Kategorie
Znane osoby

Monika Zalewska. Uzdrowić medycynę

Monika zalewska, reporterka „Wydarzeń”, jest ekspertką od spraw medycznych. Dlatego właśnie ją zapytaliśmy, czy w obliczu nowych pomysłów ministra zdrowia pacjenci mają powody do obaw.

Co czeka pacjentów w nadchodzących miesiącach?

Chaos. Szykuje się wiele poważnych zmian. Zapowiedziano likwidację Narodowego Funduszu Zdrowia, wprowadzenie sieci szpitali i zmiany w podstawowej opiece zdrowotnej. Na razie pojawia się więcej pytań niż odpowiedzi. Projekty ustaw wciąż są w konsultacjach społecznych.

Co to oznacza dla chorych?

Bez większych nakładów na ochronę zdrowia kolejki do specjalistów wydłużą się. Eksperci ostrzegają, że jeśli zacznie działać sieć szpitali, może zniknąć około 400 ośrodków z 1400 dotąd funkcjonujących. Nie wiadomo, co będzie ze szpitalami specjalizującymi się w jednej dziedzinie, np. ortopedycznymi. Wprowadzony zostanie system budżetowy, placówki otrzymają ryczałty. Przestaną więc walczyć o pacjentów, ponieważ pieniądze i tak będą miały zapewnione.

Obowiązuje ustawa gwarantująca wszystkim dostęp do lekarza podstawowej opieki zdrowotnej. 

Osoby nieubezpieczone dostają w gabinecie jedynie poradę. Nie zostaną skierowane do specjalisty, ponieważ tego ustawa już nie zakłada. Choć diagnostyka w podstawowej opiece zdrowotnej ma być rozszerzona. Lekarz rodzinny ma otrzymać też większą władzę. To on zadecyduje, czy skierować pacjenta do specjalisty, czy leczyć go samemu.

Większą władzę?

Będzie miał możliwość zlecania większej ilości badań niż dotąd. Lekarz rodzinny ma być koordynatorem i to jest dobry pomysł. Osoby starsze chodzą do różnych specjalistów i dobrze by było, żeby lekarz rodzinny otaczał pacjentów parasolem ochronnym.

To znaczy?

Każdy ze specjalistów przepisuje swoje leki. Nie zawsze współdziałają one ze sobą, niekiedy wręcz szkodzą. Lekarz rodzinny będzie mógł to skontrolować.

Skoro mówimy o lekach. Szykuje się też reforma dotycząca aptek.

To prawda. Apteki mają prowadzić tylko farmaceuci, co zagraża dużym sieciom. Planowano także zakazać sprzedaży leków w sklepach i na stacjach benzynowych. To się zmieniło, ale tylko częściowo. Z obrotu pozaaptecznego zniknie 60% produktów. Leki przeciwbólowe będą w dużo mniejszych dawkach. Tę zmianę najbardziej odczują mieszkańcy małych miejscowości, którzy mają daleko do aptek.

Zmiany dotyczące aptek będą obwarowane ograniczeniami demograficznymi i geograficznymi.

A to spowoduje, że aptek będzie dużo mniej i podobnie jak w przypadku sieci szpitali zniknie konkurencyjność. Ceny leków mogą zatem wzrosnąć.

Z drugiej strony nadużywamy leków wydawanych bez recepty i suplementów diety.

Wydajemy na nie ogromne kwoty, które idą w miliardy! Reklamy wmawiają nam, że dzięki nim zostaniemy cudownie uzdrowieni. Gdyby tak było, przestalibyśmy chorować.

Rząd planuje się tym zająć?

Tak, przede wszystkim tym, jakie treści będą mogły znaleźć się w reklamach tego typu preparatów. Wszystko to, co zawierają suplementy diety, powinna zawierać dobrze zbilansowana dieta. Uważam, że należy usunąć je z aptek. To nie są leki, tylko produkty spożywcze – tak zostały zarejestrowane.

A preparaty ziołowe?

Zioła nie szkodzą, ale trzeba wiedzieć, jak odpowiednio je stosować. Zwłaszcza, gdy zażywamy inne leki. A już na pewno nie powinny zastępować leczenia i wskazań lekarskich. Znam ludzi, którzy leczyli się u znachorów i zielarzy. Nie ma ich już na świecie. Także Magdy Prokopowicz, założycielki fundacji Rak’n’Roll. Myślę, że by się na mnie nie obraziła, że tak mówię, bo sama o tym głośno opowiadała. Gdy dowiedziała się, że ma raka, przestała się leczyć i zaczęła chodzić do gabinetów medycyny niekonwencjonalnej.  Rozm. Małgorzata Pokrycka

Kategorie
Aktorzy

Krystyna Sienkiewicz. Nie roztkliwiam się nad sobą

Mówią o Pani: kobieta wielu talentów. Zgadza się Pani z tym twierdzeniem?

Z grzeczności nie zaprzeczę, choć nigdy nie byłam zarozumiała i zawsze dziwiłam się, że potrafię nie tylko nieźle rysować i śpiewać, ale też rozbawiać widzów na scenie, co dawało mi największą przyjemność i satysfakcję. Zawsze powtarzam, że wszystko, co dobre mam po swojej mamie. Urodę i poczucie humoru również.

Uroda pomagała czy raczej była przeszkodą w Pani aktorskiej karierze?

Nigdy nie narzekałam na brak ciekawych propozycji, z drugiej strony – nie pchałam się z łokciami na scenę czy przed kamerę. Kariera za wszelką cenę? To nie dla mnie. Nie zaliczałam się do aktorek, o których mówiono „raz da i gwiazda”, choć okazje ku temu oczywiście były. Do wszystkiego doszłam sama. Zawsze byłam bardzo pracowitą i zabieganą osobą – praca była dla mnie rodzajem modlitwy, tym bardziej, że Kościół nigdy nie był mi po drodze.

Dlaczego?

Po tym, co przeszłam w dzieciństwie, trudno, żebym myślała inaczej. Jako kilkuletnia dziewczynka straciłam rodziców i znalazłam się w sierocińcu razem ze swoim starszym bratem Rysiem. To był dla mnie koszmarny czas, a ja nie mogłam zrozumieć, że Pan Bóg mógł na tak wielką krzywdę pozwolić. Zastanawiałam się, jak to możliwe, że on, który wszystko może, nie ma na nosie okularów. Do dziś zresztą się dziwię, dlaczego księża w ramach pokuty nie mówią ludziom, że mają zrobić coś dobrego dla innych. U nas wystarczy po spowiedzi odklepać trzy zdrowaśki, by mieć odpuszczone grzechy.

Długo rozpamiętywała Pani zdarzenia z dzieciństwa?

Nie było powodu, by taplać się w swoim nieszczęściu, niepotrzebnie rozdrapywać rany. Musiałam szybko dorosnąć, a w trudnych momentach ratował mnie śmiech, który zawsze dodawał mi sił. Dzięki temu zachowałam pogodę ducha oraz wieczny, niekończący się optymizm.

Nawet po przebytym udarze?

Nawet! Kiedy leżałam w szpitalu, nie załamałam się, nie roztkliwiałam nad sobą. Często śmiałam się, a że mówienie sprawiało mi olbrzymi kłopot, z przyjemnością skupiłam się na rysowaniu swoich ukochanych aniołków. Dzięki temu pokazywałam innym pacjentom, że nie wolno się poddawać i trzeba walczyć o siebie.

O tym też jest Pani najnowsza autobiograficzna książka „Skrawki” –  o czerpaniu radości w każdym momencie życia.

Zaczęłam ją pisać niedługo po udarze, bo chciałam dać ludziom trochę nadziei i radości. Zbyt dużo naokoło widzę smutku! Czasem żartuję, że jestem lekarzem dusz, leczę i uzdrawiam innych śmiechem. Stąd potrzeba napisania takiej książki, która pokazuje, że mimo przeciwności losu i różnych okropieństw, które nas spotykają, można czerpać radość i być szczęśliwym.

To jaki jest sposób na szczęśliwe, udane życie?

Akceptować i polubić siebie takim, jakim się jest. Często się uśmiechać. To święta prawda, że śmiech to zdrowie, pozwalający utrzymywać pogodę ducha we wszystkie dni. Mnie cieszy wiele rzeczy: mój piękny duży dom z ogrodem, kochane zwierzaki czy rośliny, które hoduję. Jak również nasza rozmowa. Co prawda mamy teraz zimę, łupie mnie w kościach, ale nie ma dnia, żebym się nie uśmiechała.

Czy czegoś w życiu Pani żałuje?

Może tego, że nie związałam się z jednym facetem, ale to odległa już przeszłość i nie ma co się nad tym rozwodzić. Ja ciągle – mimo przebytych chorób – jestem szczęśliwą osobą, na domiar ciągle zajętą przypominaniem sobie słów, które zapomniałam po udarze. Nie przeszkadza mi to, że codziennie rano połykam sześć różnych pastylek, co jest pewną nowością. W swoim długim życiu rzadko kiedy chorowałam, nigdy nie bolała mnie głowa i do dziś nie wiem, co to katar. Rozm. Artur Krasicki

Krystyna Sienkiewicz personalia

Urodzona: 14 lutego 1935 roku w Ostrowi Mazowieckiej. Kariera: Na scenie zadebiutowała w czasie studiów na warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, w dniu 1 września 1955 roku zastąpiła chorą koleżankę w Studenckim Teatrze Satyryków. Od tamtej pory zagrała w wielu filmach i serialach (m.in. „Rzeczpospolita babska”, „Rodzina Leśniewskich”, „Graczykowie”).

Kategorie
Muzycy

Patrycja i Grzegorz Markowscy na scenie zapominają o trudnych relacjach

Bycie córką znanego artysty pomogło Patrycji Markowskiej (35) podpisać pierwszy kontrakt z wytwórnią płytową, ale na występ na jednej scenie z tatą Grzegorzem Markowskim (62) długo nie mogła się zdecydować.

Tym bardziej że, jak zdradziła w ostatnim wywiadzie, ich relacje nigdy nie należały do najłatwiejszych.

– To jest trudna relacja, nie będę tutaj ściemniać, że jest tak super, że tylko się klepiemy po pleckach – przyznała wokalistka. I dodała, że jej kłótnie z ojcem bywają naprawdę burzliwe.

– Są awantury, już nieraz opowiadałam, jak tato mnie wysadził na światłach, na skrzyżowaniu, czy wyłamał drzwi z framugą – zdradziła. Na szczęście emocje zupełnie opadają, kiedy Patrycja występuje z ojcem.

– Za każdym razem, kiedy wychodzę z tatą na scenę, to się coś takiego pojawia, czego nie potrafię opisać słowami. Jakaś taka więź, to jest coś naprawdę cennego, czym w pełni mogę się cieszyć dopiero teraz – wyznała Markowska. Ojciec, lider zespołu Perfekt, mimo nieporozumień z córką też jest z Patrycji niezwykle dumny.

Kategorie
Aktorzy

Urszula i Piotr Zybowski znów są sobie bliscy

Z powodu śmierci męża i problemów z nowym partnerem, długo nie mogła odpowiednio zająć się synem. Niedawno nawiązali nić porozumienia i Gutek grywa w jej zespole.

Rozpiera ją duma, kiedy jej starszy syn Piotr (27), nazywany pieszczotliwie Guciem, towarzyszy jej od czasu do czasu na scenie jako perkusista. Do niedawna zajmował się odsłuchem podczas koncertów swojej mamy Urszuli (55), muzykowanie zupełnie go nie interesowało.

– Słucha dużo, jednak nie ciągnie go do grania. Może to jeszcze nie ten moment w życiu? A ja nie chcę go na siłę do niczego zmuszać – twierdziła przed laty wokalistka. Gutek jakiś czas temu usamodzielnił się i zamieszkał oddzielnie. Mama niepokoi się jednak, kiedy wyrusza w trasy swoim szybkim motocyklem.

– Piotrek lubi zaszaleć, a Ula też szaleje, ale z niepokoju – zdradza „Na żywo” znajomy rodziny. Urszula toleruje hobby syna. Najważniejsze jest dla niej to, że mają do siebie zaufanie, świetnie się dogadują i bardzo dobrze rozumieją. Jednak nie zawsze ich relacje wyglądały w ten sposób.

Nie miał poczucia stabilizacji

Piotr jest owocem wielkiej miłości Urszuli i Staszka Zybowskiego (†48). Kiedy w 2001 r. muzyk zmarł, świat jego ukochanej żony zawalił się. W tej ciężkiej sytuacji podniósł ją na duchu młodszy od niej o 20 lat kolega z zespołu, akustyk Tomasz Kujawski (35). Wkrótce zaiskrzyło między nimi. – Wtedy nie myśleliśmy o tym, czy to związek na całe życie, czy tylko na chwilę. Potrzebowaliśmy siebie – wyjaśniała.

– Oboje byliśmy na poważnych rozdrożach życiowych. Ja byłam załamana śmiercią Stasia, Tomek miał problemy z alkoholem i narkotykami – przyznała. Choć w 2003 r. urodził się ich synek Szymon (12), w ich związku zaczęło się psuć. Dochodziło do karczemnych awantur. Gutek nie krył niezadowolenia z faktu, że jej partner nastręcza tyle problemów, a on nie ma poczucia stabilizacji. W końcu po dwóch latach Urszula kazała Tomkowi wyprowadzić się.

Piosenkarka zauważyła wtedy, z jaką troską Gutek zajmuje się młodszym bratem

– Był dla niego jak ojciec. Tulił go, przewijał, a kiedy płakał, to tylko on potrafił go uspokoić – chwaliła go piosenkarka. Zrozumiała, że wobec syna popełniła błąd. – Trochę żałuję, że po śmierci Staszka nie potrafiłam zapanować nad wszystkim. Syn miał wtedy 14 lat, a to jest trudny wiek dla chłopca – podkreśliła.

Urszula na krótko związała się ze swoim ochroniarzem. Tomasz jednak nie dał za wygraną i postanowił zawalczyć o ukochaną. Pokonał nałóg i zaczął studiować fizjoterapię. W 2009 r. wrócili do siebie. Na stałe. – Teraz jest naprawdę fajnie. Wolę nie mówić, że zawsze tak będzie. Jeden Bóg to wie. Ale to najzdrowszy układ, jaki udało nam się wypracować – twierdziła.

Z zadowoleniem przyjęła, że Gutek i Tomasz nawiązali ze sobą dobry kontakt. Już wie, że na syna może liczyć w każdej sytuacji. Uważa to za swój największy życiowy sukces.

Kategorie
Muzycy

Natalia Kukulska boi się o zdrowie córki

Jej córka Ania ma tylko 10 lat, ale już podjęła odważną decyzję. – Zobaczyła film, na którym była scena, jak się pozyskuje mięso i postanowiła zostać wegetarianką – przyznała zaniepokojona Natalia Kukulska (39), która już konsultowała sprawę z internistą.

– Na tym etapie zamierzam jej jednak czasami przemycać mięsko – dodała.

Kategorie
Aktorzy

Paweł Królikowski. Jestem tatą, nie kolegą

Wychować piątkę dzieci nie jest łatwo. Wie coś o tym Paweł Królikowski (54). Aktor jest świadomy, że nic zakazami i nakazami się nie zdziała, bo sam nie lubił, by mu ktoś mówił, co ma robić. Z drugiej strony dzieci muszą znać granice, mieć kogoś, kto jest dla nich autorytetem.

Choć z najstarszym synem Antkiem (26) łączyła ojca kumpelska relacja, w pewnym momencie chłopak zawiódł jego zaufanie.

– Dlatego dla moich synów nie jestem kolegą tylko ojcem. Kolegów mogą mieć wielu, a tatę mają jednego – mówi dzisiaj aktor.

Kategorie
Aktorzy

Małgorzata Kożuchowska chce, by Jaś miał rodzeństwo

Aktorka wyznała, że marzy o dużej rodzinie. Jeśli ponownie nie zostanie mamą, adoptuje dziecko. Kiedyś już o tym myślała…

Miała wszystko: kochającego męża, karierę, uwielbienie fanów, pieniądze. Ale dopiero urodzenie synka Jasia (1) sprawiło, że Małgorzata Kożuchowska (44) poczuła się w pełni szczęśliwa.

– To jest ważniejsze niż wszystkie zagrane role – przyznała w niedawno udzielonym wywiadzie. Opowiedziała, jak bardzo pragnęła zostać matką. I jak mało brakowało, by jej marzenie się nie spełniło.

Wychodząc za mąż za Bartłomieja Wróblewskiego (35) aktorka miała 36 lat. – Wydawało mi się, że jeszcze mam czas. Wraz z upływem lat zaczęłam się lekko niepokoić – przyznaje gwiazda. Zdradza także, że irytowały ją powtarzane setki razy pytania dziennikarzy o to, czemu nie ma jeszcze dzieci. – Nie chciałam się z tego tłumaczyć. Żadna kobieta nie chce – mówi Małgorzata.

Jako gorliwa katoliczka nie chciała skorzystać z metody in vitro. Szukała jednak pomocy lekarskiej.

– Poddałam się naprotechnologii, metodzie, która indywidualnie podchodzi do każdej kobiety. Po dwóch miesiącach leczenia byłam w ciąży. I dopiero wtedy pani doktor przyznała mojemu mężowi, że z badań wynikało, że miałam może dwa, może trzy procent szans na posiadanie dziecka – wyznaje Małgosia.

Myślała tylko o zdrowiu dziecka

Początki ciąży wymagały od przyszłej mamy poświęcenia. Dwa miesiące musiała leżeć. Potem ograniczyła pracę do minimum. Brała leki, które niekorzystnie odbiły się na jej wyglądzie.

– Są kobiety, które w ciąży wyglądają kwitnąco. Ja byłam opuchnięta – wspomina. Dodaje, że odstawiła nawet kawę oraz herbatę i przerzuciła się na mdłe herbatki owocowe, by tylko jej dziecko rozwijało się dobrze. Nagrodą za bycie „karną kobietą w ciąży” było urodzenie zdrowego synka.

– Kiedy kładą ci to małe zawiniątko na piersi, nie jesteś w stanie powstrzymać łez – mówi szczęśliwa mama. Pojawienie się dziecka nadało sens jej życiu. Aktorka nie chce jednak, by jej synek był jedynakiem.

Zapytana przez dziennikarkę, jak wyobraża sobie swoje życie za 5 lat, stwierdziła: „Będę miała dużą, szczęśliwą rodzinę. Ważna jest otwartość na to, co przynosi życie. Niech się dzieje”.

Czy Małgorzata chce urodzić kolejne dziecko? Czy zdarzy się drugi cud? Nawet jeśli nie, aktorka ma plan awaryjny. Kilka lat temu zaprzyjaźniona z nią Teresa Lipowska (78) zachęcała ją do adopcji. „Na żywo” pisało o tym w grudniu 2014 r.

Aktorka, grająca Barbarę Mostowiak w serialu „M jak miłość”, w młodości sama rozważała taką możliwość.

– Z mężem 10 lat staraliśmy się o dziecko. Odwiedzałam domy dziecka, byłam już zdecydowana na adopcję – wspomina Lipowska. Nieoczekiwanie aktorka zaszła w ciążę. Po latach niepłodność dotknęła także związek jej syna Marcina. Pragnąc mieć pełną rodzinę, adoptował dwoje maluchów. – Wszystkie dzieci są nasze – przekonuje Teresa. Małgosia myśli podobnie jak jej starsza koleżanka.