Kategorie
Aktorzy

Maria Winiarska. Cała rodzina czeka na poród

Już za miesiąc Hanna Zborowska-Neves po raz drugi zostanie mamą. Córka znanej aktorskiej pary Marii Winiarskiej (65) i Wiktora Zborowskiego (66) na stałe mieszka w dalekiej Brazylii z mężem Danielem i trzyletnią Niną. Cała rodzina bardzo cieszy się na przyjście na świat kolejnego członka.

Aktor niedawno odwiedził córkę, niestety nie mógł zostać do porodu. Teraz do siostry pojechała Zofia Zborowska (29), która jest bardzo blisko związana z Hanną i uwielbia bawić się ze swoją małą siostrzenicą. A wkrótce do Ameryki Południowej wybiera się mama Maria.

– Córka mówi, że jest zaprawiona w bojach i da radę, ale chcę ją wesprzeć i odciążyć. Będę Ninie opowiadała bajki i chodziła z nią na plażę. Dumna jestem z wnuczki, bo ona pływa jak strzałka, ale nie ma co się dziwić, w końcu wychowuje się nad wodą – opowiada szczęśliwa babcia. Winiarska planuje zostać z bliskimi przez miesiąc.

Kategorie
Aktorzy

Dominika Kluźniak. Nie boję się mówić „nie”

„Mam 36 lat i nie muszę grać w tym, do czego nie mam przekonania”, mówi SHOW gwiazda „M jak miłość” i zdradza jaką jest żoną, jaką matką, i jaką kobietą…

Często zdarza się, że reżyser wprawia aktora w przerażenie?

Bywają reżyserzy tyrani, którzy wprowadzają swoim zachowaniem i charakterem chaos na planie czy w teatrze. Krytyka z ich strony sprawia, że czuję się niepewna siebie, rozchwiana.

Zdarzyło mi się to znów ostatnio i po raz kolejny wyciągnęłam z tego wnioski, że nigdy nie można o sobie pomyśleć, że potrafi się wszystko zagrać, wszystko się wie i że ja, Dominika Kluźniak, zjadłam nie wiadomo ile rozumów. A co, jeśli ja już nie widzę, że się powtarzam i że mam swoje myki – bo na pewno je mam?

Nieprzyjmowanie tych uwag do siebie odbiera możliwość spróbowania czegoś nowego i przyznania komuś innemu racji. Więc to zbijanie z tropu nie jest takie złe.

Spotykamy się, bo właśnie wszedł na ekrany ostatni film Andrzeja Wajdy „Powidoki”. Ten reżyser był legendą za życia, więc pewnie się pani stresowała na planie…

Dzięki tej roli spotkałam Andrzeja Wajdę i zagrałam w jego ostatnim filmie. To epizod, ale aktorzy chętnie je grają ze względu na osobę reżysera czy film. Gram nauczycielkę Niki Strzemińskiej (Bronia Zamachowska przyp. red.). Spędziłam dwa dni na planie, z czego widziałam pana Andrzeja przez jeden dzień.

Wszyscy rozumieli, że pana Andrzeja nie należy męczyć chaosem, stratą czasu, gadaniem. Nie byłam tym wszystkim przerażona, ale bardzo przejęta. Tym bardziej, że sceny, w których brałam udział, były poruszające. Akcja filmu toczy się w czasach, gdy w szkole panował nie tylko zamordyzm, ale i posunięta do absurdu indoktrynacja.

Nagrywaliśmy zresztą niedaleko aresztu śledczego przy Rakowieckiej w opuszczonym budynku. Graliśmy w niezwykle realistycznych kostiumach i po skończonej pracy na planie czułam się nieswojo i ponuro. Pomyślałam podczas tych zdjęć, że jeśli tak wyglądała szkoła czasów mojej mamy i babci, to bardzo im współczuję.

Pani szkoła wyglądała już inaczej.

Tak, bo chodziłam do muzycznej, a w szkołach artystycznych zawsze było trochę więcej wolno.

Nie żałowała pani, że nie poszła tą ścieżką?

Mój zawód to sinusoida: czasem go uwielbiam i wiem, że nie potrafiłabym robić niczego innego, a czasem mam go tak serdecznie dosyć, że chciałabym otworzyć pensjonat w Bieszczadach. Wtedy myślę sobie, że szkoda, że nie zostałam dyrygentem. Ale z drugiej strony byłabym dziś zupełnie inną osobą. Jednak zawsze mogę posłuchać muzyki czy coś zagrać.

Wykorzystała pani kiedyś tę umiejętność wcielając się w którąś z ról?

Jeszcze nie, ale boję się, że jeśli ktoś mnie o coś takiego poprosi, to okaże się, że już wszystko zapomniałam. Choć na szczęście mam pianino w domu i gdy sobie na nim brzdąkam, to widzę, że wciąż czytam nuty. To jest jak jazda na rowerze – nie zapomina się, gdzie jest cis na klawiaturze i na pięciolinii.

Co kolejny film, przedstawienie czy serial – gra pani z dziećmi…

Też to zauważyłam ostatnio. Zastanawiam się, na czym to polega. Bardzo długo grałam nastolatki, bo podobno młodo wyglądałam. Teraz gram z dziećmi i zastanawiam się, jak to odkręcić.

Dlaczego?

Bo trzeba się rozwijać. Już wiem, co to znaczy, kiedy gra się z dziećmi. Umiem stworzyć taką postać, której widz wierzy, że jest matką. Czasem jednak na ekranie widać, kto naprawdę ma te dzieci, a kto ich nie ma, a gra rodzica. Mówię to nie jako aktorka, tylko matka. Widzę, czy ta postać na ekranie boi się dziecka, czy się go nie boi.

Trochę jak ze zwierzątkiem. Aktor, który boi się psa czy konia, nie zagra tak wiarygodnie jak ten, który je kocha i ma z nimi kontakt na co dzień…

No właśnie, ja psa nie mam i pewnie nie potrafiłabym z nim wiarygodnie zagrać, bo nie mam pojęcia, jak z nim postępować. Bo jednak tej pewności nie da się do końca zagrać. Na szczęście jest jeszcze teatr, w którym matką bywam rzadko.

Łatwo gra się z dziećmi? One nie potrafią tego, co dorośli aktorzy.

Dużo zależy od dzieci, ale mnie się trafiają same fajne, i w „Powidokach”, i w „Na noże” i w „M jak miłość”. I czasem fajniej się z nimi gra niż z dorosłymi. Bywa, że są bardziej prawdziwe, że trzeba szybko się dostosować do ich naturalności. Bo one momentalnie wyczuwają fałsz.

Zawsze pilnuję tego, żeby mi uwierzyły, co zawsze widać w ich oczkach. Jednak po 2–3 godzinach na planie zdarza im się dekoncentracja i wtedy trzeba pilnować i swojego grania, i spróbować je zainteresować, żeby wypadały naturalnie. W tym jednak mam już doświadczenie i myślę, że to się udaje.

Gdyby któraś z pani córek dostała taką propozycję, jak Bronia Zamachowska, zgodziłaby się pani na jej udział w filmie?

Gdyby to była dokładnie taka sytuacja, jak w przypadku Broni, to tak. Bo tu był zagwarantowany pewien poziom filmu. Ale dostaję takie pytania, czy starsza córka Julia wzięłaby udział w czymś mniej spektakularnym, i ja mówię nie, a i ona na szczęście też odmawia. Obserwuję dzieci na planie i podziwiam rodziców, którzy się decydują, żeby ich pociechy tak pracowały.

Moja córka, jeśli kiedyś zechce grać, będzie mogła zdawać do szkoły teatralnej. Teraz ma czas, by być po prostu dzieckiem, a nie pracować. To dlatego, że uważam, że plan dla maluchów jest trudnym miejscem.

Czasem trzeba przyjść do pracy przed szóstą rano, przebierać się w zimnej przyczepie i wykonywać zadania. To nie o to chodzi, że chcę oszczędzić córkę, która widzi, że trzeba iść do pracy, czy się chce czy się nie chce. Ta propozycja, którą dostała Bronia, to jest coś nadzwyczajnego, czego nie można zignorować. Będzie o tym pamiętała do końca życia, także dzięki przyjaznym warunkom, które stworzono jej na planie.

Zabiera pani córki do pracy?

Do teatru tak, ale na plan nie. Chcę, żeby wiedziały, gdzie pracujemy, bo to jest takie bezpieczne miejsce, stacjonarne, taki drugi dom. Są zakamarki i interesujące rekwizyty. Nie znam dziecka kogokolwiek z nas, aktorów, którego by to nie fascynowało.

Publiczność wam pomaga?

Czasem bardzo, swoimi reakcjami, albo uważnym słuchaniem. Wtedy kocham mój zawód.

Komórek już nie słychać w teatrze?

Ależ skąd, ciągle się to zdarza, mimo komunikatów na początku spektaklu z prośbą o wyłączenie telefonów. Osoba, której zadzwoni komórka podczas spektaklu jest tym tak przerażona, że zazwyczaj udaje, że to nie jej telefon, a dzwonek ciągle słychać. Czasem też słychać szelest sreberka. Mi najbardziej przeszkadza, gdy słyszę tak zwany zespół niespokojnych nóg.

Jak wygląda pani zwykły dzień?

W piątek wieczorem siadamy z mężem nad planem następnego tygodnia. To się nazywa logistyka tygodniowa. W dni powszednie, rano wyprawiamy dziecko do szkoły i jesteśmy z młodszą córką, potem zostawiamy ją pod opieką niani, jedziemy na próbę, a po powrocie robimy obiad – o ile nie zrobiłam go poprzedniego dnia.

Idziemy na spacer, sprawdzamy lekcje, rozwieszamy pranie i w końcu jedziemy na spektakl wieczorem. Wracam koło 22.30. Tak nie jest codziennie. Czasem zdarza mi się tydzień, kiedy nie ma prób ani spektakli i wtedy jest cudownie.

To wszystko wygląda jeszcze inaczej, kiedy muszę być na planie. Wtedy dopiero dzień wcześniej wiem, ile czasu będę zajęta, ale z reguły muszę na to zarezerwować cały dzień – zazwyczaj od 6 do 18. Czasem jest niespodzianka i pracuję tylko do 14.

Czyli jest pani normalną mamą, która wykonuje nadzwyczajny i fascynujący zawód. Ale pewnie rodzice na wywiadówkach pytają, co tam dalej w „M jak miłość”.

Mam taką wspaniałą grupę, z którą znamy się od zerówki, więc już piąty rok. I nigdy nie poruszamy naszych spraw zawodowych, co jest normalne i za co jestem im bardzo wdzięczna. To jest świetna klasa.

Teraz będzie wredne pytanie: jak się pani gra wice Hankę Mostowiak?

Nie myślę tak o tej roli. To jest praca, do której chodzę. Postać, która może podobać się widzom albo nie. Nie przeżywam specjalnie tego, że zastąpiłam Hankę Mostowiak. Oczywiście, są oznaki popularności, większe niż cztery lata temu. To jest jednak bardzo sympatyczne.

Nigdy nie spotkało mnie coś niemiłego z tego powodu. Bywa, że ludziom się wydaje, że dobrze mnie znają i zagadują, jakbym była dobrą znajomą. Czasami się orientują, skąd mnie znają, mówią, że lubią tę postać, że podoba im się mój głos i zaczyna się rozmowa.

O czym?

O serialu, albo o tym, co lubią, a czego nie. Że już nie oglądają, bo się wkurzyli…

A pani oglądała wcześniej „M jak miłość”?

Nie, bo nie mam czasu na telewizję, na seriale które trwają latami. Ale lubię seriale HBO i Netflixu, bo są dobrze napisane. Są pierwsze jaskółki, takie jak „Pakt” czy „Belfer”, ale to wciąż za mało. Mam wrażenie, że producenci nie wierzą w nas jako widzów i uważają, że w telewizji najlepiej sprawdzą się historie miłosno-uczuciowe, że polski widz potrzebuje prostych historii, realistycznych, życiowych. To niestety sprawia, że tematyka nie jest różnorodna.

„Gra o tron”, „Stranger Things” albo „The Knick” mają swoich licznych fanów w Polsce, bo ludzie to chłoną i chcą oglądać i myślę, że z polskimi produkcjami tego typu, zrobionymi na poziomie, byłoby tak samo. Brak seriali dobrze napisanych, żeby nie wszystko było na barkach aktora. Dlatego uważnie przyglądam się temu, co dostaję pod tym właśnie kątem.

Zdarzyło się pani odrzucić dużą rolę, bo coś było źle napisane?

Tak, bo wiem, że to nie będzie ani śmieszne, ani dobre i nikt nie uwierzy w tę postać. Jeśli kwestie są właśnie takie papierowe, to trzeba wykonać dodatkową pracę, żeby to uwiarygodnić. Czasami nie chce mi się tego robić i odmawiam.

Czy ważne jest to, z kim pani gra?

Czasem dlatego przyjmuję lub odrzucam rolę. Kiedy się ma 36 lat, dwójkę dzieci i wspaniałego męża, to zaczyna się cenić czas. Nie muszę mieć, jak w sztuce Doroty Masłowskiej „Jak zostałam wiedźmą”, „więcej, więcej, więcej”, żeby „kupić, kupić, kupić” nowy samochód na przykład.

Nie uważam, że zarabianie pieniędzy i emocjonowanie się tym, kosztem domu i rodziny, jest dobre i właściwe. Źle się czuję ze sobą, gdy mam jakieś oczekiwania, a one się nie spełniają. Ale z drugiej strony, to jest praca. Nie wszystko musi być, także w moim zawodzie, niesamowitym projektem.

Z drugiej strony jeśli ktoś odmawia, to drugi raz może nie być zaproszonym…

Nie będę przecież przyjmowała jakiejś roli, która mi nie odpowiada ze strachu, że potem telefon będzie milczał. Wcale tak nie jest. Czasem można się spotkać przy jakiejś lepszej okazji. Nie boję się odmawiać, nie ma w tym nic złego. Nie mam przecież obowiązku zadowalać wszystkich oprócz siebie.

Oczywiście, mówię to wszystko z perspektywy osoby, która tę pracę ma i dostaje ciekawe propozycje i jest szczęściarą. I mogę sobie pozwolić na to, by wybierać. Inaczej byłoby, gdybym siedziała tu z panią, nie miała etatu i grała tylko w „M jak miłość”. Tym, że zostawiam sobie prawo wyboru, na szczęście niczego nie odejmuję moim dzieciom.

Kategorie
Aktorzy

Magdalena Cielecka. Stroić to ja się nie lubię!

U chodzi za jedną z najbardziej tajemniczych aktorek. Chociaż żywiołem Magdaleny Cieleckiej (44) jest teatr, aktorka zagrała w wielu popularnych serialach, m.in.: Magda M., Oficer, Hotel 52, Czas honoru czy Prokurator. Obecnie wciela się w intrygującą Konstancję w nowym serialu kostiumowym Belle epoque. Rewii opowiada o ulubionych kosmetykach, zdradza dlaczego lubi chodzić w dresie i jakimi prezentami obdarowuje najbliższych.

Jest jakiś kosmetyk, bez którego nie wyobraża Pani sobie dnia?

Owszem, jest taki. To różany balsam do ust zamknięty w cudnej puszeczce. Niestety, nie można go kupić w Polsce, ale przywożę go sobie przy każdej możliwej okazji z zagranicy i robię zapasy. W ogóle balsam do ust to kosmetyk, bez którego trudno mi się obyć.

A co z makijażem? Wychodzi Pani z domu nieumalowana?

Na co dzień chodzę bez makijażu. Chyba że mam jakieś spotkanie, to oczywiście używam korektora pod oczy i podkładu, który wyrównuje kolor mojej skóry. Ale poza wielkimi wyjściami i poza pracą, nie maluję się.

Przykłada Pani dużą uwagę do ubioru?

No właśnie, nie przykładam, bo stawiam na wygodę. Gdy nie muszę, to się nie stroję. Chodzę ubrana najnormalniej w świecie.

Czyli zdarza się Pani chodzić w dresie?

A co w tym złego? Ja się raczej tym chełpię, że ubieram się w dres i mam ogromną satysfakcję, kiedy potem widzę swoje zdjęcia typu: duża czapa i dres…

Jakie prezenty robi Pani swoim bliskim?

Nie jestem zapewne specjalnie oryginalna, ale gdy nie mam pomysłu na to, co kupić, to wiem, że kosmetyk zawsze się sprawdzi. To pewniak.

Zdradzi Pani, jakie kosmetyki wtedy kupuje?

Trudno mi teraz dokładnie wymieniać, ale najczęściej jest to krem, coś do pielęgnacji włosów czy niezawodne perfumy. Te zestawy zawsze się przydają. Lubię też kupować książki, filmy i wszystko to, co daje do myślenia. Co jest związane z rozwojem i kulturą osobistą człowieka.

Woli Pani robić niespodzianki czy być nimi zaskakiwana?

Jedno i drugie. Uwielbiam tę wspaniałą wymianę!

Kategorie
Aktorzy

Joanna Moro. Po kryzysie ani śladu

Kilka miesięcy temu jej małżeństwo przechodziło trudne chwile. Nie poddała się, bo dobro synów jest dla niej najważniejsze.

Nie lubi zimy. Gdy temperatura spada poniżej 0 stopni i aura za oknem nie sprzyja, Joanna Moro (32) szuka okazji, by wsiąść do samolotu i szukać promieni słońca w tropikach. W tym roku aktorka trudną dla siebie porę roku umila sobie podróżą życia po Czarnym Lądzie, w której towarzyszy jej mąż, Mirosław Szpilewski.

Zdjęcia z tej podróży pani Joanna zamieszcza na swoim profilu internetowym. Uśmiechnięta twarz nie pozostawia wątpliwości, że znakomita odtwórczyni roli Anny German korzysta z życia i jest szczęśliwa. „Pozdrawiam Was z Archipelagu Wysp Bijagos. Dotarłam do raju na ziemi” – podpisała fotografię, na której pozuje na pięknej, piaszczystej plaży.

Po dawnych troskach nie pozostał już żaden ślad.

Nie musi już martwić się, że jej małżeństwo umiera, że nie poradzili sobie z kryzysem, o którym głośno mówiono kilka miesięcy temu. W jednym z wywiadów gwiazda otwarcie sugerowała, że jej związek dopadł kryzys roku siódmego i wdarła się do niego nuda, która potrafi zabić nawet największe uczucie. – Czasami czujemy się tak, jakbyśmy żyli ze sobą już 70 lat. Z jednej strony to piękne, z drugiej – straszne – powiedziała zatroskana aktorka. Jednak pani Joanna zdecydowanie miała powód, by zawalczyć o małżeństwo.

Para doczekała się dwóch synów: Mikołaja (6) i Jeremiego (4) , którzy najbardziej są szczęśliwi, gdy mamę i tatę mają blisko siebie. Aktorka z mężem mają różne temperamenty, nie zawsze tak samo patrzą na świat, jednak w kwestiach dotyczących wychowywania synków są zgodni. Dla ich dobra chcieli dać sobie drugą szansę i wygląda na to, że świetnie ją wykorzystali. Ich miłości już nic nie zagraża. – Istotne jest dla mnie, aby żyć w relacji, która coś mi daje – wyznaje aktorka. Dziś związek znów daje jej spokój a synom poczucie bezpieczeństwa. Wyprawa po pięknej Afryce jest tym co jeszcze bardziej scali ich związek.

Kategorie
Aktorzy

Piotr Grabowski i Daniel Duniak. Tata razy dwa

Córka Anny i Piotra niezbyt często widuje biologicznego ojca. Nic dziwnego, że zaczęła mówić „tato” do nowego partnera mamy. Ma z nim wspaniały kontakt.

Tegoroczne święta Bożego Narodzenia Anna Dereszowska (34) spędziła na Mazurach w rodzinnym domu swego partnera, fotografa Daniela Duniaka (30). Para zabrała ze sobą dzieci: 5-miesięcznego synka Maksa i 7-letnią córkę Anny z poprzedniego związku – Lenkę.

Dziewczynka po raz pierwszy nie spotkała się w świąteczny czas ani z dziadkami ze strony mamy ani z biologicznym ojcem – Piotrem Grabowskiem (47). Aktor odwiedził ją tuż przed świętami, obdarował prezentem, zabrał do warszawskiej galerii „Promenada” na pizzę. Jednak na co dzień to Daniel się nią zajmuje i to z ogromną troską.

– Udało mu się z Leną zbudować partnerską, wręcz kumpelską relację, w której jest mnóstwo ciepła. Czasem przyglądam się im z zazdrością, bo mają swoje sekrety, o których nie chcą mi mówić – wyznała Anna na łamach „Pani”.

Prezent z dedykacją dla „taty”

Dowodem na to, jak ważną osobą dla Lenki stał się partner jej mamy, jest fakt, że dziewczynka nazywa go „tatą”. Anna opowiedziała, że jej córka sprawiła Danielowi niezwykły prezent. – Ostatnio zrobiła dla niego ceramicznego lwa, a na odwrocie napisała „Dla taty”. Niesamowicie się tym wzruszył – opowiedziała gwiazda. To wyznanie musiało zaboleć Grabowskiego, który przestał uczestniczyć w codziennym wychowaniu dziewczynki.

– Gdy w świecie dziecka pojawia się nowy partner matki lub ojca, który okazuje mu więcej uwagi, troski niż rodzic biologiczny, naturalną rzeczą jest, że rodzi się z tą osobą silna więź – twierdzi psycholog Julita Zdanowska.

– Potrzeba wiele mądrości, spokoju i empatii biologicznego rodzica, by nie traktował tego w kategorii afrontu – dodaje. Przecież nic nie stoi na przeszkodzie, by Piotr Grabowski wciąż miał z małą Lenką bliską relację. Wszystko zależy od niego.

Kategorie
Aktorzy

Bartosz i Ewa Żukowscy walczą o córkę

Bartosz nie zgadza się, aby małą Polę wychowywał nowy partner Ewy.

Niedawne rozstanie Bartosza Żukowskiego (40) z żoną Ewą i walka o dziecko, jaką aktor przeszedł z małżonką, ma swój ciąg dalszy. Podczas, zdawałoby się niewinnej sytuacji, doszło do przykrego incydentu.

Bartosz przywiózł 6-letnią córkę Polę do restauracji na Saskiej Kępie, w której przebywała jego żona. Po kilkunastu minutach wrócił jednak pod lokal i zabrał latorośl. Wyszedł za nim nowy ukochany Ewy, Kostek Yoriadis (53), były partner Kasi Kowalskiej. Między mężczyznami doszło do kłótni, do której włączyła się Ewa. Sytuacja uspokoiła się dopiero wtedy, kiedy przyjechała policja i spisała całą trójkę.

„Na żywo” jako pierwsze poinformowało, że Żukowski nie zgadza się, aby muzyk wychowywał jego dziecko, ponieważ uważa go za osobę nieodpowiedzialną. Przed kilkunastoma laty Yoriadis porzucił Kasię Kowalską tuż po narodzinach ich córki.

– Nie mam z nim żadnego kontaktu, przepadł. Ludzie, którzy nie potrafią unieść się ponad swoje słabości nawet dla dobra dziecka, są dla mnie mali – stwierdziła wówczas piosenkarka. Chodzą słuchy, że Ewa zamierza wyjechać z córką i Kostkiem za granicę. Żukowski nie chce stracić kontaktu z pociechą, więc walczy o nią jak lew.

Kategorie
Aktorzy

Dzieci Angeliny Jolie też pomagają potrzebującym

Czym skorupka za młodu nasiąknie… Okazuje się, że pomaganie jest dziedziczne.

Angelina Jolie od lat angażuje się w działalność charytatywną. Nic dziwnego, że w jej ślady idą też dzieci. 9-letnia Shiloh i 11-letnia Zahara postanowiły „adoptować” dzieci z Kambodży, z której pochodzi też ich najstarszy przyrodni brat, 14-letni Maddox.

Wszystko zaczęło się od wizyty w tym kraju, podczas której córki Angeliny poznały dziewczynkę Leidę Shoun. Poruszone jej historią po powrocie do USA wysyłały jej własne pieniądze.

Niedawno dziewczyna skontaktowała się z mediami i opowiedziała o pomocy, jaką od nich otrzymuje. Zaangażowanie Shiloh i Zahary potwierdziła przedstawicielka jednej z organizacji humanitarnych.

– Dziewczynki utrzymują z własnych pieniędzy niemal całą rodzinę. Zrezygnowały z zabawek i innych atrakcji, które Angelina i Brad wydzielają im, aby poznały wartość pieniędzy.

Z oddanej sumy żyje cała rodzina Leidy, w tym jej trzynaścioro rodzeństwa – powiedziała.

Kategorie
Aktorzy

Małgorzata Foremniak. Czy córka pójdzie za głosem serca?

Trzy lata temu Małgorzata Foremniak (48) usłyszała od córki Oli Jędruszczak (26), że ta wraz z koleżanką chce się zająć projektowaniem torebek. Tak powstała marka Lola Victoria Design oferująca unikatowe akcesoria. Dziewczyny cieszyły się, bo zainteresowanie wyrobami było spore.

– Były momenty, że padałyśmy ze zmęczenia, a z niewyspania miałyśmy sińce pod oczami. Jednak nie poddawałyśmy się. Ta praca przynosiła nam wielką satysfakcję – opowiadała Ola. Zamówień nie brakowało, firma się rozwijała, choć oprócz biznesu były także studia psychologiczne. W pewnej chwili Ola zrozumiała, że własny biznes wymaga całkowitego poświęcenia. Z bólem serca zawiesiła działalność… – Tworzenie własnej marki to ciężki kawałek chleba i przyspieszony kurs dojrzewania. Świetna okazja, aby poznać świat biznesu od podszewki.

W końcu przyszedł jednak moment, w którym musiałyśmy więcej uwagi poświęcić studiom. Wyższe wykształcenie trzeba mieć. Ale furtka cały czas pozostaje otwarta – mówiła wtedy Ola Jędruszczak. Dzisiaj córka aktorki ma ochotę na wielki powrót. Pani Małgorzata widzi, jak bardzo ciągnie córkę do projektowania. Dlatego zachęca ją, namawia, aby spróbowała i podjęła wyzwanie. Zaproponowała nawet, że jedną torebkę sama zaprojektuje. Ola nie podjęła jeszcze ostatecznej decyzji, ale jej mama wierzy, że jednak pójdzie za głosem serca.

– Obserwowałam dziewczyny. Widziałam, jak ciężko pracują, i byłam dumna z Oli, że nie odpuszcza. Kobiety w naszym rodzie zawsze były zacięte! – podkreśla aktorka.

Kategorie
Aktorzy Znane osoby

Małgorzata Ostrowska-Królikowska i Paweł Królikowski zaopiekują się dziewczyną syna

Podczas gdy ich syn Antoni bierze udział w programie „Agent” w RPA, aktorska para obiecała opiekować się jego dziewczyną Kasią. Przyszły teść stara się załatwić jej pracę w show „Twoja Twarz Brzmi Znajomo”.

To pożegnanie było trudne. Gdy Katarzyna Sawczuk (19) odprowadzała na lotnisko swego ukochanego Antoniego Królikowskiego (26), z trudem ukrywała łzy. Młody aktor poleciał na miesiąc do RPA, gdzie kręcona będzie najnowsza edycja programu rozrywkowego „Agent”. Po 14 latach widowiskowe show wraca na antenę TVN-u.

Tym razem w pełnej adrenaliny rozgrywce wezmą udział nie zwykli ludzie, a gwiazdy. Oprócz Antka w rywalizacji zobaczymy m.in.: Monikę Mrozowską, Rafała Maślaka, Dominikę Tajner, Michała Szpaka. – Kilkunastoosobowa grupa uczestników będzie wykonywała trudne, często wręcz niebezpieczne dla życia zadania – zdradza „Na żywo” pracownik TVN-u.

– Choć to program rozrywkowy, jego uczestnicy sporo ryzykują. Będą musieli przełamywać własne ograniczenia, strach. Wylatując do RPA przez miesiąc nie będą mieć kontaktu z najbliższymi. Podpisali umowę, która nie pozwala im na korzystanie ani z telefonu, ani z komputera – twierdzi nasze źródło.

Kasię już traktują jak synową

Jak udało się nam dowiedzieć, przed wylotem do Afryki aktor poprosił swoich rodziców: Małgorzatę Ostrowską-Królikowską (51) i Pawła Królikowskiego (54), by opiekowali się jego ukochaną.

Dwa dni wcześniej rodzina gwiazdora i jego dziewczyna oklaskiwali go podczas premiery sztuki „Godzinki spokoju” w Teatrze Kwadrat.

– Antek bardzo martwi się rozstaniem z Kasią. Ze względu na to, że nie będzie miał z nią kontaktu, długo zastanawiał się, czy przyjąć propozycję udziału w „Agencie” – zdradza „Na żywo” znajomy aktora. – Choć uwielbia adrenalinę, będzie zamartwiał się o ukochaną.

Kilka tygodni temu zasłabła ona, gdy robili zakupy w centrum handlowym. Następnego dnia zawiózł ją do lekarza na badania. Nigdy dotąd nie był tak zakochany – kwituje informator.

Trzeba przyznać, że syn gwiazdorskiej pary, który do niedawna do miłości podchodził dość lekko, a dziewczyny zmieniał jak rękawiczki, Kasię traktuje wyjątkowo.

W programie Kuby Wojewódzkiego, zadeklarował: „Kocham tę dziewczynę absolutnie i jej talent i wszystko, co z nią związane, i będę się nią opiekował”.

Lekkoduch stał się mężczyzną

Rodzice Antka są zadowoleni, że syn wreszcie znalazł partnerkę, która sprawia, że zachowuje się jak dojrzały i odpowiedzialny mężczyzna. Choć w przeszłości ostro imprezował, nadużył alkoholu i miał przez to zatarg z prawem, od czasu poznania Kasi zmienił się diametralnie.

– Małgosia i Paweł pokochali Kasię i już traktują ją jak synową – twierdzi znajoma aktorskiej pary. – Dziewczyna syna, pochodząca z Podlasia i od 4 lat mieszkająca sama w stolicy, często bywa w ich domu. I jest traktowana jak członek rodziny.

Urodziwa wybranka Antka to multitalent. Ma fenomenalny głos i naturalny talent aktorski. Już jako 8-latka występowała w programie „Od przedszkola do Opola”.

Mając 15 lat przeniosła się do stolicy, by rozwijać swoje artystyczne pasje. Naukę w liceum łączyła z występami w teatrze Roma. Za namową przyjaciół wzięła udział w show „The Voice of Poland” i zajęła w nim drugie miejsce.

Świetnie radzi sobie także jako aktorka. Wystąpiła w „Czasie honoru. Powstanie”, „Hotelu 52”, „Barwach szczęścia”, „Skazanych”. Mimo tych sukcesów Kasia pozostaje skromną dziewczyną. Na premierach, w blasku fleszy czuje się onieśmielona.

– Zazwyczaj pojawiam się z Antkiem, bo z nim jest zawsze fajnie – wyznała. Dodała, że 6 lat starszy chłopak jest jej mentorem w sprawach zawodowych.

– Zawsze mogę liczyć na jego pomoc i dobrą radę – stwierdziła. Gdy Antek będzie daleko, Kasia może liczyć na wsparcie jego bliskich. Jak udało się nam dowiedzieć, Paweł Królikowski, zasiadający w jury programu „Twoja twarz Brzmi Znajomo”, stara się, by Kasia dostała angaż do kolejnej edycji programu. – Tak utalentowana dziewczyna ma poważne szanse, by wygrać muzyczną rywalizację – twierdzi osoba z otoczenia aktora.

Znajomi klanu Królikowskich twierdzą, że wpływowa rodzina chętnie widziałaby Kasię w swoim gronie. – Antek myśli o niej bardzo poważnie. Już zapowiedział rodzicom, że to właśnie z nią chce założyć rodzinę. Zrozumiał, że to czas na stabilizację – zdradza dobrze poinformowana osoba.

Kategorie
Aktorzy

Andrzej Deskur czeka na trzecią córkę

Aktor (43), znany z serialu „Na Wspólnej”, jest już ojcem dwóch córek: Heleny (17) i Antoni ny (13), a teraz oczekuje przyjścia na świat kolejnej pociechy.

Andrzej i jego 25-letnia partnerka Tomiła Łojewska odliczają dni do porodu. Jak napisał na Facebooku szczęśliwy tata dziewczynka będzie mieć na imię Hania.