Kategorie
Muzycy

Natalia Kukulska. Niełatwo o dobrą nianię

W opiece nad dziećmi gwiazda może liczyć na pomoc teściowej. Ale przydałby się ktoś jeszcze.

Na początku stycznia Natalia Kukulska po raz trzeci została mamą. Na świat przyszła kolejna dziewczynka (piosenkarka miała już syna i córkę), a rodzice dali jej na imię Laura. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie problem, który się pojawił.

Gdzie znaleźć odpowiednią nianię, osobę godną zaufania, która zapewni maleństwu profesjonalną opiekę? Na razie pomocą służy nieoceniona teściowa, która dba teraz o to, by nikomu z rodziny niczego nie brakowało. Przydałby się jednak ktoś jeszcze, ale wybór odpowiedniej osoby nie jest łatwy.

Przypomnijmy, że jej pierworodnym synem opiekowała się Maja Sablewska, która poznała piosenkarkę dzięki działalności w jej fanklubie. Z pracy Mai artystka była bardzo zadowolona i nawet w pewien sposób pomogła jej zaistnieć w show-biznesie. Pewnie jednak wolałaby teraz mieć mniej ambitną nianię.

Kategorie
Muzycy

Violetta Villas. Syn wreszcie odzyskał jej dom!

Zwrot w sprawie domu Violetty Villas w Lewinie Kłodzkim! Elżbieta B. (56), opiekunka zmarłej gwiazdy, już w nim nie mieszka. Krzysztof Gospodarek (61), syn artystki, gdy w grudniu zeszłego roku pojawił się w domu matki, nie zastał w nim pani Elżbiety.

– Porzuciła dom, zostawiła otwarty, więc wszedłem, zabezpieczyłem go i od tej pory w pełni zarządzam domem – mówi nam. – Nie wiem, gdzie jest pani Elżbieta, mogę się tylko domyślać, że u swojej siostrzenicy, może u jakiejś znajomej… – dodaje. Czy więc to koniec kilkuletniej walki o dom po Violetcie Villas?

Kilka lat walczyli w sądzie

Zmarła w 2011 roku artystka sporządziła testament, w którym cały majątek zapisała Elżbiecie B. Sąd jednak ten testament unieważnił i stwierdził, że jedynym spadkobiercą jest syn gwiazdy – Krzysztof. Elżbiecie B. trudno jednak było zaakceptować taki wyrok. Gotowa była opuścić nieruchomość, ale chciała za to ponad 50 tys. złotych, za rzekomo poniesione nakłady finansowe. Latem zeszłego roku Krzysztof Gospodarek wymienił zamki w drzwiach, więc Elżbieta B. rozbiła namiot na posesji. Gotowała na prowizorycznym grillu, myła się w pobliskim strumyku…

– Swoje już odcierpiałam, teraz chcę odzyskać to, co mi się należy za tyle lat opieki nad Violetką – mówiła wtedy opiekunka, która 10 miesięcy spędziła w więzieniu za nieudzielenie pomocy artystce w okresie bezpośrednio poprzedzającym jej śmierć. We wrześniu zeszłego roku zapadł wyrok, w którym sąd nakazał Elżbiecie B. opuścić dom Violetty Villas, ale jednocześnie orzekł o braku lokalu socjalnego dla opiekunki.

Kobieta złożyła apelację

Niedługo potem Elżbieta B., jak opowiadał nam Krzysztof Gospodarek, włamała się i ponownie zamieszkała w domu. Wyprowadziła się pod koniec ubiegłego roku. Wygląda na to, że na dobre. Bo, jak udało nam się dowiedzieć, apelacja Elżbiety B. dotyczyła jedynie decyzji mówiącej o braku lokalu socjalnego. Co dalej z domem diwy? Syn Violetty Villas wiele razy mówił, że chciałby, żeby powstało tam muzeum.

Lokalne władze też planowały upamiętnić piosenkarkę oklaskiwaną od Warszawy po Las Vegas. Prawie codziennie w pobliżu domu parkują autokary pełne turystów, którzy chętnie zobaczyliby, gdzie i jak mieszkała gwiazda. Jednak odzyskanie domu jest dopiero początkiem drogi. Dom Villas jest w złym stanie, remont z pewnością będzie trudny i kosztowny.

Kategorie
Muzycy

Kasia Kowalska martwi się o swoją córkę

Kasia niepokoi się o Aleksandrę, która mieszka w Londynie i zachłysnęła się wolnością.

Córka Kasi Kowalskiej (43) to prawie dwudziestolatka. Mieszka i uczy się w Londynie, w szkole dla przyszłych stylistów. Moda to wielka pasja córki piosenkarki. W tym światku Ola Kowalska czuje się coraz pewniej. Widać to na jej Instagramie.

Dziewczyna pozuje w śmiałych pozach. Głębokie dekolty, ponętne spojrzenia, rozchylone usta. Kasia, która nie ma przy sobie córki na co dzień, zaczyna obawiać się o przyszłość Oli. Zdaje sobie sprawę, że pięknej dziewczynie w jej wieku łatwo się pogubić, zachłysnąć możliwościami, zwłaszcza, kiedy jest się daleko od domu, a w świecie mody panuje wiele pokus.

Do tej pory matkę i córkę łączyły głębokie więzi. – Mama jest wspaniałą kobietą – podkreślała dziewczyna. A Kasia zawsze przypomina, że dzięki córce umie okazywać uczucia. – Ola nauczyła mnie mówić: „kocham” – podkreśla.

Jednak teraz nie jest jej łatwo do niej dotrzeć. Odległość robi swoje, a od kiedy Ola ma chłopaka, zupełnie pochłonęło ją nowe uczucie. Kowalska pamięta siebie, kiedy była w jej wieku. Urodziła ją gdy miała 24 lata. To był owoc wielkiego zauroczenia Kostkiem Joriadisem, z którym pracowała. Niestety miłość skończyła się po przyjściu na świat dziecka. Tata nie utrzymywał żadnego kontaktu z Olą.

Piosenkarka obawia się, że brak ojca w życiu córki mogły mieć wpływ na Aleksandrę, która próbuje teraz za wszelką ceną zdobyć uznanie i akceptację w oczach innych.

– Kasia martwi się, żeby młodzieńcza miłość, w którą Ola wchodzi z taką ufnością nie skończyła się rozczarowaniem, które zaważy na reszcie jej życia – mówi znajomy gwiazdy.

Kategorie
Aktorzy

Lucyna Malec. Wszystko dla córeczki

Narodziny chorej córki całkowicie odmieniły jej życie. Wkrótce potem odszedł od niej mąż, więc sama walczyła o szczęście dziecka.

Matka-Polka? To dla mnie wspaniałe określenie i bardzo prawdziwe. Świetnie się w tej roli czuję. Daje więcej satysfakcji niż zagranie najwspanialszej roli w teatrze – mówi Lucyna Malec. W jej przypadku te słowa mają szczególną wagę, ponieważ aktorka ma trudniejsze zadanie niż większość matek. Sama wychowuje nastoletnią córkę Zosię, która przyszła na świat z dziecięcym porażeniem mózgowym.

Starała się zapewnić córce szczęśliwe dzieciństwo, bo sama takie miała. Razem z rodzicami i dwiema siostrami mieszkała w Bielsku-Białej. Każde wakacje spędzała u dziadków pod Sandomierzem, lubiła biegać po bezkresnych łąkach, a zaszczepiona wtedy miłość do przyrody pozostała w niej na zawsze. Wieś to zapachy, smaki.

– Tak pysznej wędliny, jaką robił mój dziadek, już nigdzie nie znajdę – wzdycha. Z rodzinnego domu wyniosła też zasadę, której stara się przestrzegać i w życiu prywatnym, i zawodowym: lepsza straszna prawda niż najwspanialsze kłamstwo. Smykałkę do aktorstwa odkryła w sobie bardzo wcześnie.

Już jako trzylatka nie tylko wystąpiła na scenie, ale wręcz wywalczyła sobie rolę. Pozazdrościła swojej starszej siostrze, która występowała wtedy w zespole tanecznym. Potem trzymała się raz obranej drogi, chodziła na zajęcia aktorskie. Szło jej nieźle – do szkoły teatralnej dostała się za pierwszym podejściem.

Po studiach znalazła angaż w warszawskim teatrze Kwadrat. Przyszłego męża poznała podczas zbierania truskawek. W wakacje po ukończeniu szkoły teatralnej jak wielu młodych Polaków, wyjechały z siostrą do Szwecji, by trochę zarobić. Na plantacji poznała przystojnego studenta prawa.

– To ja za nim goniłam i to dosłownie – wspomina. – Chłopcy tak szybko pracowali, że już po chwili widziałam tylko ich plecy z daleka. Jej szło znacznie gorzej, bolały ją wszystkie mięśnie, a zebranych truskawek było znacznie mniej niż u innych.

– Pod koniec dnia myślałam, że to koniec mojej kariery zbieraczki truskawek – mówiła. I wtedy przystojny student oddał jej część swoich zbiorów, a potem zaprosił ją na obiad. Do Polski wracali już jako para. Nie spieszyli się ze ślubem, wzięli go dopiero po dziesięciu latach.

Wtedy też na świat przyszła ich córeczka Zosia. Przeżyli szok, gdy się okazało, że cierpi na dziecięce porażenie mózgowe. Lucyna kochała córkę bardzo, ale długo oswajała się z tym, że jej dziecko jest nieuleczalnie chore.

Jak wszystkie kobiety w podobnej sytuacji nie zdawała sobie sprawy, co ją czeka i jak będzie wyglądać jej przyszłość. Że choroba odmieni życie całej rodziny, bo osoby z porażeniem mózgowym potrzebują stałej opieki i rehabilitacji. Nie mogła też przewidzieć, że będzie musiała zmagać się z tymi problemami sama. Jej małżeństwo nie przetrwało tej próby, mąż odszedł.

Na szczęście zawsze mogła liczyć na wsparcie przyjaciół. Pomagało jej też to, że jest urodzoną optymistką i zawsze koncentrowała się na jaśniejszej stronie życia. Jak każdy człowiek miała chwile złości czy buntu, ale starała się nie tracić energii na pretensje do losu. Zamiast użalać się nad sobą, postanowiła działać. Zresztą nie miała innego wyjścia, bo nieustannie, każdego dnia musiała walczyć o swoją córkę.

Zapewniała jej potrzebną rehabilitację, ale też dbała o to, by miała normalne, radosne dzieciństwo. – Na dziecięce porażenie mózgowe nie ma lekarstwa, ale można złagodzić skutki choroby. Zaliczyłyśmy już tysiące terapii – mówi zatroskana. Potrzeby takiego dziecka są ogromne: rehabilitacja ruchowa, zajęcia logopedyczne, specjalne zabiegi. Od dziecka i od rodziców wymaga to ogromnego wysiłku, a także pieniędzy.

Lucyna Malec nigdy nie opowiadała publicznie o chorobie córki. – Dopóki pracuję, dajemy sobie radę. Nigdy nie prosiłam w mediach o pomoc. Wiem, że są ludzie bardziej potrzebujący ode mnie. Proszę jedynie moich bliskich i przyjaciół, by wpłacali 1 proc. podatku na konto Zosi, które ma w Fundacji Dzieciom „Zdążyć z pomocą” – kwituje aktorka.

To, że córka jest podopieczną fundacji, stanowi dla nich ogromne wsparcie nie tylko finansowe, ale też psychiczne. Dzięki temu obie czują, że nie są same. W prowadzeniu domu pomaga jej opiekunka, która zajmuje się Zosią, gdy ona jest w pracy. Pójście z mamą do teatru na wieczorny spektakl jest dla Zosi zawsze wielką frajdą.

– Siedzi w garderobie, podgląda teatr od kulis i jest szczęśliwa – opowiada aktorka. Świat show-biznesu nie jest dziewczynce obcy, była m.in. na festiwalu gwiazd w Międzyzdrojach. W wakacje już od lat jeżdżą razem na Kretę, zawsze w gronie przyjaciół. Zosia w ubiegłym roku świętowała tam swoje osiemnaste urodziny.

– W codziennym życiu córka wymaga ciągłej asysty, ale dojrzewa, rozwija się na swój sposób. Kocham ją nad życie – mówi Lucyna Malec. Wierzy, że ma Anioła Stróża, którego obecność odczuwa w swoim życiu na co dzień.

Nie chce mówić o relacji z Bogiem, bo uważa, że to sprawa niezwykle intymna, a jej wiara nie jest na pokaz. Ale prosi Go, by mieć dużo sił dla ukochanej córki.