Kategorie
Muzycy

Tadeusz Woźniak: Cieszę się szczęściem mego syna

Nie kariera i sukcesy na scenie, lecz walka o rozwój dziecka okazała się dla niego największym wyzwaniem w życiu. Kompozytor cieszy się sukcesami syna, otwiera serca innych na problemy chorych dzieci.

Zajmuję się czymś, czego nie widać − wyznaje „Dobremu Tygodniowi” Tadeusz Woźniak, kompozytor i piosenkarz. Znany z przeboju „Zegarmistrz światła”. Od lat wraz z żoną Jolantą angażuje się w pomoc niepełnosprawnym dzieciom i ich rodzinom. Marzy mu się, że w ten sposób zmienią podejście ludzi do rodzin posiadających chore maluchy.

− Bo ich rodzice często nie wytrzymują presji społecznej. Wstydzą się i nawet nie wychodzą z dziećmi na ulicę. Ojcowie w takich przypadkach często odchodzą z domu − podkreśla pan Tadeusz.

On sam nie miał z tym problemu. Od razu zaakceptował fakt, że jego najmłodszy syn Filip jest inny. Kiedy pojawił się na świecie 19 lat temu, okazało się, że ma zespół Downa.

Małżonkowie bezgranicznie go pokochali. Nie był ich jedynakiem. Obydwoje rodzice mieli już za sobą poprzednie związki, z nich synów. Tadeusz Woźniak spotkał pianistkę Jolantę Majchrzak w Teatrze Studyjnym w Łodzi.

Był wówczas znanym człowiekiem. W 1967 wygrał piosenką Agnieszki Osieckiej „Hej Hanno” Telewizyjną Giełdę Piosenki. Wraz z Jolantą mieli razem pracować. Komponował muzykę do „Alicji w krainie Czarów”. Ona uczyła aktorów śpiewać jego piosenki.

− Nie rozstaliśmy się od tego wieczoru − podkreślają ze wzruszeniem. Tadeusz ma dwóch starszych synów: Piotra i Mateusza. Piotr poszedł w ślady ojca. Jest muzykiem. Mateusza bardziej zajmował komputer. Został programistą. Syn Jolanty, Mariusz Jagoda, jest skrzypkiem. − Najważniejsza jest rodzina, daje poczucie szczęścia − podkreśla Tadeusz Woźniak.

„Mamela” i „Tatela” – tak do dziś na ukochanych rodziców mówi jego syn Filip

Tata poświęcił mu piosenkę i teledysk pt.„Mamela”. Filip wystąpił w nim razem z całą rodziną. Przewrotnie podpisali się Zespół Dauna.

− Chciałem w ten sposób oswoić ludzi z tym słowem. By przestało być obelgą – mówi kompozytor. Radość sprawia mu każdy najdrobniejszy sukces syna. Pierwszy galop na koniu, pierwsze próby na gitarze.

− Chwila, kiedy razem wsiadamy do auta, ruszamy w podróż, to najmilsze momenty życia − podkreśla pan Tadeusz. Chce by Filip żył takim życiem, jak każdy. Chłopak czynnie uczestniczy w spotkaniach towarzyskich rodziców. Już jako bobas spędzał z nimi Sylwestra u Wojciecha Siemiona.

Wielokrotnie wyjeżdżał z ojcem na koncerty. W domowym studiu nagrań ma swoje stanowisko pracy. Woźniakowie spędzają w samochodzie trzy godziny dziennie. Dowożą syna do gminnej szkoły w Łajskach, która włącza dzieci niepełnosprawne do pełnego społecznego funkcjonowania. Uważają, że jest najlepsza w Europie, uczestniczyli w jej rozwoju. Tam dzieci zdrowe i chore uczą się razem.

„Odmieńców” w tej szkole jest tylu, ilu ich w okolicy mieszka. Nad ich bezpieczeństwem i nauką czuwają asystenci. Rodzina Woźniaków lubi wspólne muzykowanie.

Czasem przy fortepianie zasiada brat Jolanty, aktor Krzysztof Majchrzak, a syn Jolanty z pierwszego małżeństwa gra na skrzypcach, Piotr akompaniuje mu na gitarze i pięknie śpiewa. Filip wie, że utwór „Filip i Leopold” jest dla niego.

Za każdym razem, gdy go słyszy bardzo się cieszy. − Z chorobą dziecka nie pogodziłam się do dzisiaj − wyznaje Jolanta Woźniak. Ale rodzice Filipa nauczyli się z nią żyć.

Z urodzenia warszawiak

Jako sześciolatek sam wsiadał w tramwaj 26 na Woli i dojeżdżał na plac Zamkowy, by pojeździć ruchomymi schodami.

Rodzice nie mogli poświęcić mu dużo czasu. Ojciec pracował, a matka wychowywała dziesięcioro dzieci. Mieszkali w 20-metrowej izbie, zrównana z ziemią w czasie wojny Wola była wielkim gruzowiskiem.

Rodzice posłali go do szkoły muzycznej, potem trafił do baletowej. W trakcie nauki zrezygnował jednak z bycia baletmistrzem i sam wybrał dla siebie technikum elektroniczne. Pierwszych chwytów gitarowych uczyła go siostra. Szło nieźle. Dziś jest uznanym kompozytorem i piosenkarzem.