rozmowa z nią to dla mnie zawsze wielka przyjemność.

Podjęłaś jakieś noworoczne postanowienia?

Nie i nigdy takich nie robiłam. W moim rodzinnym domu takich tradycji nie było.

A postanowienie związane z dbaniem o siebie, wagą?

A… to postanowienie mam nie z okazji nadejścia nowego roku, a dlatego, że po prostu lubię siebie. I ono jest na stałe. Jem mądrze, tylko dobre rzeczy i takie, które mi nie szkodzą. Jakiś czas temu zrobiłam badania genetyczne i dowiedziałam się, że mój organizm najlepiej trawi węglowodany i gluten, powinnam się za to wystrzegać laktozy. To mnie nie zdziwiło, bo od 10 lat nie piję mleka – źle się po nim czułam.

Kiedyś powiedziałaś mi, że codziennie robisz tyle pompek, ile masz lat. Nadal trzymasz się tej zasady?

Oczywiście. Poza tym dwa razy w tygodniu ćwiczę z osobistym trenerem i dwa razy w tygodniu uprawiam jogę.

Jest coś, co cię motywuje w tym zdrowym trybie życia, bo nie każdy tak potrafi?

Moją motywacją jest miłość do siebie i do sportów, które uprawiam, czyli wspinaczki górskiej i nart. Bo wymagają one naprawdę dobrej kondycji.

Lubisz niebezpieczeństwa?

Niekoniecznie. Uprawiam ten sport z głową i kiedy trzeba, potrafię zawrócić. Zdarzyło się tak, kiedy zdobywałam górę Ararat w Turcji, a warunki pogodowe były bardzo trudne. Chcę żyć i mam dla kogo żyć.

Wychowałam się rejonie górskim, wiem jakie są zagrożenia, ale to też wspaniałe emocje, przestrzeń, cudowne widoki. Moje wyprawy to jest też poznawanie rejonów, ludzi, kuchni. Jedni grają w karty, zbierają znaczki, a ja chodzę po górach.

A mężczyźni są dla ciebie motywacją do dbania o siebie?

Wiem, że są kobiety, które potrafią iść spać w makijażu, żeby rano podobać się mężczyźnie. Nie jestem jedną z nich. Dbam o siebie dla siebie, bo lubię być sobą.

A jaki usłyszałaś najpiękniejszy komplement od mężczyzny w ostatnim czasie?

Pewien pan, widząc mnie, powiedział: „Boże, podwyższyła pani średnią estetyczną tego miejsca”. Kiedyś zaś brałam udział w projekcie z udziałem byłych Miss Polonia. I pan od make-upu powiedział do kolegi, który mnie malował: „Ty to leniwy jesteś. Zawsze bierzesz takie kobiety, przy których nie musisz się napracować”. Od jakiegoś czasu zapisuję zasłyszane komplementy, bo niektóre są naprawdę oryginalne.

To dlaczego Ewy Wacho wicz nie widzimy na imprezach z mężczyzną u boku?

Bo nie zapraszam kamer do swojej sypialni i taką mam od lat zasadę. Jeśli mam ramówkę, galę rozdania Telekamer czy inne publiczne wyjście, to idę do pracy, nie na prywatną imprezę.

Ale na salonach wiele znanych osób pojawia się jednak w towarzystwie…

Każdy postępuje jak chce i ma do tego prawo. Szanuję to, ale nie muszę być taka jak inni.

Twój ideał mężczyzny?

Przystojny jak George Clooney, dowcipny jak Piotr Bałtroczyk, zbudowany jak Pudzian, zaradny i bogaty jak Bill Gates!

A są tacy mężczyźni?

Oczywiście.

I to od takiego faceta dostałaś różowe buty górskie pod choinkę?

Może tak (śmiech). To już są moje ukochane buty.

I gdzie one cię zaprowadzą tym roku…

W styczniu lecę do Japonii na narty. W tym roku planuję także wejście na szczyt Mount Sidley na Antarktydzie. To mój ostatni szczyt, który muszę zdobyć do pełnej Korony Wulkanów. Jeśli wszystko dobrze się ułoży, spróbuję zdobyć ten szczyt w grudniu 2017 lub w styczniu 2018 roku.

Córkę Aleksandrę zabierasz ze sobą?

To nie jest wyprawa dla nastolatki. Wspinaczkę uprawiam z profesjonalnymi przewodnikami, w grupie zaprawionych w górskich zmaganiach towarzyszy.

Pytam o Olę, bo w ubiegłym roku wystąpiłyście razem w programie „Top Chef”. I jej uroda zachwyciła.

Pomysł wyszedł od producenta. Do odcinka jurorzy mieli zaprosić bliską osobę. Moi rodzice są już wiekowi, więc naturalnie w rozmowach pojawiła się Ola. Początkowo miałam z tym problem, bo staram się ją trzymać z dala od świata show-biznesu.

Ola stwierdziła jednak, że skoro jest to występ związany z rolą jurora, a nie pokazywaniem się na ściankach, to chciałaby wziąć w nim udział. Miała wtedy 15 lat. Natomiast to nie jest czas dla Oli na bywanie na salonach. Ona ma do zrobienia szkołę, studia. Jest dopiero w pierwszej klasie liceum.

Chciałabyś, żeby w przyszłości została…?

Chciałabym, aby robiła rzeczy, które będzie lubiła i by była sobą.

A ma już jakieś plany?

Nie, ale ja w wieku 16 lat też nie miałam pojęcia, co chcę robić.

Tylko ty startowałaś z trochę innego punktu. Wychowywałaś się na wsi, a córka jest od urodzenia krakowianką.

A ja myślę, że ma jednak trudniej. Może nie bardzo w jej wieku wiedziałam, co chcę robić w życiu, ale od początku jasne było, że chcę studiować, wyjechać do Krakowa. Miałam też większą determinację. A Ola pewnych rzeczy nie musi, trudniej więc będzie się jej określić, co chce w życiu robić.

Wracasz jeszcze do rodzinnych Klęczan?

Oczywiście i to często. Tam mieszkają moi rodzice i tam jest mój rodzinny dom.

Wspomnienia też wracają?

Klęczany kojarzą mi się z cudownym dzieciństwem i fantastycznymi potrawami, które gotowały moja mama i babcia. To dzięki nim poznałam polską kuchnię i nauczyłam się gotować. Do dziś mam zeszyty z ich przepisami, które zapisywałam. Jestem dumna ze swojego pochodzenia.

To jakim człowiekiem jestem dzisiaj, choćby w świecie show-biznesu, tak odległym od środowiska, w którym wyrosłam, wynika z te go, w jakim domu się wychowałam. Życie na gospodarstwie sprawiło, że umiem ciężko pracować.

Myślisz sobie czasem, że wygrałaś los na loterii?

Zawsze uważałam, że mam szczęście i jestem szczęśliwa, a do problemów wolę się uśmiechać, bo wtedy stają się mniejsze. Reszta to konsekwentna i ciężka praca. Zanim poszłam na studia do Krakowa, nie marzyłam aż o takiej karierze. Ale wszystko w moim życiu pracowało na to, kim dziś jestem – nauka gotowania, tytuł Miss Polonia, praca rzeczniczki, produkcja programów, pisanie książek, podróże.

A w tym roku powalczysz po raz trzeci o Telekamerę dla najlepszego jurora…

Jestem dumna i szczęśliwa z tego powodu.

Aleksandra Jarosz

Kategorie
Aktorzy

Krystyna Sienkiewicz: Pomaga mi św. Antoni

Jako dziecko straciła rodziców. Nie miała szczęścia w miłości, zawiodła ją córka, ma problemy ze zdrowiem. Ale mimo to z jej twarzy nie znika uśmiech.

Przy swoim domu na warszawskim Żoliborzu postawiła kapliczkę św. Franciszka, opiekuna zwierząt. To nie jedyny święty, z którym ma dobre relacje. Mimo naznaczonego cierpieniem życia Krystyna Sienkiewicz (81) uważa, że dużo dostała.

Wojna zabrała Pani dom, dzieciństwo, rodziców. Tato zginął w obozie, mama zmarła w szpitalu. Wiele jak na małe dziecko…

Za dużo. Jeremi Przybora mówił mi: „Ty nie miałaś dzieciństwa, ty miałaś bachorstwo”. Nawet chciałam popełnić samobójstwo, gdy miałam osiem lat.

Jak Pani chciała to zrobić?

Myślałam, że jak zmarznę na kość, to przeziębię się i umrę. Zdjęłam majtki i położyłam się na wilgotnej, zimnej ziemi. Byłam wtedy pod opieką Stefanii Tarkowskiej, koleżanki mamy. Przyjechała do nas siostra stryjeczna ojca i powiedziała, że zabierze mnie do siebie na Mazury, ale brata Rysia już nie mogła wziąć, poszedł do domu dziecka. Bardzo go kochałam. Rozdzielono nas i dlatego chciałam się zabić.

I co się stało?

Przyleciał bielinek kapustnik i usiadł mi na ręce. Pomyślałam, że to jest duch mamy, która mówi do mnie: „Nie rób tego”. Mama mnie strzegła i nadal strzeże.

Miała Pani być malarką. Dlaczego została aktorką?

Dostałam po mamie wielki posag, wiele talentów. Trochę śpiewam, maluję, kiedyś haftowałam, ale oczy mam marne i już nie mogę. Chciałam być aktorką, bo byłam bardzo nieśmiała. Wydawało mi się, że jak zostanę aktorką, to będę kimś innym, wesołym.

Uważano Panią za najpiękniejszą dziewczynę w stolicy…

Miałam powodzenie, mężczyźni podstawiali mi nogę, żebym wpadła w ich ramiona.

Którego najmocniej Pani kochała?

Wojtka Solarza, kolegę z STS-u, został reżyserem. Powinnam z nim być. Mówił o wspólnym życiu, ale ja chciałam jeszcze trochę pożyć. Tak, to jest facet, którego najbardziej kochałam. Ożenił się.

Pani dwa małżeństwa zakończyły się rozwodem.

Pierwszy mąż, Włodzimierz Rylski, wyjechał do Niemiec robić karierę, a ja do Niemiec nie chciałam emigrować. Andrzej Przyłubski, drugi mąż, trochę mnie finansowo oskubał.

Jednak przyjęła go Pani do domu, gdy umierał na raka, choć wyprowadził pół Pani majątku dla swojego dziecka i innych kobiet?

Kiedy Andrzej u mnie leżał, przyszedł facet i mówi, że mój były mąż jest mu dłużny pieniądze. To wyjęłam portfel i dałam mu forsę, choć może nie powinnam, bo wcześniej Andrzej wybrał wszystkie moje dolary.

Dlaczego pomogłam? Jeżeli kocham psy, koty i inne stworzenia, to dlaczego jemu miałam nie pomóc? Pomagam, bo inni mi też pomagali.

Andrzej na łożu śmierci Panią przeprosił, podziękował?

Nic nie powiedział.

To właśnie z nim adoptowaliście córkę?

Matka ją porzuciła. Julka urodziła się chora, nikt jej nie chciał. Wzięłam ją ze szpitala, kiedy miała 3, 5 roku. Nauka z trudem jej przychodziła. Wiele w nią włożyłam miłości, energii, kupiłam mieszkanie. Miała wsparcie.  Skończyła kurs modelek, fryzjerski, manicure, pedicure, wszystko, co chciała, ale nigdzie długo miejsca nie zagrzała.

Media donosiły o Waszych złych relacjach…

Chciała mnie zabić. Przychodziła pod dom, wykrzykiwała. Nie chcę o tym opowiadać. Czasem żałuję, że ją adoptowałam.

Miała Pani kłopoty ze zdrowiem. Dwa lata temu udar mózgu, po którym wystąpiły problemy z mową, rok temu rak oka. Jak jest teraz?

Słowa wróciły, mówię. Rak zdechł. Tylko oczy. Słabo widzę, a dla malarki to źle. Dla aktorki też. W Nowym Jorku na scenie zamiast chusteczki machałam kiedyś do widzów majtkami. Bo ktoś mi chusteczkę, którą sobie przygotowałam, zabrał, a obok leżały majtki. Ale to nic, wszyscy się śmiali i ja też. Było bardzo wesoło.

Czy Pani udaje, czy naprawdę jest Pani ciągle taka zadowolona i uśmiechnięta?

Ja nie udaję, muszę ludziom pomóc swoim chichotem, a oni pomagają mnie. A poza tym śmiech to zdrowie, choćbyś spadł na samo dno.

Miała Pani żal do losu, że tyle złego Panią spotkało?

Do losu? Nie. Mogę mieć żal do siebie, że byłam naiwna, więc głupia. Gdybym miała płakać nad sobą, to zaraz przychodzą mi na myśl wszystkie potwornie skrzywdzone dzieci. Ja przecież wiele dostałam. Miałam ciekawe życie.

Z czego jest Pani najbardziej zadowolona, dumna?

Dumna to nie. Zadowolona. Że żyłam porządnie, nie robiąc nikomu krzywdy, że nic nie mam do ukrycia. Niedawno wyszła o mnie książka i nie miałam niczego takiego w życiu, żebym choć raz powiedziała do autora: „O tym proszę nie pisać”.

Kto Pani teraz pomaga?

Sama sobie pomagam. Święty Antoni mi pomaga, bo znajduje pieniądze. Kładzie je na stół i mam za co żyć. Ci, co dają mi role i wydają mi książki, pomagają. A przede wszystkim moja mama, bo dała mi tyle talentów, że mogę z nich nadal żyć.

Rozmawiała: Iwona Spee