Kategorie
Muzycy

Tadeusz Woźniak: Cieszę się szczęściem mego syna

Nie kariera i sukcesy na scenie, lecz walka o rozwój dziecka okazała się dla niego największym wyzwaniem w życiu. Kompozytor cieszy się sukcesami syna, otwiera serca innych na problemy chorych dzieci.

Zajmuję się czymś, czego nie widać − wyznaje „Dobremu Tygodniowi” Tadeusz Woźniak, kompozytor i piosenkarz. Znany z przeboju „Zegarmistrz światła”. Od lat wraz z żoną Jolantą angażuje się w pomoc niepełnosprawnym dzieciom i ich rodzinom. Marzy mu się, że w ten sposób zmienią podejście ludzi do rodzin posiadających chore maluchy.

− Bo ich rodzice często nie wytrzymują presji społecznej. Wstydzą się i nawet nie wychodzą z dziećmi na ulicę. Ojcowie w takich przypadkach często odchodzą z domu − podkreśla pan Tadeusz.

On sam nie miał z tym problemu. Od razu zaakceptował fakt, że jego najmłodszy syn Filip jest inny. Kiedy pojawił się na świecie 19 lat temu, okazało się, że ma zespół Downa.

Małżonkowie bezgranicznie go pokochali. Nie był ich jedynakiem. Obydwoje rodzice mieli już za sobą poprzednie związki, z nich synów. Tadeusz Woźniak spotkał pianistkę Jolantę Majchrzak w Teatrze Studyjnym w Łodzi.

Był wówczas znanym człowiekiem. W 1967 wygrał piosenką Agnieszki Osieckiej „Hej Hanno” Telewizyjną Giełdę Piosenki. Wraz z Jolantą mieli razem pracować. Komponował muzykę do „Alicji w krainie Czarów”. Ona uczyła aktorów śpiewać jego piosenki.

− Nie rozstaliśmy się od tego wieczoru − podkreślają ze wzruszeniem. Tadeusz ma dwóch starszych synów: Piotra i Mateusza. Piotr poszedł w ślady ojca. Jest muzykiem. Mateusza bardziej zajmował komputer. Został programistą. Syn Jolanty, Mariusz Jagoda, jest skrzypkiem. − Najważniejsza jest rodzina, daje poczucie szczęścia − podkreśla Tadeusz Woźniak.

„Mamela” i „Tatela” – tak do dziś na ukochanych rodziców mówi jego syn Filip

Tata poświęcił mu piosenkę i teledysk pt.„Mamela”. Filip wystąpił w nim razem z całą rodziną. Przewrotnie podpisali się Zespół Dauna.

− Chciałem w ten sposób oswoić ludzi z tym słowem. By przestało być obelgą – mówi kompozytor. Radość sprawia mu każdy najdrobniejszy sukces syna. Pierwszy galop na koniu, pierwsze próby na gitarze.

− Chwila, kiedy razem wsiadamy do auta, ruszamy w podróż, to najmilsze momenty życia − podkreśla pan Tadeusz. Chce by Filip żył takim życiem, jak każdy. Chłopak czynnie uczestniczy w spotkaniach towarzyskich rodziców. Już jako bobas spędzał z nimi Sylwestra u Wojciecha Siemiona.

Wielokrotnie wyjeżdżał z ojcem na koncerty. W domowym studiu nagrań ma swoje stanowisko pracy. Woźniakowie spędzają w samochodzie trzy godziny dziennie. Dowożą syna do gminnej szkoły w Łajskach, która włącza dzieci niepełnosprawne do pełnego społecznego funkcjonowania. Uważają, że jest najlepsza w Europie, uczestniczyli w jej rozwoju. Tam dzieci zdrowe i chore uczą się razem.

„Odmieńców” w tej szkole jest tylu, ilu ich w okolicy mieszka. Nad ich bezpieczeństwem i nauką czuwają asystenci. Rodzina Woźniaków lubi wspólne muzykowanie.

Czasem przy fortepianie zasiada brat Jolanty, aktor Krzysztof Majchrzak, a syn Jolanty z pierwszego małżeństwa gra na skrzypcach, Piotr akompaniuje mu na gitarze i pięknie śpiewa. Filip wie, że utwór „Filip i Leopold” jest dla niego.

Za każdym razem, gdy go słyszy bardzo się cieszy. − Z chorobą dziecka nie pogodziłam się do dzisiaj − wyznaje Jolanta Woźniak. Ale rodzice Filipa nauczyli się z nią żyć.

Z urodzenia warszawiak

Jako sześciolatek sam wsiadał w tramwaj 26 na Woli i dojeżdżał na plac Zamkowy, by pojeździć ruchomymi schodami.

Rodzice nie mogli poświęcić mu dużo czasu. Ojciec pracował, a matka wychowywała dziesięcioro dzieci. Mieszkali w 20-metrowej izbie, zrównana z ziemią w czasie wojny Wola była wielkim gruzowiskiem.

Rodzice posłali go do szkoły muzycznej, potem trafił do baletowej. W trakcie nauki zrezygnował jednak z bycia baletmistrzem i sam wybrał dla siebie technikum elektroniczne. Pierwszych chwytów gitarowych uczyła go siostra. Szło nieźle. Dziś jest uznanym kompozytorem i piosenkarzem.

Kategorie
Muzycy

Beata Kozidrak. Chce uratować małżeństwo córki

Przeprowadziła się do Warszawy, aby pomagać i wspierać swoją latorośl. Dąży do tego, żeby małżeństwo Kasi nie zakończyło się fiaskiem, tak jak jej własne.

Ostatnio sama przeszła bardzo wiele. Beata Kozidrak (55) postanowiła więc oszczędzić starszej córce Kasi Pietras (34) trosk i zadbać o to, aby nie popełniła jej błędów.

Kiedy kilkanaście lat temu Kasia powiedziała Beacie i jej mężowi Andrzejowi Pietrasowi (61), że chce zawodowo śpiewać, piosenkarka zaniepokoiła się.

– Wówczas oboje z Andrzejem pomyśleliśmy: „O, kurde! Przecież to nie jest łatwy zawód” – wyznała. – Wielu osobom wydaje się, że to jest proste. Leżysz, ładnie pachniesz i wszyscy za ciebie załatwiają sprawy, a tak nie jest. To jest ciężka praca – podkreśliła w wywiadzie. W końcu Kasia postawiła na swoim, a Beata pogodziła się z jej wyborem.

Kasia nie radzi sobie z karierą

W 2004 r. młoda wokalistka zaczęła śpiewać w zespole Kashmir. Wkrótce związała się z Kamilem Wyzińskim, grającym w grupie na gitarze. Kiedy poinformowała rodziców, że chcą się pobrać, Andrzej nie był z ich decyzji zadowolony.

Uważał, że młody i mało doświadczony muzyk nie zapewni jego córce życia na odpowiednim poziomie. Kiedy jednak zauważył, że Kamil stara się z całych sił, dał mu szansę. Sam nauczył ich, jak negocjować warunki umów i podejmować właściwe decyzje zawodowe.

Potem jednak Beata i Andrzej z niepokojem obserwowali, jak w małżeństwie Kasi i Kamila zaczęło się psuć. Zespół nie odnosił sukcesów, występując jedynie przed koncertami BAJMU. Między małżonkami dochodziło do coraz częstszych nieporozumień.

– Kaśka jest sfrustrowana, ponieważ jej kariera wokalna, stoi w miejscu – zdradził przyjaciel rodziny. – Jest to dla niej bardzo trudne i nie radzi sobie z tym.

Kamil próbuje ją wspierać, jednak ona źle reaguje na współczucie i dobre słowo – twierdził. Na domiar złego, w małżeństwie Beaty i Andrzeja z prawie 30-letnim stażem też zaczęło dziać się nie najlepiej.

– Nastał kres, zmęczenie, potrzebne było wyraźne oddzielenie życia zawodowego od rodzinnego, a tego u nich wcześ niej brakowało. Z tego powodu dzi siaj Andrzej żyje w Lublinie, a Beata w Warszawie… – zdradza „Na żywo” znajomy artystki. Przez pewien czas gwiazda mieszkała z Kasią, zięciem i wnukami.

Niedawno kupiła mieszkaniu w pobliżu, aby cały czas być obecną w życiu swojej rodziny. Dzięki temu może z większym zaangażowaniem wspierać Kasię i opiekować się wnukami.

– To jest naturalna droga. Jeśli jest się matką czy babcią, trzeba pomagać i być aktywną. Nie wstydzę się tego – stwierdziła. Pomoc babci jest wręcz nieoceniona. Beata robi wszystko, aby córka nie podzieliła jej losu i poukładała sobie życie z mężem.

Kategorie
Muzycy

Natalia Kukulska. Niełatwo o dobrą nianię

W opiece nad dziećmi gwiazda może liczyć na pomoc teściowej. Ale przydałby się ktoś jeszcze.

Na początku stycznia Natalia Kukulska po raz trzeci została mamą. Na świat przyszła kolejna dziewczynka (piosenkarka miała już syna i córkę), a rodzice dali jej na imię Laura. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie problem, który się pojawił.

Gdzie znaleźć odpowiednią nianię, osobę godną zaufania, która zapewni maleństwu profesjonalną opiekę? Na razie pomocą służy nieoceniona teściowa, która dba teraz o to, by nikomu z rodziny niczego nie brakowało. Przydałby się jednak ktoś jeszcze, ale wybór odpowiedniej osoby nie jest łatwy.

Przypomnijmy, że jej pierworodnym synem opiekowała się Maja Sablewska, która poznała piosenkarkę dzięki działalności w jej fanklubie. Z pracy Mai artystka była bardzo zadowolona i nawet w pewien sposób pomogła jej zaistnieć w show-biznesie. Pewnie jednak wolałaby teraz mieć mniej ambitną nianię.

Kategorie
Muzycy

Violetta Villas. Syn wreszcie odzyskał jej dom!

Zwrot w sprawie domu Violetty Villas w Lewinie Kłodzkim! Elżbieta B. (56), opiekunka zmarłej gwiazdy, już w nim nie mieszka. Krzysztof Gospodarek (61), syn artystki, gdy w grudniu zeszłego roku pojawił się w domu matki, nie zastał w nim pani Elżbiety.

– Porzuciła dom, zostawiła otwarty, więc wszedłem, zabezpieczyłem go i od tej pory w pełni zarządzam domem – mówi nam. – Nie wiem, gdzie jest pani Elżbieta, mogę się tylko domyślać, że u swojej siostrzenicy, może u jakiejś znajomej… – dodaje. Czy więc to koniec kilkuletniej walki o dom po Violetcie Villas?

Kilka lat walczyli w sądzie

Zmarła w 2011 roku artystka sporządziła testament, w którym cały majątek zapisała Elżbiecie B. Sąd jednak ten testament unieważnił i stwierdził, że jedynym spadkobiercą jest syn gwiazdy – Krzysztof. Elżbiecie B. trudno jednak było zaakceptować taki wyrok. Gotowa była opuścić nieruchomość, ale chciała za to ponad 50 tys. złotych, za rzekomo poniesione nakłady finansowe. Latem zeszłego roku Krzysztof Gospodarek wymienił zamki w drzwiach, więc Elżbieta B. rozbiła namiot na posesji. Gotowała na prowizorycznym grillu, myła się w pobliskim strumyku…

– Swoje już odcierpiałam, teraz chcę odzyskać to, co mi się należy za tyle lat opieki nad Violetką – mówiła wtedy opiekunka, która 10 miesięcy spędziła w więzieniu za nieudzielenie pomocy artystce w okresie bezpośrednio poprzedzającym jej śmierć. We wrześniu zeszłego roku zapadł wyrok, w którym sąd nakazał Elżbiecie B. opuścić dom Violetty Villas, ale jednocześnie orzekł o braku lokalu socjalnego dla opiekunki.

Kobieta złożyła apelację

Niedługo potem Elżbieta B., jak opowiadał nam Krzysztof Gospodarek, włamała się i ponownie zamieszkała w domu. Wyprowadziła się pod koniec ubiegłego roku. Wygląda na to, że na dobre. Bo, jak udało nam się dowiedzieć, apelacja Elżbiety B. dotyczyła jedynie decyzji mówiącej o braku lokalu socjalnego. Co dalej z domem diwy? Syn Violetty Villas wiele razy mówił, że chciałby, żeby powstało tam muzeum.

Lokalne władze też planowały upamiętnić piosenkarkę oklaskiwaną od Warszawy po Las Vegas. Prawie codziennie w pobliżu domu parkują autokary pełne turystów, którzy chętnie zobaczyliby, gdzie i jak mieszkała gwiazda. Jednak odzyskanie domu jest dopiero początkiem drogi. Dom Villas jest w złym stanie, remont z pewnością będzie trudny i kosztowny.

Kategorie
Muzycy

Kasia Kowalska martwi się o swoją córkę

Kasia niepokoi się o Aleksandrę, która mieszka w Londynie i zachłysnęła się wolnością.

Córka Kasi Kowalskiej (43) to prawie dwudziestolatka. Mieszka i uczy się w Londynie, w szkole dla przyszłych stylistów. Moda to wielka pasja córki piosenkarki. W tym światku Ola Kowalska czuje się coraz pewniej. Widać to na jej Instagramie.

Dziewczyna pozuje w śmiałych pozach. Głębokie dekolty, ponętne spojrzenia, rozchylone usta. Kasia, która nie ma przy sobie córki na co dzień, zaczyna obawiać się o przyszłość Oli. Zdaje sobie sprawę, że pięknej dziewczynie w jej wieku łatwo się pogubić, zachłysnąć możliwościami, zwłaszcza, kiedy jest się daleko od domu, a w świecie mody panuje wiele pokus.

Do tej pory matkę i córkę łączyły głębokie więzi. – Mama jest wspaniałą kobietą – podkreślała dziewczyna. A Kasia zawsze przypomina, że dzięki córce umie okazywać uczucia. – Ola nauczyła mnie mówić: „kocham” – podkreśla.

Jednak teraz nie jest jej łatwo do niej dotrzeć. Odległość robi swoje, a od kiedy Ola ma chłopaka, zupełnie pochłonęło ją nowe uczucie. Kowalska pamięta siebie, kiedy była w jej wieku. Urodziła ją gdy miała 24 lata. To był owoc wielkiego zauroczenia Kostkiem Joriadisem, z którym pracowała. Niestety miłość skończyła się po przyjściu na świat dziecka. Tata nie utrzymywał żadnego kontaktu z Olą.

Piosenkarka obawia się, że brak ojca w życiu córki mogły mieć wpływ na Aleksandrę, która próbuje teraz za wszelką ceną zdobyć uznanie i akceptację w oczach innych.

– Kasia martwi się, żeby młodzieńcza miłość, w którą Ola wchodzi z taką ufnością nie skończyła się rozczarowaniem, które zaważy na reszcie jej życia – mówi znajomy gwiazdy.

Kategorie
Muzycy

Justyna Steczkowska. Obawia się, czy syn da sobie radę

Leon od najmłodszych lat wychowywał się u boku mamy, która jest gwiazdą. Teraz sam zapragnął zrobić karierę w telewizji. Piosenkarka obawia się o niego.

Wydawało się, że Justyna Steczkowska (43) jest już spokojna o swojego najstarszego syna Leona Myszkowskiego (15), a jednak znów ma twardy orzech do zgryzienia.

Nastolatek przestał myśleć o modelingu, ale postanowił wziąć udział w show MasterChef Junior.

Justyna cieszyła się, że zrezygnował z wybiegu. Obawiała się bowiem, że kariera w show-biznesie źle wpłynie na jego wyniki w nauce i zmieni mu priorytety. Jest daleka od tego, aby zabraniać czegoś wprost, dlatego zazwyczaj proponuje inne rozwiązania. Tak też było tym razem. Zachęciła go, aby rozwijał swoją inną pasję, kulinarną.

– Leon gotuje rzeczywiście doskonale. Cenię w nim najbardziej to, że nie zagląda do książek, tylko próbuje tak długo, aż mu wyjdzie.

Dwadzieścia razy robił makaroniki, to takie pyszne ciastka. Któregoś dnia wracam w nocy z koncertu, a w domu czekają na mnie ciasteczka z karteczką: „Mama spróbuj – wyszły” – opowiada gwiazda.

Leon szybko wpadł na pomysł, aby swoje umiejętności kulinarne zaprezentować w Internecie. Założył blog, na którym co tydzień zamieszcza nowy przepis. – Jestem dumna – podkreśla piosenkarka. Ale Leon chce iść krok dalej i właśnie zakomunikował jej, że zamierza wziąć udział w castingu do kulinarnego programu.

Justyna wie, że sławne nazwisko narazi go na ogień krytyki. Jako mama chciałaby mu tego oszczędzić. Z drugiej strony zdaje sobie sprawę, że stanowcze zakazy nie działają. Trzyma więc kciuki za syna, choć z drżącym sercem.

Kategorie
Muzycy

Sylwia Grzeszczak pierwszy raz została mamą!

W najbliższym czasie nie zobaczymy jej na scenie. Ale trudno się dziwić! Wszak debiutuje jako mama.

Sylwia Grzeszczak (26) napisała w swoim życiu muzykę i teksty do dziesiątek piosenek, w tym nie tylko na własne płyty. Ale czy teraz zdecyduje się napisać tę jedyną, wyjątkową? Powód ma na pewno!

Kilka dni temu w życiu piosenkarki zaszła ogromna i bezsprzecznie radosna zmiana. Sylwia z poślubionym w 2014 roku wieloletnim partnerem, kolegą po fachu Marcinem Piotrowskim (34), znanym pod artystycznym pseudonimem Liber, przywitali na świecie swoje pierwsze dziecko.

Dziewczynka urodziła się w Ginekologiczno-Położniczym Szpitalu Klinicznym Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu. Poród przebiegł bez komplikacji. Mała jest silna i zdrowa.

Na profilu facebookowym świeżo upieczona mama zdradziła, że zdecydowali się nadać jej imię Bogna

W pełnym emocji wpisie podziękowała serdecznie kadrze medycznej, która wsparła narodziny małej Bogny, rodzinie, przyjaciołom i wszystkim, którzy trzymali mocno kciuki za nią i jej maleństwo. „I Tobie, Panie Boże, za ten cenny dar, jakim jest życie! Że możemy tego doświadczać!” – dodała na koniec.

Pod wpisem licznie posypały się komentarze z gratulacjami i zapewnieniami, że niezależnie od tego, na ile Sylwia zniknie teraz ze sceny, wierni fani będą na nią czekać. Pojawiły się też prośby, by napisała piosenkę o córce. Czy Sylwia je spełni?

Kategorie
Muzycy

Jopek i Kydryński. Jest szansa na pojednanie?

Halina Kunicka wciąż wierzy, że uda się pogodzić dzieci. I że nadchodzące święta będą dla nich wszystkich czasem przebaczenia.

Kiedy w wigilijny wieczór za oknem zabłyśnie pierwsza gwiazdka, z ekranu telewizora popłynie miodowy sopran Anny Marii Jopek (44). Piosenkarka lirycznie zaśpiewała kolędy z towarzyszeniem orkiestry symfonicznej, podczas koncertu w nastrojowej, gotyckiej katedrze w Pelplinie. Jednak koncert nagrała kilka dni wcześniej, bo w ten szczególny dzień chciała być w towarzystwie swoich najbliższych.

Zależało na tym szczególnie Halinie Kunickiej (77), teściowej Anny Marii. Małżeństwo piosenkarki z dziennikarzem Marcinem Kydryńskim (47) od ponad dwóch lat przechodzi poważny kryzys. Pani Halina od początku starała się być spoiwem rozpadającej się rodziny. Teraz liczy, że małżonkowie dadzą sobie kolejną szansę. A święta to najpiękniejszy czas, moment przebaczenia i pojednania. Seniorka rodu wierzy, że moc Bożego Narodzenia pozwoli Annie i Marcinowi uwierzyć, że mogą być ze sobą do końca życia.

Jak udało nam się dowiedzieć, małżonkowie w tegoroczną wigilię usiądą przy wspólnym stole. Na rodzinną wieczerzę zaprosiła ich siostra piosenkarki, Patrycja. Anna Maria i Marcin przez wiele lat uchodzili jedną z najpiękniejszych par. Dochowali się synów, Franciszka (17) i Stanisława (15).

Rodzinnym szczęściem i wnukami najbardziej cieszyła się Halina Kunicka

Bliscy wypełniali w jej życiu pustkę, jaką pozostawiło odejście ukochanego męża, Lucjana Kydryńskiego (†77). Kiedy dwa lata temu zaczęto spekulować, że Anna zbliżyła się do muzyka ze swojego zespołu, Krzysztofa Herdzina (45), Marcin wyprowadził się z domu. Matka bolała nad rozpadem związku. W książce „Świat nie jest taki zły” wyznała, że Ania stale koncertuje i rzadko bywa w domu. Że ożywa tylko w momencie, gdy mówi się o muzyce, a kiedy mowa o czymś innym, gaśnie.

Starsza pani skarżyła się, że jej syn ucieka od problemów w dalekie podróże, albo zaszywa się sam w domu pod Warszawą. Zwierzyła się, że ona czuje się w swojej rodzinie opuszczona. Jednak jest szansa, że rodzinne problemy wreszcie się skończą.

– Ania, Marcin, Franek, Stasio i pani Halina, zostali zaproszeni na wigilię do rodziny Ani – mówi nasz informator. Czy gdy pojawi się pierwsza gwiazdka Ania zaśpiewa przy choince świąteczną piosenkę, którą przed laty napisał dla niej Marcin?

„Chcę, byś miał spokojne, dobre święta, dni powszednie też. Nie pamiętaj niepotrzebnych słów i łez. Chociaż wokół nie ma osób stu, a dwie, będziesz mieć szczęśliwe święta blisko mnie”.

Kategorie
Muzycy

Sebastian Karpiel-Bułecka: Chciałbym mieć więcej dzieci

Kiedy po kąpieli zakłada córeczce śpioszki i śpiewa jej kołysankę, czuje, że jest we właściwym miejscu swego życia. Długo szukał tej drogi.

Ojcem został w wieku 39 lat. Koledzy z zespołu Zakopower, którzy już wcześniej założyli rodziny, straszyli go, że nie będzie wesoło. Wspominali o kolkach i ciągłym budzeniu w nocy.

– Tak się przytrafiło, że mam bardzo grzeczne dziecko. I śpi w nocy, nie budzi nas zbytnio, jest spokojne. Naprawdę nie mogę narzekać na brak snu – cieszy się Sebastian Karpiel-Bułecka. Dla ukochanej Pauliny Krupińskiej (28) jest wielkim wsparciem, pomaga jej w opiece nad małą Antosią, jest tatą na pełen etat.

Rodzina daje mu wielkie szczęście, wreszcie po koncercie ma do kogo wracać, depresyjne myśli to już przeszłość. Sebastian deklaruje, że jako ojciec nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. – W przyszłości chcę mieć więcej dzieci – wyznał ostatnio.

Kategorie
Muzycy

Anna Jantar czuwa nad córką

Choć od śmierci Anny Jantar minęło wiele lat, Natalia Kukulska wciąż czuje jej obecność. Poświęciła mamie piosenkę „Dłoń” ze swojej pierwszej płyty.

Pyzata czterolatka w okularach nie mogła doczekać się powrotu swojej mamy Anny Jantar (†30). Był 14 marca 1980 r.

Piosenkarka wracała z tournée po Stanach Zjednoczonych i wiedziała, że tęskni za nią stęskniona córeczka. Przylot się opóźniał, a Natalka coraz bardziej chciała podbiec i rzucić się jej w ramiona. Nie przypuszczała, że już nigdy nie przytuli się do mamy.

Tego dnia samolot, na pokładzie którego leciała piosenkarka rozbił się w Lesie Kabackim na obrzeżach Warszawy. Dziewczynka nie rozumiała wówczas co się stało. Dlaczego jej mamy wciąż nie ma?

– Pamiętam zamieszanie, że dzieje się coś złego, panikę i babcię, która wyrwała mi bukiet kwiatów – wspominała po latach Natalia. Kiedy niedługo potem zobaczyła program z mamą w telewizji, zrozumiała, że już nigdy jej nie zobaczy.

– Wtedy poszłam do swojego pokoju i tam sobie pochlipałam, i wtedy do mnie to dotarło. Chodziłam na grób mojej matki, jak miałam cztery lata, ale nie wiedziałam, o co chodzi. Podobno miał to być ogródek – wyznała.

Jarosław Kukulski (†66) bardzo przeżył tragedię, ale wiedział, że musi być silny, aby żyć dla swojej ukochanej córeczki.

– Mam jeszcze coś do zrobienia i dług w stosunku do dziecka – podkreślił. Postanowił wspierać, edukować i pisać dla córki piosenki.

– Natalia śpiewa, zabrała się do gry na instrumencie, ma wspaniałe poczucie rytmu i bardzo lubi tańczyć. Może w przyszłości zastąpi na estradzie swoją mamę – marzył owdowiały kompozytor. Po kilku latach umożliwił Natalce debiut sceniczny. Po sukcesach przebojów „Co powie tata” czy „Puszek okruszek” postanowił jednak, aby odpoczęła od estrady i poświęciła się nauce.

Choć zaczęła studiować filozofię, cały czas myślała o muzyce. Chciała śpiewać i występować, tak jak jej mama. Kiedy w 1996 r. wróciła z płytą „Światło”, wszyscy przecierali oczy ze zdumienia. Z brzydkiego kaczątka wyrósł piękny łabędź! Całkowicie zmienił się też jej repertuar.

Wróciła do wspomnień z dzieciństwa

Natalia była gotowa, aby zaśpiewać piosenkę o mamie – utwór „Dłoń”, do której wymowny tekst napisał Marek Dutkiewicz. Produkcją zajął się ojciec młodej wokalistki.

Kiedy śpiewała: „W białe kwiaty wtulam twarz, gra muzyka z tamtych lat i znów słyszę głos, siedem mostów, siedem bram, tak po prostu staniesz tam i strach zostawi mnie…”, wróciły wspomnienia z dzieciństwa. Poczuła, jakby Anna była obok niej.

– Nie jestem nawiedzona, trudno mi o tym mówić w sposób bezpośredni. Ale jej obecność czuję. To sprawa podskórna – wyznała. – Wiele razy czułam, że chroni mnie przed złem – stwierdziła.

Natalia uważa, że niewidzialna dłoń odsuwająca od niej czarny dzień to miękka dłoń ukochanej mamy, która głaskała ją, kiedy ta była mała. To, że Natalia chroniona jest jakąś tajemniczą siłą, czuły także inne osoby.

– Kiedyś moja koleżanka śpiewająca w chórku powiedziała: „Ja zawsze chcę z tobą jeździć samochodem czy latać samolotem, bo czuję się bezpiecznie. Bo nad tobą czuwa mama, nic ci się nie stanie”. Natalia żałuje, że w porównaniu do innych nastolatek nigdy nie miała możliwości poradzić się swojej mamy.

– Miałabym z kim porozmawiać o wielu sprawach, które musiałam zrozumieć, dorastając. Takiej rozmówczyni nie może zastąpić nikt – stwierdziła.

– Podziwiam ją za to, że zostawiła po sobie tylko dobre wspomnienia. Była pełna ciepła, fantazji i ogromnie utalentowana – wspominała. Dziś stara się, aby pamiętano o Annie Jantar.

Nagrała płytę z jej piosenkami „Tyle słońca”, wystąpiła podczas festiwalu w Opolu oraz bierze udział w wielu innych poświęconych wokalistce koncertach. Jest spokojna o swoją przyszłość, bo wie, że jej mama zawsze będzie przy niej obecna.